czwartek, 25 czerwca 2015

I.w.t.b.y.o.A.~ Rozdział 2

Czeeeść. Rety, zaczęłam to pisać tydzień temu i dopiero teraz kończę. Nie bijcie, miałam mnóstwo na głowie. Ale mam dobrą passę i jak tylko skończę ten rozdział zaczynam kolejny. Poza tym wakacje, dużo wolnego, więc więcej rozdziałów i może zarzucę jakimś oneshotem ^^ Zapraszam do lektury!
PS. Jestem tak ultra inteligentna, że mimo tego iż oglądałam WGM z Taeminem i Naeun, nazwałam jej imieniem jedną z bohaterek mojego opowiadania i zdałam sobie sprawę z tego dopiero kilka dni temu, pozdrawiam (y)

***

Siódma rano. Właśnie o tej godzinie się obudziłam, a w zasadzie, obudziły mnie promienie słońca, padające dosłownie całym swoim blaskiem na moją twarz i z wyraźną pretensją nie pozwoliły mi dalej zasnąć. Westchnęłam jedynie głośno, opatuliłam się kołdrą po głowę obracając się na bok i bez namysłu zignorowałam światło tak bardzo domagające się zainteresowania z mojej strony. Jednak jak już wspomniałam, plany dalszego snu spaliły na panewce. Bardziej irytujące od jasności panującej w moim pokoju był fakt, że niedługo po tym jak próbowałam to zlekceważyć, przykrywając się pościelą, momentalnie zrobiło mi się tak gorąco, że wówczas odechciało mi się już nawet leżeć w moim ukochanym łóżku. Odkryłam się, wyciągając się przy tym na całej długości ciała, a za chwilę wygrzebałam się z posłania i kontynuowałam przeciąganie się, tym razem nie zapominając o ziewaniu. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam się w nim przeglądać. Boże przenajświętszy... Wyglądam jak zombie. A przecież spałam całkiem długo. Meh, to takie irytujące... Wyszłam z pokoju i ruszyłam w stronę łazienki. Niestety, nie dane mi było z niej skorzystać, bo jak zwykle facet mojej matki tam przesiadywał. Nawet nie robił nic konkretnego, po prostu był i zanieczyszczał i tak skażone już jego osobą, powietrze w naszym domu, dymem papierosowym. Eh. Spędzał w niej większość swojego bezsensownego życia, co za nieznośny człowiek. Dobrze, że mogę iść do szkoły. Szkoła. Nie cierpię przecież tego miejsca... Jestem chodzącym paradoksem. Dzisiaj jest piątek, a w piątki mam na dziewiątą. Jedyny dzień w tygodniu, gdy mogę wstać później niż o szóstej. A na dodatek ten dzień teoretycznie rozpoczyna weekend... Chyba dziś nie będzie aż tak źle. Wróciłam do pokoju i z powrotem wylądowałam na łóżku, rzucając się na nie bezwładnie. Położyłam rękę na czole i machając sobie luźno nogą zaczęłam rozmyślać o niczym niezwykłym, o pierdołach. I wtedy zreflektowałam się, że dzisiaj o siedemnastej mam pójść z Taeminem do biblioteki. Zerwałam się jakby uszczypnięta do pozycji siedzącej i stres ogarnął mnie w całości. Przypomniałam sobie wczorajszy wieczór, jego tańczącego i całą rozmowę. Nieświadomie moje usta przybrały formę uśmiechu, którego nie umiałam z nich ściągnąć. Czemu tak reaguję? Denerwuje mnie to. Lee to po prostu miły chłopak, nie jest gburem i przyjemnie prowadzi się z nim dyskurs. Poza tym jest utalentowany, ciekawy i... Rety, umyśle, zamilcz! Uderzyłam się kilka razy dłonią w głowę, by zacząć myśleć racjonalnie. Nie ma czasu na spekulowanie nad tym jakoś głębiej... Spotkamy się dzisiaj i pewnie na tym zakończy się nasza znajomość. Na pewno. Wróciłam do rzeczywistości i akurat usłyszałam, że łazienka się zwolniła. Byłam w istnym szoku, serio. Poszłam do niej, umyłam twarz i zęby, lekko przeczesałam palcami włosy, bo nie lubiłam gdy były w literalnym ładzie, pomalowałam się subtelnie i chyba pierwszy raz od dawna uśmiechnęłam się do swojego lustrzanego odbicia. Wróciłam z powrotem do mojego zakątka, założyłam na siebie mundurek szkolny, czyli białą koszulę z długim rękawem, a na nią czarną sukienkę bez rękawów i standardowo zawiązałam wstążkę na wysokości szyi. Zeszłam schodami na dół i wyszłam na taras by zaczerpnąć świeżego powietrza. Pogoda dzisiejszego dnia była naprawdę przepiękna, niebo nieskażone żadną chmurą, słońce świeciło całą parą, a do tego nieustannie powiewał bardzo delikatny wietrzyk. Idealne połączenie, było gorąco, ale nie duszno, wiatr był chłodny, ale bardzo orzeźwiający, czyli pogoda perfekcyjnie się ze sobą zgrywała. Jestem nieco głodna... Weszłam z powrotem do środka i zaraz znalazłam się w kuchni. Zerknęłam na zegarek na ścianie wskazujący godzinę ósmą. Mam jeszcze trochę czasu, mogę spokojnie zjeść i spacerem iść do szkoły. Zrobiłam sobie płatki, przysiadłam przy stole i zaczęłam jeść. Na nim leżała kartka od mamy "Musiałam już iść do pracy, nie wychodź głodna i spakuj wszystkie książki do szkoły. Kocham cię." Przeczytałam z obojętnością i wyrzuciłam ją do kosza. Piszesz to samo codziennie odkąd tu mieszkamy. Wysiliłabyś się, albo była chociaż szczera... Akurat skończyłam śniadanie, więc wsadziłam naczynie do zlewu i podniosłam torbę z podłogi zarzucając na ramię. Gdy tylko chciałam wyjść, usłyszałam głos mojego ,,ojczyma''. Ja nie mogę, co za pech. Stał przy lodówce i nawet na mnie nie patrząc zaczął jak zawsze marudzić i mi matkować.
- A ty co, nie potrafisz naczyń po sobie umyć? Jesteś już w liceum, zachowujesz się jakbyś była dorosła, a takiej prostej czynności nie umiesz wykonać. Śmieszne. Umyj to i zejdź mi z oczu. - powiedział z wyczuwalną pogardą i zamykając lodówkę poszedł na górę do swojego pokoju. Jak ja nienawidzę tego człowieka, nie cierpię z całego serca. Nic mu nie odpowiedziałam, bo nie chciałam awantury z rana, tym bardziej, że byliśmy sami. Wydukałam jedynie niesłyszalnie, że chciałabym by coś mu się stało i umyłam po sobie miskę. Nawet on nie zepsuje dziś mojego dobrego humoru. Ubrałam buty i wyszłam z domu, zamknęłam za sobą drzwi i mijając furtkę skręciłam w lewo. Czułam się dzisiaj wyjątkowo lekko i beztrosko, jak liść na wietrze. Założyłam słuchawki na uszy i pogrążyłam się w swoich ulubionych utworach. Słońce darzyło mnie przyjemnym ciepłem, a wiatr pilnował co by nie było mi zbyt gorąco. Szłam tak dobre pół godziny. Nagle poczułam jak ktoś puka mnie w  ramię. Odwróciłam się i ujrzałam rozpromienioną twarz Taemina stojącego tyłem do blasku słońca. Potrzebowałam chwili, żeby zorientować się, co się dzieje i szybko wyciągnęłam słuchawki z uszu. 
