wtorek, 1 września 2015

Love is so bad



One Shot
Tytuł: Love is so bad
Pairing: JongKey
Gatunek: mocny angst
Ostrzeżenia: brutalna scena, 
krótka scena erotyczna
+: polecam w kółko słuchać: 
Tablo - Bad bądź SHINee - Y.O.U





- Kibuuuuummie! - znajomy głos rozniósł się po całym pokoju. Zdążyłem lekko obrócić głowę w tył i poczułem na swoich plecach przylegające, umięśnione ciało. Chłopak wtulił się we mnie i oparł głowę na moim ramieniu przymykając przy tym powieki. Rozluźniłem się i pogłaskałem go dłonią po tych pięknych, dobrze znanych mi włosach. Uśmiechnąłem się w duchu. - Stęskniłem się za tobą. Kiedy w końcu znajdziesz dla mnie czas? Miesiąc temu przestaliśmy promować się z Dream Girl... A ty... dalej... - przestał na mnie napierać, więc się odwróciłem. Pierwsze co ujrzałem, to jego wielkie, błyszczące oczy pełne tęsknoty.
- Przepraszam. - uśmiechnąłem się szerzej i przejechałem ręką po jego policzku. - Byłem trochę nieobecny. Teraz możemy robić wszystko co chcesz. Więc co chcesz? - zapytałem. W jego oczach momentalnie ukazały się te znajome iskry radości. Brunet znowu rzucił mi się w ramiona, był szczęśliwy jak dziecko, które znalazło swoją matkę. Odwzajemniłem jego uścisk, jednak nieco delikatniej.
- Nic. Kocham cię. Chcę byśmy byli na zawsze razem. Chciałbym po prostu spędzić z tobą czas, nie musimy nawet rozmawiać... Chcę czuć twoją obecność. - po tych słowach musnął nosem moją szyję. Poczułem ukucie w klatce piersiowej. To ból towarzyszący mi od dłuższego czasu. Pod powiekami zaczęły zbierać mi się łzy. Nie potrafiłem dłużej go już ranić, ale nie potrafiłem też go jeszcze zostawić... Proszę, nie zachowuj się tak, wszystko utrudniasz...
Szybko się otrząsnąłem.
- Ja też cię kocham. I nigdy nie przestanę, nikt mnie nie powstrzyma, nawet jeśli będę musiał... - urwałem wypowiedź.
- Co? Co będziesz musiał? - twarz chłopaka znajdowała się teraz idealnie przed moją. Patrzył na mnie tymi psimi oczami, jakby zaraz miał się rozpłakać.
Przewróciłem oczami.
- Nic. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - ująłem jego piękną buzię w dłonie i złożyłem na jego malinowych ustach bardzo czuły pocałunek.
Skłamałem - pomyślałem.
Przepraszam.

Tydzień później

Obudziłem się w środku nocy. Spojrzałem w bok - tuż przy mnie spał on. Pogrążony we śnie w stu procentach, nikt nie byłby w stanie go teraz obudzić... Jego nagie ciało jak zwykle było odkryte.
- W końcu się przeziębisz, głupku...
Usiadłem na łóżku. Pogładziłem dłonią jego pulchne policzki, potem przejechałem opuszkami palców po jego wargach. Chłopak uśmiechnął się nadal będąc w letargu.
- Ciekawe, co ci się śni... Błagam, niech szczęśliwe sny nie ustają, gdy już mnie przy tobie nie będzie... Błagam. - po policzkach ciurkiem spłynęły mi łzy.
Jestem żałosny. Jak mogę zrobić ci coś takiego?
Zlustrowałem uważnie całą jego sylwetkę. Jego umięśnione ramiona. Szyję, którą całowałem niezliczoną ilość razy. Klatkę piersiową, brzuch. Dłonie, szorstkie i niezbyt przyjemne, ale twoje. Plecy, nogi, pośladki... i to, co było dostępne tylko dla mnie. Od zawsze i na zawsze. Przykryłem go kołdrą.
Kiedyś się serio przeziębisz...
Przyjrzałem się starannie tej twarzy. Chcę ją pamiętać w każdym najmniejszym szczególe.
- Ja naprawdę tak strasznie, strasznie cię kocham... Strasznie, strasznie! Nie da się bardziej! - zacząłem zanosić się płaczem, próbując go stłumić, żeby się nie obudził. Poszedłem do łazienki, opłukałem twarz lodowatą wodą i spojrzałem w swoje żałosne odbicie. Przyłożyłem w lustro najmocniej jak potrafiłem. Pojawiły się na nim jedynie rzadkie pęknięcia, mały odłamek utkwił mi w pięści. Wyciągnąłem go i zostawiłem w zlewie.
- Nawet tego nie potrafię zrobić. - wściekłem się. Założyłem bieliznę, spodnie, koszulę i zarzuciłem bluzę, później nałożyłem buty. Poszedłem do sypialni, nachyliłem się nad śpiącym brunetem i pocałowałem jego czoło. Odchodząc od łóżka, poczułem pociągnięcie. Gdy się odwróciłem śpiąca królewna już nie była śpiąca. Trzymał kurczowo skrawek mojej bluzy.
- Gdzie idziesz? Jest środek nocy... - zapytał z ledwo otwartymi oczami.
- Idę się przejść... Spokojnie, przecież cię nie zostawię. Wrócę niedługo. Śpij skarbie. - ruszyłem w przód by jego ręka mimowolnie mnie puściła. Starszy zjechał wzrokiem na moją dłoń, z której wypływała mała strużka krwi.
- Co ci się... - podniósł się.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Ta noc w Seulu była wyjątkowo mroźna. Z nieba spadały wielkie płaty śniegu, które ostatni raz widziałem jakiś miesiąc temu. Schowałem ręce w kieszeni i uniosłem głowę ku górze. Teraz każdy płatek, który mógł zatrzymywał się na mojej twarzy.
Jest jak dzieciak. Będzie mu bardzo ciężko.