- Hej, a ty co, zmieniłaś szkołę? - zapytał uśmiechając się przy tym szeroko. Ja tylko obdarzyłam go niezrozumiałym spojrzeniem i czekałam na jakiś dalszy odzew. - No to znaczy, bo minęłaś wejście do szkoły, więc albo zakochałaś się w jakiejś piosence tak mocno, że przestałaś zwracać uwagę na otoczenie albo zmieniłaś szkołę... Tak zażartowałem tylko. - podrapał się za uchem i spuścił głowę, jakby czuł się trochę zażenowany. 
- No hej. Ah, masz rację, gdybyś mnie nie zatrzymał zapewne wędrowałabym dalej... - zaczęłam i zachichotałam lekko. - Szkoły nie zmieniłam, więc wychodzi na to, że zakochałam się w piosence. - skończyłam, uśmiechając się przy tym tak mocno, aż przymknęły mi się oczy. Chłopak słysząc to również się zaśmiał i znowu skupił na mnie swój wzrok. Jej, jaki słodki.
- To widzę, że jedna z moich potencjalnych opcji okazała się strzałem w dziesiątkę. - poczochrał się jedną ręką po tyle głowy i uśmiechnął się od ucha do ucha jednocześnie. - A co to za piosenka, która tak mocno tobą zawładnęła, że straciłaś rachubę?
- A... To... Takiego jednego kompozytora, nazywał się Erik Satie i grał na pianinie. Bardzo lubię jego twórczość i mam do niej sentyment, więc pewnie to sprawiło, że myślami odpłynęłam. - odpowiedziałam bardzo rozluźnionym tonem. Gdy tylko skończyłam mówić Taemin z wypisaną fascynacją na twarzy wyrwał się do wypowiedzi.
- Łaaaaał, słuchasz Satie?! Niesamowite, uwielbiam go, jego utwory są doskonałe! Już od dziecka intrygowała mnie jego muzyka... W takim razie nie dziwne twoje zagapienie. - pierwsze słowa praktycznie wykrzyczał, na jego buzi malowało się lekkie zszokowanie i ekscytacja. Uspokoił się dopiero kończąc. Jeny, jak się ekscytuje wygląda jak małe dziecko, co właśnie dostało lizaka za nie uronienie ani jednej łzy przy szczepionce. Aż się oczy cieszą od takiego widoku. 
- Słucham, bardzo lubię muzykę klasyczną, a on jest jednym z moich ulubionych jej przedstawicieli... Miło wiedzieć, że ktoś prócz mnie też gustuje w takim gatunku. - powiedziałam do niego i szczerze powiedziawszy, poczułam się jakbym spotkała bratnią duszę. Niezastąpione uczucie. Niestety nim zdążył mi cokolwiek odpowiedzieć, rozbrzmiał dzwonek szkolny. Miałam się nie spóźniać na lekcje! Meh. Mina mu momentalnie zrzedła, ekscytacja wraz z uśmiechem zniknęła.
- Chodź, pośpieszmy się, bo będą się nas czepiać. - powiedział wyraźnie zestresowany, jakby strasznie martwił się jednorazowym spóźnieniem. Stał tak jeszcze trochę zerkając to na moją twarz, to na moje ręce i raptem z widoczną niepewnością pociągnął mnie za nadgarstek i ruszył w stronę naszej szkoły. Nie powiedziałam nic, jęknęłam cicho jakbym zamierzała coś rzec, ale zrezygnowałam. Można powiedzieć, że niemal biegliśmy, podążałam za jego plecami, a on nie puszczał mojego nadgarstka. Nie czułam między nami żadnego dystansu, mimo delikatnego skrępowania. Chyba byłam w tym momencie szczęśliwa, uśmiechnęłam się do jego tyłu i rozluźniłam rękę. Szybkim krokiem weszliśmy do szkoły i zatrzymaliśmy się na korytarzu, od razu odwrócił się w moją stronę. Prawdopodobnie się zmęczył, bo jego oddech był ciężki, a jego usta lekko rozchylone. 
- Gdzie masz lekcje? Ja mam tutaj, na parterze. - zapytał się mnie bez konkretnego wyrazu twarzy. Nim zareagowałam na jego pytanie, spojrzałam na mój nadgarstek wciąż trzymany przez jego dłoń, a następnie na jego twarz. Zauważył to i zrobił to samo co ja. Natychmiast puścił moją rękę i schował swoje dłonie w tylnych kieszeniach. Jak zwykle spuścił głowę. To się nigdy nie zmieni... Heh. Zaśmiałam się w duchu i wsunęłam dłonie w kieszenie sukienki.
- Na trzecim piętrze. - odpowiedziałam z uśmiechem.
- N-no... Dobra. To leć na górę, bo twój nauczyciel się zezłości. Ja też będę leciał. - uniósł dłoń ku górze w geście pomachania i poszedł w stronę swojej sali. Dosłownie pięć sekund później z powrotem odwrócił się w moją stronę. - Do zobaczenia o siedemnastej, przy moim "tanecznym zaciszu"! - wykrzyczał, wykrzywiając przy tym twarz w szerokim uśmiechu i wszedł do sali lekcyjnej.
- Do zobaczenia... - odpowiedziałam, znowu ze świadomością, że już mnie nie słyszy. Ale to tak naprawdę nie miało znaczenia. Zreflektowałam się, że jest już jakieś dziesięć minut po dzwonku i zaczęłam zaiwaniać na trzecie piętro. Z hukiem wpadłam do sali od razu przepraszając nauczyciela za spóźnienie. Musiał mieć dziś dobry humor, bo jedynie skinął zgodnie głową i kazał zająć mi swoje miejsce. Usiadłam w swojej ławce i rozejrzałam się po sali. Seo i Nae patrzyły na mnie pytająco. Przecież jestem wzorową uczennicą i spóźnianie się nigdy nie miało miejsca w moim grafiku. Machnęłam tylko ręką co by dać im do zrozumienia, że to przypadek i nic się nie stało. Przez całą lekcję myślami byłam gdzie indziej. Raz spoglądałam na kwitnące drzewa za oknem, raz przejeżdżałam opuszkami palców po moim nadgarstku. Eh, nie mogę się skupić. Zadzwonił dzwonek i od razu dosiadła się do mnie Seo i za chwilę Naeun. Dopiero co zaczęła się przerwa, a ta już mnie obsypuje pytaniami... Ehh. Przynajmniej wiem, że nadal jesteś sobą.
- Czemu się spóźniłaś? Nieładnie tak! - pstryknęła mnie w nos śmiejąc się gromko, a potem oparła się łokciami o moje biurko i zatopiła się w moich oczach oczekując odpowiedzi. Nae siedziała obok i szczerze się uśmiechała. 
- Zasłuchałam się, a potem spotkałam kogoś i też trochę się zagadaliśmy po prostu. - skwitowałam z nadzieją, że nie będzie pytać o szczegóły. Nie chciałam raczej mówić o Taeminie przy Naeunnie.
- A z kim to się tak pogrążyłaś w rozmowie? - przesunęła się bliżej mnie, patrząc na mnie ze wzrokiem jeszcze bardziej zaciekawionym i wyszczerzyła usta w delikatnym uśmiechu. Ehh... Ale beznadziejna sytuacja.
- Taemin mnie zaczepił. - zaczęłam. Od razu zauważyłam rzednącą minę Nae. - I chciał się dowiedzieć, jak jego brat się czuje w klasie, bo Taesun nie chce z nim rozmawiać, a on sam się martwi o niego. - zakończyłam bez zastanowienia. Czemu skłamałam? Zrobiłam to automatycznie... Wtedy Naeun lekko się rozchmurzyła, jednak za chwilę dodała jedno zdanie.
- Mnie też mógł się o to zapytać... - szepnęła, niemal niesłyszalnie. Gdy zorientowała się, że dokładnie usłyszałyśmy co powiedziała, z rumieńcem na twarzy zaczęła się tłumaczyć, jednak wypowiadała się tak chaotycznie, że cudem byłoby gdybyśmy zrozumiały to paplanie. Wówczas włączyła się Seo.
- Cii, spokojnie, Naeunnie. - przyłożyła sobie kciuk do ust i pogładziła dziewczynę po głowie, zupełnie jak małego pieska. - Po prostu wpadli na siebie przypadkiem. Nie ma co się przejmować, nie, Ami? - zerknęła na mnie i szturchnęła mnie w bok. Byłam lekko skonsternowana zaistniałą sytuacją, ale szybko się ocknęłam.
- Dokładnie tak było. - przytaknęłam nie sprzeciwiając się. Szczerze odetchnęłam, gdy Nae wróciła do swojej radosnej odsłony, najwyraźniej wzięła słowa Seo do serca. Wtedy i ona zaczęła się szczerzyć, a moment później rozpoczęła się kolejna lekcja.

Cały dzień w szkole zleciał niesamowicie szybko, nim się zorientowałam nadeszła już godzina piętnasta i pozwolono nam iść do domów. Na zewnątrz panowała bardzo zmienna pogoda, popadająca dosłownie ze skrajności w skrajność, raz było upalnie, a raz dobitnie zimno. Wracałam dzisiaj do domu w samotności, Seo miała dodatkowe zajęcia wraz z Nae, więc nie było opcji wspólnego powrotu. Gdy tylko przekroczyłam próg mieszkania, a później mojego pokoju zrzuciłam z siebie szkolny mundurek i w samej bieliźnie rzuciłam się pod kołdrę i zamknęłam oczy pogrążając się w myślach. Zamierzałam jedynie chwilę odpocząć, ale zasnęłam... Po jakimś czasie ze snu wyrwał mnie odgłos bijącego dzwona kościelnego. Przeciągnęłam się i ziewnęłam. Zaraz potem zdałam sobie sprawę, że już bardzo późno. Skoro słychać dzwon znaczy, że zaczęła się msza, a to z kolei znaczy, że jest w pół do piątej późnym popołudniem. Zerwałam się na równe nogi jakby ktoś oblał mnie lodowatą wodą. Boże, spóźnię się! Totalnie się zapomniałam... Westchnęłam głośno i jak najprędzej zaczęłam szukać jakichkolwiek ubrań w szafie. Włożyłam na siebie przylegające dżinsy i ulubiony sweterek w odcieniu fioletu i wybiegając z pokoju pognałam w kierunku schodów. Zbiegłam na dół, założyłam białe trampki i wyszłam z domu zamykając go na klucz. Nawet nie zdążyłam się uczesać, meh. Pomyślałam i zaczęłam truchtać w stronę miejsca, gdzie mieliśmy się spotkać. Mój zegarek wskazywał już siedemnastą, więc przyspieszyłam kroku. Mam nadzieję, że poczeka. Pięć minut później byłam już przy świątyni, ale nie mogłam znaleźć wzrokiem Taemina. Rozglądałam się tak parę minut, aż wreszcie go zauważyłam. Siedział na trawie pod drzewem i delektował się cieniem, przynajmniej tak myślę. Zaszłam go od tyłu i schyliłam się nad nim.
- Bu! - krzyknęłam dźgając go przy tym w bok. Wtedy odsunął się gwałtownie i odwrócił głowę w moją stronę.
- Znowu chcesz mnie przestraszyć? - zapytał nieco przelękły i podniósł się do góry.
- Niee, skąd. - pokiwałam głową na boki z wyraźną ironią na twarzy. - Przepraszam za spóźnienie, ale zdrzemnęłam się. - wytłumaczyłam.
- Nie, nic się nie stało. Chodźmy. - wsunął ręce w kieszenie i ruszył w stronę biblioteki. Był w szkolnym mundurku, więc pewnie przyszedł prosto z lekcji.
- Ty idziesz prosto ze szkoły? - spytałam.
- Nie, chodzę w szkolnym mundurku tak sobie. - zaśmiał się uroczo i zerknął na mnie.
- No jasne. Chodzisz na jakieś dodatkowe zajęcia, że tak późno kończysz? - odrzekłam kpiąco i zapytałam zaciekawiona.
- Gram na pianinie, gdy tylko mogę. - odpowiedział bez większych emocji.
- Łał, naprawdę? - spytałam zafascynowana. - To niesamowite, super sprawa. Kocham ten instrument. - dokończyłam patrząc przed siebie.
- To nic takiego. A ty grasz na jakimś instrumencie? - zapytał spoglądając na mnie.
- Na wiolonczeli i skrzypcach. - odpowiedziałam. - Ale wolę pianino. - spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się mocno przechylając przy tym lekko głowę w bok.
- Ooo, musisz mi coś kiedyś zagrać! - powiedział podniesionym i zaintrygowanym głosem.
- Jak ty zagrasz mi kiedyś na pianinie, to nie ma problemu. Wiesz, nie ma nic za darmo. - zaśmiałam się głośno. Taemin jeszcze przez moment mnie obserwował wykrzywiając usta w lekkim uśmiechu, a potem spojrzał przed siebie i uniósł głowę ku niebu, tym razem otwierając uśmiech. To chyba znaczy, że się zgadza... Szliśmy tak kilka minut rozmawiając dosłownie o wszystkim. Gdy doszliśmy do biblioteki otworzył drzwi i gdy tylko już chciał przez nie przejść, zlustrował mnie i postanowił puścić pierwszą. Chyba był lekko zawstydzony, że musiał się chwilę nad tym zastanowić. W zasadzie dla mnie to nie ma takiej różnicy, więc niepotrzebnie... Kiwnęłam głową w podzięce i ze wzrokiem wbitym w ziemię weszłam do środka. Rozejrzałam się po pomieszczeniu i skierowałam się prosto w stronę poszukiwanej przeze mnie książki, Taemin przez chwilę szedł za mną, ale gdy się odwróciłam zniknął mi z oczu. Potem zauważyłam, że z widocznym zainteresowaniem przegląda półkę z fantastyką, nie zamierzałam mu przeszkadzać więc ruszyłam w swoją stronę. Nie musieliśmy razem kręcić się po bibliotece, więc nie widziałam powodu by za nim iść. Jak coś wybierzemy to się znowu zetkniemy. Przechadzając się między regałami w końcu dostrzegłam to co chciałam. Podeszłam bliżej i zaczęłam szperać między książkami. Kurczę, gdzie jest to romansidło... Zaczęłam się lekko niecierpliwić. Mam! Wysunęłam spośród innych dzieł Norwegian Wood mojego ulubionego japońskiego pisarza i z uśmiechem na ustach udałam się w stronę właściciela całej tej wypożyczalni. Wypożyczyłam ją i zaczęłam rozglądać się za Taeminem. Raptem spostrzegłam, że idzie w moją stronę z górą książek. Co... mój Boże. Podszedł do biurka, pan zapakował mu w torbę wszystkie książki i chwilę potem znalazł się obok mnie.
- Zamierzasz to wszystko przeczytać? Jeny, widzę, że lubisz być z góry zabezpieczony. - spojrzałam na niego i nie mogłam powstrzymać śmiechu.
- Nigdy nie umiem się zdecydować, a było mnóstwo ciekawych tytułów, więc postanowiłem wypożyczyć je wszystkie. - powiedziawszy to nieznacznie osunęło mu się ramię pod ciężarem torby. Wtedy uśmiechnął się trochę głupio i wyszliśmy na zewnątrz. - Przeczytam każdą co do ostatniego słowa, nie martw się! A ty co wypożyczyłaś? - zerknął na mnie i zapytał. Spacerem kierowaliśmy się w stronę naszych domów.