Przemierzałem nocne ulice miasta przez kilka godzin. Nie wiem właściwie w jakim celu, to i tak nic nie zmieni. Chyba powinienem już wrócić do domu, Jonghyun albo śpi albo umiera ze strachu.
Wszedłem do mieszkania i ściągnąłem buty. W środku było ciemno, więc pewnie spał. Starałem się być bardzo cicho. Poszedłem do kuchni i zapaliłem światło. Prawie wyzionąłem ducha. Na krześle siedział on, w dresach i luźnej koszuli. Nie miał wyrazu.
- Co do... Boże, przestraszyłeś mnie. Czemu nie śpisz? Jest wcześnie ra... - nie mogłem skończyć. Brunet wstał i pchnął mnie na ścianę. Padłem na nią plecami tak mocno, że aż skrzywiłem usta.
- Co to jest? - złapał moją zakrwawioną dłoń. - Jesteś cały zmarznięty i czerwony, spójrz na swoją twarz! - drugą dłonią dotknął mojego lica. - A to? Wychodzisz w minus dwudziestu w samej bluzie na śnieg? - gwałtownie szarpnął mnie za rękę, aż na chwilę straciłem równowagę.
Byłem w szoku. Rzadko kiedy widuję go w takim stanie.
Pociągnąłem nosem.
- Masz gorączkę. Piekące poliki, wilgotne włosy i przemoknięte ciuchy. - badał całe moje ciało rękoma.
Wciąż przyparty do ściany, osłupiałem.
- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyczał. - Myślisz, że nie zauważyłem, że zachowujesz się jak nawiedzony?! Co się z tobą dzieje?! - bez przerwy krzyczał i mną szarpał.
Łzy wezbrały się w jego oczach.
- Wiesz, to, że cię nie wypytuję co pięć minut, nie znaczy, że nic nie widzę! To znaczy, że ufam ci bezgranicznie i wiem, że jak będziesz chciał ze mną porozmawiać to to zrobisz! Tymczasem co ty robisz? - nieskalana ciecz spływała po jego twarzy.
- I co to za prośby? Jak to ,,gdy już mnie przy tobie nie będzie"? Słyszałem wszystko! Powiedz mi wreszcie o co chodzi, bo zwariuję! Mam już dość patrzenia jak cierpisz, nie rozumiesz? To boli. - zakończył łkając. Puścił mnie.
Osunąłem się na ziemię ze wzrokiem wbitym w okno i lekko rozchylonymi wargami. Nie umiałem na niego spojrzeć. Uroniłem łzę.
Chłopak kucnął na przeciw mnie i usiadł na moich kolanach. Złapał mnie za rękę. Krew była już zaschnięta.
- Proszę... Czy to nie ty powiedziałeś, że... że wszystko... będzie dobrze? - wydukał spazmatycznie. - Ja... ja chcę ci pomóc, a nie wiem jak! Proszę... - wtulił się we mnie nie puszczając mojej dłoni.
Poczułem jego włosy pod moją brodą. Pachniały jak zawsze wiśniami. Zaszlochałem i wyrwałem swoją rękę. Zamknąłem go szczelnie w swoich objęciach.
- Ja... ja cię tak bardzo przepraszam. Przepraszam za wszystko! Proszę, wybacz mi... Wybacz mi, bo... ja nie mogę teraz ci nic powiedzieć. Nie mogę, przepraszam! - skrzywiłem usta z lamentu i zamknąłem oczy.
- Jak to nie możesz... A kiedy będziesz mógł... Proszę, zachowuj się jak kiedyś i obiecaj mi teraz na pewno, że mnie nie zostawisz i będzie dobrze! - wykrzyczał z płaczem. - Jeśli to moja wina... jeśli nie jesteś wystarczająco szczęśliwy, powiedz mi! Zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy! Jeśli robię coś nie tak, zmienię to, zrobię wszystko... - nie przestawał mówić. Odchyliłem jego twarz od swojej klatki piersiowej i zamknąłem jego usta namiętnym pocałunkiem. Nasze łzy zetknęły się na wargach, dając słony posmak. Odsunąłem się i przylgnąłem czołem do jego czoła. Ręce bezwładnie opadły wzdłuż mojego ciała.
- Nie chodzi o ciebie. Jesteś idealny. Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy. Chodzi o mnie. - powiedziałem ściszonym tonem. Opuszkami palców błądziłem od jego karku do ucha.
- Więc... jeśli nie możesz mi teraz powiedzieć... zapewnij mi, że zostaniesz... - wymamrotał niemal niesłyszalnie, błagalnym głosem.
- Dobrze. Na mały paluszek? - brunet odsunął się ode mnie i na jego twarzy zagościł uśmiech. Zacisnęliśmy swoje małe palce. Obiecałem mu, że będę na zawsze.
Skłamałem.
Znowu.