- A takie jakieś smutne, typowe romansidło. Nie spodobałoby ci się. - potrząsnęłam głową i uśmiechnęłam się.
- Masz rację, nie spodobałoby mi się. - skwitował. Szliśmy tak przez dłuższą chwilę w milczeniu. Chciałam się go zapytać o jego zespół i tak dalej, ale byliśmy coraz bliżej mojego domu, dlatego postanowiłam przedłużyć nasze dzisiejsze spotkanie. Jakoś nie chciałam jeszcze się z nim rozstać.
- Masz coś dziś ważnego do zrobienia? W sumie jutro jest weekend, więc pomyślałam, że może moglibyśmy jeszcze przejść się do miasta, czy coś. Po prostu nie ma nikogo u mnie w domu do późna i będę się nudzić... - zapytałam niepewnym głosem i rzuciłam na niego okiem. Odwrócił się w moją stronę i zanim zdążył coś odpowiedzieć wtrąciłam się. - Ale jak jesteś zmęczony albo coś, czy niewygodnie ci w tym szkolnym stroju to nie ma problemu, napra... - zaczęłam gadać od rzeczy. Przerwał mi w połowie słowa.
- Czemu nie... Tylko chciałbym się przebrać i odłożyć książki, więc możemy na chwilę do mnie przyjść i potem pójść w miasto albo coś. - pokiwał głową i uśmiechnął się promiennie. Przytaknęłam w geście zgodzenia się i skręciliśmy w stronę jego domu. Pięć minut później doprowadził nas do niego i wszedł na ogródek. Ja zatrzymałam się przed furtką, a gdy on był już przy drzwiach odwrócił się i spojrzał na mnie pytająco.
- Nie wejdziesz? - zapytał z widocznym zdziwieniem.
- Nie, poczekam tutaj. I tak za chwilę wychodzimy, a nie chcę się wpraszać i tak dalej. - odpowiedziałam głupio się przy tym chichrając.
- Jak chcesz. Przechować ci książkę? - spytał otwierając drzwi do domu.
- Nie trzeba, jest lekka i mi nie przeszkadza. Dziękuję. - skwitowałam i wówczas Taemin odwrócił się i wszedł do domu. Oparłam się o płot i westchnęłam głośno. Boże, jestem jakaś dziwna. Pewnie sobie pomyślał, że go dystansuję czy coś. I już się nie uśmiechał. Ugh. Przyłożyłam dłoń do swojego czoła w geście załamania. Za chwilę zaczęłam przyglądać się jego domowi. Jak na idola ma dość skromny i zwyczajny dom. Przynajmniej tak wygląda z zewnątrz. Ehh, a mogłam obejrzeć god środka! Znowu załamałam się własną głupotą. Po dziesięciu minut czekania wyszedł z mieszkania i podszedł do mnie.
- Gotowy. Sorki, że musiałaś czekać, ale nie mogłem znaleźć paru rzeczy. - rzekł do mnie. Niepostrzeżenie zmierzyłam go wzrokiem, był ubrany w obcisłe, czarne dżinsy, bluzkę z długim rękawem w czarno-białe paski i czerwone trampki.
- Spoko. To co robimy? - wychyliłam się naprzeciw niego chowając ręce za swoimi plecami.
- Nie wiem jak ty, ale ja po całym tygodniu szkoły chętnie bym się trochę rozerwał. - zaczął się zastanawiać przewracając przy tym oczami. - Niedaleko stąd jest wesołe miasteczko, możemy tam zajrzeć. Co o tym myślisz? - spojrzał na mnie.
- Super, możemy pójść, podoba mi się. - odpowiedziałam z zadowoleniem. Taemin zaczął prowadzić nas w stronę wspomnianego przed chwilą miejsca.
- Ehmm... - westchnęłam głośno. - Ty należysz do tutejszego zespołu, prawda? - zapytałam się go z lekkim zawstydzeniem, nie do końca wiedziałam jak o tym z nim rozmawiać. W końcu jest idolem i w ogóle... Wtedy spojrzał na mnie i zrobił wielkie oczy.
- No... tak. - odpowiedział bez żadnych emocji.
- Czemu patrzysz się na mnie z takim zdziwieniem? - zapytałam, poczułam się trochę niekomfortowo.
- Po prostu nie mówiłaś o tym wcześniej, zaskoczyłaś mnie trochę. Myślałem, że po prostu nie wiedziałaś o tym. A ja nie lubię się obnosić, że jestem idolem, dlatego nie wspominałem. - powiedział. - Spokojnie, nie jestem zły czy co tam sobie pomyślałaś. Po prostu, no... no nieważne. - pokiwał głową na boki ze zrezygnowaniem i na jego twarz wszedł uśmiech. - No już, rozchmurz się. - po tych słowach, nadal się uśmiechając, poczochrał mnie po głowie. Momentalnie przeszły mnie dreszcze i zadrgałam delikatnie.
- Nie musisz się tłumaczyć, rozumiem. I w zasadzie fakt, dopiero niedawno się dowiedziałam o tobie i twoim zespole... - odpowiedziałam unosząc nieśmiało kąciki ust ku górze. - Musisz mieć ciężko? Słyszałam od koleżanek, że zadebiutowaliście dwa lata temu, a ty nadal jesteś młody, a co dopiero wtedy... - nie skończyłam mówić, bo Taemin w tym momencie powstrzymywał wybuch śmiechu. - Z czego się śmiejesz? - spojrzałam na niego zdezorientowana.
- Jesteś dwa lata młodsza ode mnie i zwyczajnie zabawnie brzmi jak mówisz o mnie, że jestem młody. Sorki, mam specyficzne poczucie humoru. - zaśmiał się patrząc na mnie. Wyglądał tak radośnie, że miałam ochotę go wyściskać.
- Aaa, haha, no tak... Masz rację... - zrobiłam bezradną minę i kontynuowałam wypowiedź. - No więc... Nie jesteś zmęczony? Na pewno wszyscy bez przerwy w szkole i na ulicy cię zaczepiają i nie dają ci żyć w spokoju... - zadałam tak oczywiste pytanie, że aż sama zaczęłam się zastanawiać, czy nie powinnam uznać go za retoryczne.
- Jestem, oczywiście, że tak. Jest ciężko, męczy mnie to bardzo, tym bardziej, że przez próby, koncerty i tak dalej ominąłem i nadal omijam mnóstwo zajęć, a przez to też niektórzy ludzie w szkole mnie nękają i takie tam. Ale jestem jednocześnie strasznie szczęśliwy i jestem w stanie znieść najgorsze katusze, dopóki jesteśmy SHINee i jesteśmy razem. - odpowiedział malując na swojej twarzy uśmiech od ucha do ucha, przez co aż przymknęły mu się oczy. Wyglądał jakby naprawdę był w niebie i niczego więcej mu nie było potrzeba, gdy wypowiadał te słowa. Jaki kochany z niego człowiek, zaraz mi się oczy zaszklą ze wzruszenia.
- To było bardzo... ładne. - odezwałam się bardzo cichym tonem, a chłopak uśmiechnął się nieco zawstydzony. Zauważyłam, że w momencie gdy mówił aż do teraz bawił się palcami u dłoni. Jej... - Kiedy macie jakiś koncert? Chciałabym was zobaczyć i poznać twoich przyjaciół. W ogóle możesz tak sobie ze mną wychodzić na dwór? A co z plotkami i paparazzi? Możesz spotykać się z ludźmi spoza branży? Moż... - nie wiem kiedy, ale zaczęłam obsypywać go mnóstwem niepotrzebnych pytań, zachowując się jak jakaś chora fanka. Zreflektowałam się dopiero gdy zauważyłam, że zaczyna marszczyć brwi i wygląda na mocno przytłoczonego moją osobą. Zrobiło mi się strasznie głupio i schowałam twarz w dłoniach. - Jezu, przepraszam, przepraszam... Głupia jestem, po prostu jesteś czymś nowym w moim nudnym życiu i poniosły mnie emocje. Przepraszam, że przeze mnie dziwnie się poczułeś. - skwitowałam totalnie bezsilnie. Idiotka. Jestem w trakcie zawierania znajomości z kimś takim, a zachowuję się jak ostatnia wariatka. Miałam ochotę zapaść się pod ziemię. Taemin patrzył na mnie nadal tym zakłopotanym wzrokiem, ale zaraz oblał się rumieńcem i nie mógł przestać się uśmiechać.
- T-to nic. Nic dziwnego, że tak zareagowałaś. Sama powiedziałaś, że to coś nowego, nie przejmuj się tym tak. - powiedział, próbując podnieść mnie na duchu. Nie udało się, bo dalej czułam się przygłupio. - Już jesteśmy na miejscu. - zatrzymał się i wskazał ręką na całkiem spore wesołe miasteczko. Ale na pytania już nie odpowiedział... W sumie chyba jestem zbyt wścibska, więc to zrozumiałe... Weszliśmy na teren miasteczka i zaczęłam się rozglądać dookoła. Było już około dziewiętnastej, więc stawało się coraz ciemniej, a kolorowe oświetlenie dawało bajkowy efekt.
- Ami-chan, patrz! - wykrzyczał z namacalnym podekscytowaniem patrząc na ogromną kolejkę górską. Jednak nie to mnie w tym momencie interesowało. Powiedział do mnie po imieniu, a w dodatku w zdrobniałej formie. Czy ten człowiek zdaje sobie sprawę z tego co robi?! Zawstydziłam się jak jakieś maleńkie dziecko, zrobiłam się czerwona jak burak i nie wydukałam z siebie ani słowa. Ja do niego ani razu nie powiedziałam po imieniu jeszcze, a on wyjeżdża mi z takimi zdrobnieniami... Rety! 
- Ami-ch... - usłyszałam ponownie głos Taemina, szybko się otrząsnęłam i przerwałam mu zanim zdążył znowu to powiedzieć.
- N-no, t-tak, patrzę, to jest super, chodźmy na to! - powiedziałam jak z automatu. Wyprzedziłam go z taką prędkością, jakbym uciekała przed stadem wilków i podbiegłam do kasy. Jednak za chwilę usłyszałam wołanie.
- Chodź tutaj, płaci się przy wyjściu. - przyłożył dłonie do ust i wykrzyczał, żebym go usłyszała. Odwrócił się i zaczął zmierzać w stronę wejścia na kolejkę. Podeszłam do niego nadal onieśmielona i stanęłam obok. Chłopak cały czas się szczerzył, jak dzieciak.
- Lubisz takie rzeczy? W sensie, takie kolejki, wysokości, szybką jazdę i inne rzeczy co dodają adrenaliny człowiekowi... - zapytałam, starając ukryć nieustające zawstydzenie.
- Uwielbiam! Poza tym uwielbiam też sporty ekstremalne, to jest takie fajne! - odpowiedział z widocznym poruszeniem. Zachowywał się jak niewinny chłopiec z przedszkola. Ale w sumie to dodawało mu uroku.
- Ja też lubię, ale jednocześnie się boję. - powiedziałam do niego i akurat kolejka się przesunęła i byliśmy już na samym przodzie.
- A ja się nie boję. - odpowiedział, dumny jak paw. Przez moment myślałam, że wybuchnę śmiechem. Zaczęli nas wpuszczać do środka, więc oboje weszliśmy i usiedliśmy w kolejce. Zsunęły się na nas dość ciężkie zabezpieczenia, co byśmy z niej nie wypadli i za chwilę ruszyliśmy.
- Nie krępuj się krzyczeć, jak będziesz się bała. - spojrzał na mnie i rzekł kpiąco. Ja go tylko zmierzyłam nonszalancko i pokiwałam głową.
- Nie martw się, dziś nie będę się bała. - odpowiedziałam pewna siebie. Wtedy Taemin zerknął na mnie i przytaknął zgodnie. Uśmiech nie schodził mu z twarzy. Chciałam jeszcze coś powiedzieć, ale raptem poczułam jak z niesamowitą prędkością zjeżdżamy na dół. Myślałam, że wypluję wnętrzności. Starałam się z całych sił nie dać po sobie poznać, że się boję. Za to on bawił się w najlepsze, machając rękami i nogami w każde strony jakby był jakiś nadpobudliwy. Chciałam złapać się za moje siedzenie, ale gdy tylko powędrowałam tam ręką poczułam, że ktoś już ją tam trzyma. Mianowicie była to ręka Taemina. Ja nie mogę, jeszcze przed chwilą machał tymi łapskami w każdą stronę świata, a akurat teraz musiał ją tam pożyć. Co za... Bez zastanowienia zabrałam rękę.
- Sorki! - wykrzyczałam, powstrzymując się od ewentualnych zwrotów dzisiejszego śniadania.
- Co?! - wydarł się. Więc nie usłyszał mnie.
- Nic! - krzyknęłam. Nawet się nie zorientował, to nie mam po co się produkować. Podczas jazdy tą kolejką całe życie mi przeleciało przed oczami. Jest naprawdę fajnie, ale ja już nie mogę. Chcę zejść... Po tej myśli moje życzenie się spełniło i właśnie się zatrzymaliśmy. Odpięli nas i prędko wyszłam stamtąd, kiwając się na boki. Rzuciłam się na trawę i rozłożyłam ręce. Nigdy więcej...
- Żyjesz? - uniosłam lekko głowę i zobaczyłam Taemina idącego w moją stronę z bananem na twarzy i zaraz po tym znowu ją położyłam na ziemi.
- Nie. - skwitowałam.
- Okej. - powiedział śmiejąc się i usiadł obok mnie, a ja w okamgnieniu podniosłam się i też usiadłam. Chłopak przysunął bliżej siebie kolana i oparł o nie swoje łokcie. - Nie podobało ci się? - zapytał.
- Podobało, było bardzo miło! Ale ja zawsze po takich rzeczach na trochę się wyłączam. - odpowiedziałam. - Hej, musimy zapłacić. - stwierdziłam i gdy już zaczęłam wstawać poczułam jak ciągnie mnie za nadgarstek i z powrotem znajduję się w pozycji siedzącej. Puścił mnie, a ja spojrzałam na niego pytająco.
- Już to załatwiłem. - wtem machnął ręką jakiemuś mężczyźnie stojącemu przy kasie, a ten kiwnął głową jakby zrozumiał o co mu chodziło. - To za to, że wczoraj przeze mnie nie poszłaś do biblioteki. - powiedział uśmiechając się. Ale przecież poszłam tam dzisiaj. Poza tym to nie przez ciebie, sama zachciałam iść w tamtą stronę... Nieważne. 
- A, okej, dziękuję. - odpowiedziałam, Chłopak nagle się zerwał na nogi, mrucząc coś pod nosem i patrząc w jeden punkt.
- Chodźmy już. - powiedział wyraźnie zdenerwowany, złapał mnie za rękę i zaczął ciągnąć w stronę wyjścia.
- Ała, to boli, o co chodzi? - tak mnie mocno trzymał, że miałam wrażenie, że zaraz wypali mi rękę tym uściskiem. Nim zdążył mi odpowiedzieć usłyszałam za plecami wołanie.