Miesiąc później

Poczułem jak od nadmiaru wody zatykają mi się uszy. Zamknąłem oczy i jedyne czego chciałem to już nigdy więcej ich nie otworzyć. Wszystko dookoła wyglądało inaczej niż zwykle, obraz rozmazywał się, zmieniał. Nareszcie rzeczywistość nie była zwyczajną rzeczywistością. Zanurzyłem się najgłębiej jak mogłem, z nadzieją, że nikt nie będzie w stanie mnie wyciągnąć.
Straciłem przytomność.
Ocknąłem się - niestety. Do moich uszu zaczęły docierać przerywane krzyki.
- Key! Kibummie! Proszę, obudź się! Key! - czyjeś łzy skapnęły mi na powieki.
Wykrztusiłem z siebie wodę i ledwo otworzyłem oczy. Poczułem na sobie jakieś gorące ciało. Zerknąłem na nie i ujrzałem Jonghyuna. Z trudem uniosłem ręce do góry i otuliłem nimi chłopaka.
- Żyjesz... Tak się cieszę... - brunet ścisnął mnie z całych sił. - Zdążyłem już nawet zadzwonić po pogotowie... - tak mocno mnie trzymał, że nie byłbym w stanie się wyrwać.
- Jak to się stało w ogóle... Błagam, tylko nie mów, że zrobiłeś to celowo. Proszę, nie wytrzymałbym tego. - chłopak ściągnął z krzesła obok ciuchy i mi podał. Trzęsły mu się ręce. - Ubierz się, jesteś lodowaty.
Bez ustanku płakał.
Uniosłem się do góry i zwyczajnie wtuliłem się w jego rozgrzane ciało.
- Zo-zostaw... Przytul mnie... - starszy wysłuchał mojej prośby. Zamknął mnie całego w swoim drżącym uścisku.
Nie mogę...

Kwiecień 2013

Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej niepewnie. Zaczynam nie rozumieć otaczającego mnie świata. Powoli zatracam się w ciemności. Mam wrażenie, że moi bliscy oddalają się ode mnie. Że zatracam samego siebie. Nie potrafię być taki jak wcześniej. Nie mogę spać w spokoju, mam wahania nastrojów, nie wiem czego chcę, nie potrafię na siebie spojrzeć. Użalam się nad sobą i płaczę każdej nocy.
- Wychodzę z Taeminem na zakupy, będę wieczorem. Trzymaj się Bummie. - Jonghyun podszedł do mnie, ucałował moje czoło i przejechał dłonią po moim policzku.
Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi. Wyszedł z tym swoim bezbronnym i kochanym uśmiechem. Wyciągnąłem rękę przed siebie, ale nie byłem w stanie go dosięgnąć. Nie potrafiłem już go dogonić, oczami wyobraźni widziałem jak odchodzi i znika.
Połknąłem kolejne kilkanaście tabletek i sparaliżowany opadłem na kanapę. Buteleczka z kapsułkami spadła na ziemię i poturlała pod mebel. Spojrzałem na zegarek - wskazywał jedenastą wieczorem.
- Miałeś być wieczorem, a nie w nocy. - pomyślałem na głos. - ,,Trzymaj się Bummie'' - parsknąłem śmiechem i oparłem przedramię na swoim czole. Mogłem odpowiedzieć ,,ty też się nie puszczaj" albo coś w tym guście. Przewróciłem się na bok i westchnąłem głośno. Kręciło mi się w głowie.
Usłyszałem jak ktoś przekręca zamek i wchodzi do mieszkania.
- Cześć skarbie, przepraszam, że się trochę spóźniłem... - przybliżył się do mnie i obdarzył delikatnym pocałunkiem.
Nie odwzajemniłem go. Chłopak stworzył między nami dystans i zmierzył mnie z konsternacją.
- Co jest? - zapytał. Do tej pory ani razu na niego nie spojrzałem.
- Dobrze się bawiliście? - podniosłem się do pozycji siedzącej. Jonghyun cały czas przyglądał mi się z osłupieniem stojąc naprzeciw. - Zauważyłem, że ostatnio bardzo dobrze się dogadujecie. - dodałem.
- Key, o czym ty...
- Może to z nim powinieneś być? On na pewno chętnie cię zerżnie. No chyba, że już zdążyliście to przerobić. - podniosłem ton i pociągnąłem go gwałtownie za koszulę. - Wcale nie byłbym zdziwiony. - odepchnąłem go od siebie. - Skoro wie o nas i od początku nie miał nic przeciwko, na pewno jest pedałem i kręci się przy tobie, żeby mi cię zabrać.
Brunet nie odezwał się ani słowem, a jego oczy zaczęły wilgotnieć.
- Jak chcesz to idź. - wstałem i pchnąłem go na drzwi balkonowe. - Idź! Idź, nie zabraniam ci! Rozumiesz?! - wrzasnąłem. - Wypierdalaj! - szarpnąłem nim z całych sił. Wziąłem z parapetu butelkę wódki, dopiłem do dna i rzuciłem o ziemię. Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk tłuczonego szkła.
- Człowieku o co ci chodzi?! Czy ty wiesz w ogóle o czym ty mówisz?! C-co ty robisz… – z początku krzyczał, jednak ostatnie słowa wypowiadał coraz ciszej, łkając. Złapałem go za szyję i zacisnąłem rękę.
- Przecież i tak już nic do mnie nie czujesz! Nie kochasz mnie już! Nie chcesz mnie! – krzyczałem. – Jesteś coraz dalej! W ogóle już ciebie przy mnie nie ma! Masz na mnie wyjebane! – dodałem. – Wolisz chodzić sobie na zakupy z tym dzieciakiem niż spędzać czas ze mną!
Łzy starszego zaczęły przedzierać się między moimi palcami. Próbował wyrwać się z uścisku, ale w końcu sobie odpuścił, a jego ręce osunęły się wzdłuż jego ciała.
- A-ale ja cię ko-kocham… - wykrztusił z trudem.
- Kochasz? Kochasz?! Jeszcze tak niedawno mówiłeś, że widzisz, że jest coś nie tak… Myślisz, że teraz wszystko jest już dobrze? Nic nie jest dobrze! Zrozum to wreszcie idioto! Myślisz tylko o sobie! Pewnie puszczasz się z każdym frajerem po kątach! - z wściekłości zrobiłem się cały czerwony. Jonghyun oddychał coraz ciężej, a jego ręce dygotały. – Kiedy ostatni raz się kochaliśmy? Pamiętasz w ogóle kiedy ostatni raz byliśmy jednością?!
- Nienawidzę cię! Nienawidzę cię z całego serca! Jesteś dziecinny, naiwny, głupi i myślisz, że życie to bajka! Uważasz, że będziemy mogli żyć razem szczęśliwie do końca naszych dni ukrywając się przed wszystkimi? Ja tak nie chcę! Mam dość tych kłamstw! Jesteś najgorszym, co spotkało mnie w całym życiu, zrobiłbym wszystko, żeby nigdy cię nie poznać! – i mnie zaczęły spływać łzy.
- Duszę się tobą! Przytłaczasz mnie, nie mogę na ciebie patrzeć! Wiesz co się stało? Chcesz wiedzieć? – zapytałem przez płacz.
- Zakochałem się. Kocham cię, to się stało! Jestem chory na ciebie, zdajesz sobie z tego sprawę? To przez to to wszystko! Ta pierdolona miłość jest chorobą, sam widzisz. Ja nie chcę cię już kochać! – wywrzeszczałem.
Chłopakowi przymknęły się powieki, a ręce przestawały drżeć. Jego oddech powoli ustawał.
Puściłem jego szyję i przeciągnąłem go za nadgarstek na kanapę.
- Proszę, pokaż mi jak mnie kochasz. – powiedziałem bez żadnych uczuć, mimo spływających łez.
Zszarpałem z niego spodnie, a potem bokserki. Przewróciłem go na brzuch, rozpiąłem sobie pasek i rozporek i wyciągnąłem swojego penisa.
- Prze… przestań… Proszę, bła-błagam… To nie jesteś Ty… nie… - Jonghyun ledwo dysząc szepnął w moją stronę. Całe jego ciało drżało.
- Zamknij się wreszcie. Taki silny i umięśniony, a taki uległy. Nie odzywaj się i będzie dobrze. – wraz z tymi słowami gwałtownie w niego wszedłem. – Miałeś mi skarbie udowodnić, że mnie kochasz. Teraz zerżnę cię jak kurwę. Tak jak zawsze chciałeś.
Targając go za włosy poruszałem się jak najszybciej i najmocniej. Gdy już zacząłem szczytować, spuściłem się w jego wnętrzu. Wyszedłem z niego, zapiąłem spodnie i zszedłem z łóżka.
- I gdzie ta twoja miłość… - powiedziałem z pogardą.
Sapiąc poszedłem do łazienki.
- Gdzie są te pierdolone pigułki… - przeszukiwałem wszystkie szafki, zrzucając z nich wszystko co na nich było. Ręce mi się trzęsły, a ja wpadłem w histerię. Stanąłem przed lustrem, na którym widać było niedawne pęknięcia.
- Kurwa! – znowu przyłożyłem w nie pięścią. Odkręciłem wodę i opłukałem twarz. Wpadłem w szał, ubrałem buty i wyszedłem z domu.
Do rana siedziałem w pobliskim pubie. Miałem wrażenie, że całkowicie wyzbyłem się uczuć. Gdy wróciłem do domu, był pusty. Rzuciłem klucze na stół i podniosłem kartkę, która na nim leżała.