- Taeminnie! Taeminnie! Poczekaj! - męski głos był coraz bardziej słyszalny, a gdy się odwróciliśmy zobaczyłam zbliżającego się bardzo wysokiego, chudego chłopaka, w ciemnobrązowych, lekko kręconych włosach do ramion. Spojrzałam na Taemina zdezorientowana, a on jedynie westchnął i w ogóle nie zwracając na mnie uwagi przykuł wzrok na chłopaka, który stał już praktycznie kilka centymetrów od nas. Popatrzył na mnie ze zdziwieniem, ale za chwilę promiennie się uśmiechnął. Miał brązowe, niemal czarne oczy i przeszywające spojrzenie. - O, cześć, jestem Minho. Jesteś jego przyjaciółką? - podał mi rękę, którą uścisnęłam, a Taemina kompletnie zlekceważył. Miał strasznie sympatyczny uśmiech.
- H-hej, jestem Ami. I jesteśmy znajomymi ze szkoły. Miło mi cię poznać. - potrząsnęłam jego ręką i puściłam. Wtedy wtrącił się Taemin.
- Przecież tutaj jestem, nie mogłeś się mnie zapytać? - burknął na niego z oburzeniem.
- Naprawdę? Znowu zapomniałeś telefonu ze sobą, więc czemu miałbym to robić, jak ty jak zwykle masz nas gdzieś? - zripostował. Taemin zrobił naburmuszoną minę i spuścił wzrok. - Jest już ciemno, a ty chodzisz po mieście bez telefonu, ani my, ani menadżer, ani twoi rodzice nic o tym nie wiedzą. Wiesz, że zachowujesz się nieodpowiedzialnie?- założył ręce na siebie i popatrzył na niego wzrokiem wymuszającym poczucie winy ze strony młodszego chłopaka. Boże, on jest jegojcem czy co? 
- Tym razem go nie zapomniałem, tylko wyciszyłem, ale za to zapomniałem z powrotem pogłośnić. I mówiłem menadżerowi, że wychodzę ze znajomymi. - zaczął się niechętnie tłumaczyć.
- Nie kłam, Minnie, nie mówiłeś. Dobrze wiesz, że by ci nie pozwolił iść bez nas. - Minho uśmiechnął się dumnie nie spuszczając z niego wzroku.
- Jeny, dobra, coś jeszcze? Hyung, jestem zajęty jak wida... - nie dane było mu skończyć, bo nadeszło trzech kolejnych chłopaków.
- Taeminah! - podbiegł do niego chłopak w ciemnych włosach i rzucił mu się w ramiona, ściskając go do braku tchu.
- Aaa, Jonghyun hyung, duszę się! - Taemin wykrzywił twarz próbując wyrwać się z uścisku. Brunet puścił go, ale cały czas się uśmiechał i robił dziwne miny. Był dość niski i przypominał trochę szczeniaka... Ale wyglądał bardzo niegroźnie i sympatycznie.
- Taeminah nam dorasta, ale fajnie! Jestem Jonghyun, opiekuj się dobrze naszym maknae!- niski wykrzyczał i zaczął klaskać rękoma. O co chodzi temu niskiemu wariatowi? 
- Taemin, co ty robisz do cholery? - odezwał się kolejny głos. Należał do wysokiego chłopaka w brązowych włosach z grzywką. Miał namalowane mocne kreski na powiekach, a jego postawa sprawiała, że wyglądał jak diva. Miał minę, jakby mu ktoś z rodziny umarł. - Wszyscy cię szukają, a ty sobie po wesołych miasteczkach chodzisz. Co ty sobie wyobrażasz? - przeniósł cały ciężar ciała opierając się na jednej nodze i nałożył ręce na siebie, prychając przy tym kpiąco. Kilka sekund później, kolejny chłopak umieścił dłoń na ramieniu divy i skinął mu głową.
- Key, nie unoś się, zrozum wreszcie, że powinieneś panować nad emocjami. Posłuchaj się choć raz lidera. - te słowa wydobyły się z ust chłopaka o trochę dłuższych, jednak też brązowych włosach. Wyglądał bardzo dojrzale i był również wysoki. Zlustrował mnie wzrokiem i uśmiechnął pogodnie. Key nadal stał z naburmuszoną miną, obrażony na cały świat. - Jestem Onew, miło mi cię poznać. - uścisnęliśmy dłonie, a ja skinęłam mu jedynie głową. Przeniósł wzrok na chłopaka stojącego obok mnie. - Taemin, wiesz, że nie możesz... - kontynuował lider, ale mu przerwano.
- Wiem Onew hyung, nie musicie mi tego powtarzać na każdym kroku, chciałem się po prostu rozerwać trochę i tyle. Czy moglibyście wszyscy przestać robić mi wstyd. Przepraszam, wiem, że nie powinienem i tak dalej. - był to głos Taemina. Wyglądał na strasznie zażenowanego, jakby spalony ze wstydu. Więc to są jego przyjaciele z zespołu... Minho, Jonghyun, Key i Onew. Jej, wyglądają tak... inaczej. Świeżo, ciekawie. Matko, piątka pięknych chłopaków. W sumie wszyscy zdają się być bardzo mili, no może poza tą cała divą z kreskami...
- No dajcie spokój, chłopak jest młody, dajcie mu poszaleć! W końcu kiedyś musi być ten pierwszy... - zaczął żywo Jonghyun, ale Minho zasłonił mu usta ręką.
- Jonghyun-ssi, proszę, nie mów już nic. - rzekł najwyższy ze wszystkich chłopaków, a najniższy wysunął dolną wargę na wierzch i zrobił smutne oczka. Wyglądał jak urocza psinka. - Taeminnie, musimy wracać. Dzisiaj śpisz z nami w dormie, jutro mamy ważną próbę. Wybacz, Ami, ale muszę go dziś porwać... - dokończył długowłosy.
- Dobra. Odprowadzę ją i do was wra... - Minho spojrzał na niego i zaczął machać głową na boki.
- Nie, musisz już iść. Wszyscy się martwią. Jak wychodziłeś z domu nie było tam nikogo, a twoja mama się stresuje. Key odprowadzi Ami. - powiedział głosem nieznoszącym sprzeciwu.
- To świetnie. - huknął z ironią Taemin, kopiąc przy tym jakąś przypadkową puszkę leżącą na chodniku. Był strasznie wkurzony. Zaraz odezwał się Key.
- Jak to ja? Ja nie mam czasu, muszę wrócić do dormu, zmyć makijaż, nałożyć kilka maseczek, umyć włosy i... - niestety tą bardzo interesującą wypowiedź przerwał Onew.
- Nie dyskutuj. Odprowadzisz ją i kropka. - skwitował. Diva odwrócił głowę w bok prychając przy tym i zaczął coś mamrotać pod nosem. Spojrzałam na wyraźnie wściekłego i zażenowanego Taemina.
- Nie denerwuj się, przecież nic się nie stało... - chciałam dodać mu otuchy, ale standardowo nie wyszło.
- Mhm. - wzdychnął obojętnie.
- No to idziemy... - powiedział Minho i każdy z nich po kolei zaczął iść za nim. Taemin przechodząc obok mnie szepnął mi do ucha, nadal rozdrażniony, kilka słów. Poczułam jego oddech na swoim karku i wtem całe moje ciało przeszły dreszcze.
- Chciałaś poznać moich przyjaciół... - wydukał, nie patrząc na mnie, z pustym wzrokiem wbitym przed siebie i oddalił się za Minho. Gdy mnie minął poczułam chłodny powiew wiatru. Nie powinieneś czuć się skompromitowany, ja to rozumiem... Gdy cała czwórka była jakieś dziesięć metrów ode mnie, odwrócili się i pomachali na pożegnanie, poza Taeminem. Jakoś odruchowo posmutniałam... Naprawdę musi czuć się głupio, potraktowany jak dziecko, za którym trzeba cały czas chodzić... Patrzyłam tak na nich i obserwowałam jak odchodzą. Z letargu wyrwał mnie Key.