Pewnie masz rację, ciężko byłoby żyć razem i ukrywać to przed resztą. Ale byliśmy w stanie to zrobić. Ty nie chciałeś. Ja zawsze chciałem ci pomóc, ale wierzyłem, że przyjdziesz do mnie gdy będziesz potrzebować pomocy. Nie zrobiłeś tego ani razu. Byłem przy tobie nieprzerwanie aż do teraz, starając się cię zrozumieć i bez ustanku cię wspierając. Robiłem wszystko, żebyś był szczęśliwy. Ale ty się zmieniłeś, jesteś… inny. Spójrz w odbiciu w swoje oczy. Są puste, bez wyrazu. Oczy, które niegdyś błyszczały i patrzyły na mnie z miłością, teraz straciły swój blask. Jak mogłem ci pomóc gdy mnie odrzucałeś? Nie umiałem tego zrobić. Pewnie jest to też moja wina. Wszystko co robiłem, było dla ciebie. Oddałem ci całe swoje serce, całego siebie. Zniszczyłeś siebie i zniszczyłeś mnie. Ty zawsze byłeś powodem, dla którego oddychałem. To dla ciebie codziennie otwierałem oczy. Tylko ty byłeś powodem mojego życia. Teraz już tego nie ma. To boli.

Po licach spłynęły mi łzy. W tym momencie odzyskałem zmysły.
- Co ja zrobiłem? – zapytałem sam siebie.
Wypuściłem z dłoni papier i osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w dłoniach i pogrążyłem się w płaczu.

*

Dwa dni później wróciłem do domu Kibuma by zabrać swoje rzeczy. Mieliśmy w tym czasie urlop, więc każdy z nas podziewał się w innym miejscu. Gdy wszedłem do środka nikogo w nim nie było – na szczęście. Pozbierałem wszystko co należało do mnie i na moment jeszcze usiadłem na fotelu. Pod kanapą leżała moja czapka, więc schyliłem się po nią. Poza nią znalazłem jeszcze buteleczkę z prochami i jakiś zeszyt.
- Key…
Zacząłem wertować w nim kartki.