- Ej, idziesz czy nie? - usłyszałam za sobą ten charakterystyczny głos, pewny siebie, ale równie obojętny. Podeszłam do niego i z niezadowoleniem zaczęłam mówić.
- Idę, ale nie musisz mnie odprowadzać, jeśli się spieszysz. Wiem jak wrócić do domu, spokojnie. - zmierzyłam go wzrokiem w oczekiwaniu na odpowiedź. W tym czasie zdążyłam zauważyć, że jest dość przystojny i ma coś w tym spojrzeniu... Taki fajny chłopak, a taki złośliwy...
- Myślisz, że to jest takie proste jak ci się wydaje? Zaraz dostałbym opieprz od lidera, a nie cierpię, jak mnie poucza i pokazuje, że jest starszy i teoretycznie może więcej. I nie, nawet gdybym wrócił za godzinę mówiąc, że cię odprowadziłem, to i tak by się dowiedział, że tego nie zrobiłem. Nie zamierzam się narażać na bezsensowne dyskusje z nim. Więc po prostu prowadź do swojego domu i miejmy to już za sobą. - podsumował i ruszył przed siebie. Jeszcze ani razu się nie uśmiechnął, zastanawiam się, dlaczego ma taką postawę? Może to tylko jakaś maska? Na pewno.
- Yhym. To może pozwól mi prowadzić, a nie rwiesz się na początek, a nawet nie wiesz gdzie masz iść. - powiedziałam pewna siebie i wyprzedziłam go. Za chwilę dorównał mi kroku i usłyszałam cichy chichot. Spojrzałam w jego stronę, a na jego twarzy widniał uśmiech, wciąż z domieszką arogancji, ale mimo wszystko był dość niewinny, taki bezbronny... Mocno się wtedy zdziwiłam. Chciał coś powiedzieć, ale mu przerwałam.
- To ty potrafisz się uśmiechać?! - wykrzyczałam ironicznie, otwierając szeroko oczy i usta oraz przykładając dłonie do policzków w geście zszokowania. Znowu wykonał ten swój charakterystyczny uśmieszek i chichot i spuścił na moment wzrok.
- Widzę, że masz pazur. Taka młoda, a taka wyszczekana. W sumie to dobrze, polubiłem cię. Ile ty właściwie masz lat? - zapytał. Teraz praktycznie bez przerwy się uśmiechał spoglądając na mnie jednocześnie. Szliśmy wyjątkowo wolno.
- Pozostawię to bez komentarza, nie chcę urazić twojej dumy. Pytasz się mnie o wiek? Najpierw może byś się chociaż oficjalnie przedstawił, a nie jesteś taki hej do przodu. - spojrzałam na niego unosząc brwi do góry i uśmiechając się bezczelnie. Skierowałam wzrok przed siebie. Chłopak parsknął śmiechem.
- Nie masz telewizji ani internetu w domu? Wychodzisz z niego chociaż? - zakpił. - Ale dobrze, naprawdę cię polubiłem, trudno cię stłamsić. Więc mogę ci się oficjalnie przedstawić. I nie jesteś jak te wszystkie dziewczyny, co tylko gdy mnie widzą, krzyczą, jak bardzo mnie kochają i jaki to jestem cudowny. Chociaż, nie narzekałbym gdybyś do nich należała. - popatrzył na mnie i uśmiechnął się impertynencko. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam śmiać się jak opętana.
- Hahaha, tylko się w sobie nie zakochaj, bo ciężko ci się będzie żyło. Rozumiem, że mam czuć się zaszczycona, że chcesz mi się przedstawić? Jakiś ty łaskawy, chyba sobie to zapiszę w kalendarzu. Może i masz ładną buźkę i coś magnetycznego, ale wiesz... Nic poza tym. - zadrwiłam wykrzywiając usta w szydzącym uśmiechu. Diva wtedy ucichł i ponownie się zaniósł śmiechem. Przewrócił oczami i rzekł.
- Dobra, dobra, już się tak nie poczuwaj. Jesteś godnym przeciwnikiem jeśli chodzi o sarkastyczne wymiany zdań, ale już cicho, pamiętaj, że jestem starszy. - skwitował. Potrząsnęłam tylko bezradnie głową, bo już mi się nie chciało kontynuować tego ironicznego dyskursu. Nagle chłopak zatrzymał się i chowając jedną dłoń za swoimi plecami, wyciągnął drugą przed siebie i delikatnie się ukłonił. Popatrzyłam na niego jak na świra. - Jestem Kim Key Kibum, mów po prostu Key i mam 19 lat. Miło mi panią poznać. - wyciągnął rękę jeszcze bardziej przed siebie, jakby chciał, żebym podała mu swoją. On poważnie chce mi pocałować dłoń? Co to ma być? Jestem naiwna, ale niech będzie. Podałam mu rękę i gdy już zaczął przysuwać do niej swoje usta popatrzył na mnie spod byka unosząc jedną brew ku górze. Czemu on ma na niej bliznę? Wtedy roześmiał się i puścił moją rękę, przymykając lekko oczy. Wyprostował się i spojrzał na mnie, opierając rękę o biodro. - Wciąż musisz się wiele nauczyć. Ale jesteś na dobrej drodze. - powiedział i podszedł do mnie. Znowu poczułam się głupio, gwałtownie się od niego odsunęłam i spojrzałam z pogardą.
- Głupi jesteś. To było bezczelne. - syknęłam na niego utrzymując odpowiedni dystans.
- Rety, już nie bądź taka poważna, w sarkastycznej wersji bardziej mi się podobałaś. - po tych słowach pstryknął mnie w nos, a ja odskoczyłam jak porażona prądem.
- Weź mnie nie dotykaj, narcyzie. - zrobiłam naburmuszoną minę i zaczęłam iść w stronę domu. Lada chwila dołączył do mnie i zaczął się śmiać.
- Już się tak nie denerwuj, panno obrażalska. No to teraz twoja kolej, żeby się przedstawić. Niegrzeczne byłoby, gdybyś postąpiła inaczej, nie sądzisz? - zapytał retorycznie nie spuszczając ze mnie wzroku.
- Trudno. Nie obchodzi mnie to. - dalej byłam zdenerwowana na jego dziecinne zachowanie.
- Jesteś pewna? - spytał. Przytaknęłam bez żadnego zastanowienia. - Niech będzie i tak. - raptem zaszedł mnie z drugiej strony i zabrał moją reklamówkę z książką. Jaki dzieciak!!! Trzymajcie mnie! Teraz to się autentycznie wnerwiłam. - Dam ci ją z powrotem, jak się przedstawisz. Nie pozwolę na sytuację, w której ktoś wymusza na mnie by powiedzieć swoje imię, a potem sam tego nie robi. Zastanów się, masz czas dopóki nie dojdziemy do twojego domu. Albo i nie... Dopóki nie dojdę do tej rzeki po lewej. - podsumował, najwyraźniej dumny z siebie i oddalił się ode mnie na kilka metrów. Myślałam, że wyjdę z siebie i stanę obok.
- Idiota!!! Infantylny, niedojrzały i egoistyczny narcyz! Nie będę ciebie gonić, głupku! - wydarłam się, jakby ktoś wbijał we mnie całą rodzinę noży.
- Nie to nie. Więc nie muszę się męczyć, tylko spacerkiem dojdę do tej rzeki i zrobię kąpiel tej książce... Czekaj... Jak to ona się w ogóle nazywa? - gdy tylko zaczął szperać w reklamowce, zaczęłam gnać w jego stronę. Jeszcze tego mi brakuje, żeby wyśmiał mnie, że czytam smutne romanse. Jednak gdy tylko się spostrzegł, że zmierzam w jego stronę ze śmiechem zaczął przede mną uciekać. Imbecyl, imbecyl!!!  
- Dawaj mi tą książkę, pajacu! - gdy udało mi się go dogonić, okazało się, że jest jeszcze wyższy niż myślałam. Staliśmy nad samą rzeką, wyciągnął dłoń z książką w górę, a ja nie byłam w stanie ani trochę go dosięgnąć, mimo że sama byłam wysoka. Gdy już moja złość osiągnęła apogeum, poddałam się i zaczęłam się śmiać razem z nim. Dosłownie rzuciłam się na niego, ale niestety był silniejszy i bez problemu mnie unieruchomił. Zapomniał jednak o tym, że mam jeszcze nogi. Szturchnęłam go nimi i zaczął lecieć w stronę wody, razem z moją książką. Zresztą, co tam książka... Nim się zorientowałam pociągnął mnie za sweter i wylądowałam w rzece razem z nim. Wtedy to już było mi wszystko jedno. Na szczęście jest tu bardzo płytko.Tym razem to ja się śmiałam, a on zrobił się cały czerwony z nerwów. Myślałam, że zabije mnie wzrokiem. Mimo wszystko, nie mogłam przestać zanosić się spazmatycznym śmiechem. Wyłowiłam książkę z wody i usiadłam na brzegu, nadal mając przed oczami żałosny widok przemoczonego Kibuma.
- Ty... Ty szajbusko! Zabiję cię, jak cię tylko złapię!!! - wydarł się jak głodny wilk i wstał.
- No hej, jestem Ami, mam piętnaście lat. Miło mi cię poznać, Kibumie. - powiedziałam szeroko się przy tym szczerząc. - Spoko, nawet nie zamierzam uciekać. - skwitowałam.
- Nie pozwalaj sobie wariatko, jestem Key. Jak cię następnym razem spotkam, to ci nie podaruję. Zobaczysz. - prychnął, znów wyglądając jak diva. W tym momencie zauważyłam coś, co sprawiło, że prawie się zakrztusiłam ze śmiechu.
- Ej... Key... Chyba liner ci spłynął... - zaczęłam chrząkać, by się nie roześmiać, ale nic z tego nie wyszło. Twarz chłopaka zrobiła się czerwona, tym razem nie tylko ze złości, a też z zażenowania i zawstydzenia.
- Nienawidzę cię! - wykrzyczał i wyszedł z wody. Zaczął iść drogą, którą zmierzaliśmy do mojego domu. - Chodź tutaj, im szybciej cię odprowadzę, tym szybciej będę mógł się z tobą pożegnać. Starczy mi ciebie na dziś.
- Ja ciebie też. - odpowiedziałam z wesołym uśmiechem i podbiegłam do niego. Chłopak ściągnął sweterek jaki miał na sobie i zaczął ścierać nim z twarzy rozmazany makijaż. Wyrwałam mu z rąk ciuch i się zatrzymałam. - Podejdź tu. Zmyję ci to. - powiedziałam tonem nie znoszącym protestów. Już chciał pokazać jak bardzo jest obrażony, ale nie pozwoliłam mu na to. - Nie zachowuj się jak przedszkolak. - dokończyłam. Podeszłam do niego i złapałam za róg sweterka, zaczęłam zmywać mu liner z oczu. Key nic nie mówił, gniew go opuścił, a on sam rozluźnił się i patrzył na mnie bezsilnym wzrokiem. Miał porażające spojrzenie. - Już. - oddałam mu sweterek i ruszyłam przed siebie. Zabrał go ode mnie nic nie mówiąc i idąc obok mnie. Za chwilę usłyszałam ciche słowo.
- Dzięki. - wybełkotał niesłyszalnie. Miałam ochotę jeszcze trochę z niego pokpić, że nie dosłyszałam, ale już sobie darowałam. Na pewno oboje byliśmy już zbyt zmęczeni.
- Nie ma za co. - odpowiedziałam i po kilku minutach dotarliśmy do mojego domu. - Dziękuję, że mnie odprowadziłeś. Jesteś okropny, narcystyczny i pewny siebie, ale mimo wszystko miło spędziłam ten wieczór i miło było mi cię poznać, Key.
- Mhm. - burknął. - Spoko. Przyznam, że uważam tak samo jak ty odnośnie tego wieczora. Ale nie myśl sobie i tak ci nie odpuszczę twoich dzisiejszych wybryków. - na jego twarzy znów pojawił się uśmiech.
- Trzymam za słowo. Dobranoc. - pomachałam mu i gdy przeszłam przez bramę wejściową, zawołał mnie. Odwróciłam się w jego stronę i patrzyłam na niego pytająco.
- Jeśli chodzi o Taemina... - zaczął, patrząc w bok. - Chłopak ma zawiły charakter. Trochę przeżył, jest specyficzny i jeszcze młody. Jeśli zamierzasz się w to angażować, proszę cię, byś była w stu procentach pewna na co się piszesz. Jest naszym maknae i kochamy go, nie chcemy, by był zraniony, ani żeby sam ranił innych... Rozumiesz o co chodzi... Po prostu wiedz, że jest dość problematycznym i ciężkim do zrozumienia człowiekiem. Sama się zresztą przekonasz. Tyle. - zakończył i zwrócił wzrok ku mnie. Przez chwilę stałam z grobową miną w milczeniu, ale za chwilę się uśmiechnęłam i odpowiedziałam.
- Spoko. Nie jestem głupia, dzięki za radę. Przekaż mu ode mnie, żeby się nie przejmował dzisiejszą sytuacją, że go rozumiem. I wracaj szybko do dormu, bo się przeziębisz. - skończyłam. Key zachichotał cicho.
- Nie martw się o mnie. I sama mu to powiedz, tu masz jego numer. - wyciągnął z kieszeni spodni przemoczony portfel, a z niego małą karteczkę i mi ją podał. - Jak odpisze, to będzie cud, on nigdy nie wie gdzie ma telefon. Na razie. - rzekł i poszedł w swoją stronę. Zmierzyłam go wzrokiem i nic więcej nie mówiłam. Weszłam do mieszkania dopiero gdy straciłam go z oczu. Ściągnęłam mokre buty i poszłam korytarzem w stronę schodów. Zajrzałam do pokoju mamy, spała już. Jej faceta nie było w domu. Poszłam do łazienki, zrzuciłam z siebie przemoczone ciuchy i przebrałam się w piżamę. Rano się wykąpię, sobota, a ja i tak nigdzie nie wychodzę... Rozłożyłam książkę na kaloryferze i umyłam zęby. Wróciłam do pokoju, włączyłam laptopa i położyłam się z nim na łóżko. Leżałam tak do północy nie robiąc nic szczególnego, aż w końcu postanowiłam napisać do Taemina. Podniosłam się i wzięłam z biurka maleńką, jeszcze lekko wilgotną karteczkę i wpisałam jego numer do swojego telefonu.
- Już do ciebie piszę...


C.D.N.

***
No. Także tego, ten rozdział jest dość długi, tak myślę. Ale jestem raczej zadowolona. Zaraz zaczynam kolejny, a tymczasem życzę wam dobrej nocki~

2 komentarze:

  1. Nooo wszystko fajnie, ale gdzie kolejny rozdział? ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Hej, chciałam Ci powiedzieć, że zostałaś nominowana do Liebster Award (http://shinee-wonderland.blogspot.com/2015/07/liebster-award.html) !
    PS Czekam na kolejne rodziały ^_^

    OdpowiedzUsuń