Już nie mogę/ Nie dam rady/ Uzależniłem się/ Nie mogę znaleźć tabletek/ Nie umiem przestać/ Kocham go/ Nie potrafię żyć dłużej w kłamstwie/ To mnie przytłacza/ Kłamstwa/ Kłamstwa/ Chcę być z nim na zawsze. Kocham go najbardziej na świecie/ Miłość/ Cały czas go okłamuję/ Muszę od niegodejść/ Nie chcę by przeze mnie cierpiał/ Przez te prochy przewraca mi się w głowie/ Żyję w swoim świecie/ Nie odróżniam rzeczywistości od mojej wyobraźni/ Nie panuję nad tym/ Chcę przestać/ Nie mogę/ Kocham go/ Nie chcę go stracić/ Kłamstwa/ Mam dość bycia idolem/ Nie mam sił/ Chcę umrzeć/ Kocham go nad życie

Te słowa i zdania powtarzały się naprzemiennie w całym zeszycie. Próbowałem objąć to umysłem, ale nie mogłem. Wszystko, o co mnie zawsze osądzał działo się tylko w jego głowie.
- Czemu… Czemu mi nie powiedziałeś, że było ci ciężko?! Że nie dajesz już sobie rady?! Czemu nie powiedziałeś, że przez to zacząłeś brać prochy! Pomógłbym ci! Ja naprawdę myślałem, że mnie nienawidzisz! – wykrzyczałem w pusty pokój i cisnąłem zeszytem w kąt.
Do mieszkania nagle wparowali faceci w mundurach.
- Co pan tutaj robi? – jeden z nich zapytał mnie poważnym tonem.
- Słucham? Chyba ja powinienem o to zapytać. Pomieszkiwałem tutaj od dłuższego czasu, więc nie widzę w tym nic dziwnego. Może panowie policjanci powiedzą mi co tutaj robią? – zmarszczyłem brwi.
- Mamy nakaz przeszukania mieszkania. Mieszka tutaj niejaki Kim Kibum, wczoraj wylądował w szpitalu i z tego co wiemy brał narkotyki, więc przyszliśmy poszukać jakiś wskazówek.
Z szałem rzuciłem się na mężczyznę.
- Jak to w szpitalu? Żyje?! Jakie wskazówki? Żartujecie sobie?! – wykrzyczałem.
- Proszę się uspokoić! – odepchnął mnie od siebie. – Chłopak leży w najbliższym szpitalu i jest w ciężkim stanie. Żyje, ale nie wiemy jak długo. Przedawkował.
- Co.. - odsunąłem się do tyłu.
- Powiedział pan, że tutaj pan pomieszkiwał, co to znaczy? Kim jesteś dla tego chłopaka? Musimy zrobić przesłuchanie. – policjant wyciągnął notes z kieszeni i długopis. Jednym ruchem wytrąciłem obie rzeczy z jego ręki.
- Pierdolcie się! Pierdolę te przesłuchania, nie mam na to teraz czasu! – odepchnąłem ich i wybiegłem z domu. Kilka sekund później znalazłem się już na ulicy. Gnałem uliczkami miasta co chwilę się potykając. Wraz z wiatrem z moich oczu uciekały łzy i znikały za mną.
- Ty idioto… - powiedziałem do siebie i zaszlochałem.
Pięć minut później byłem już na miejscu.
- Kim Kibum! Gdzie? Gdzie leży?! - wparowałem do środka i zacząłem się rozglądać.
- Proszę nie krzy… - odezwała się jakaś kobieta.
- Jaki pokój?!
- 230…
Wbiegłem schodami na górę i szukałem wzrokiem pokoju. Wleciałem do środka i zobaczyłem Kibuma. Podszedłem do łóżka i usiadłem na nim.
Do całego ciała miał poprzyczepiane multum jakiś kabelków. Jego skóra była szara i zimna.
Drżącą dłonią złapałem go za policzek i oparłem głowę o jego klatkę piersiową.
- Ja wiem, że zrobiłeś mi nieodwracalną krzywdę, ale postaram się ci wybaczyć! Spróbujemy jeszcze raz od nowa, najpierw pomożemy tobie wrócić do poprzedniego życia, spróbujemy cię wyleczyć! Później będziemy każdego dnia pracować nad nami, spróbujemy odbudować wszystko od zera! Jak nie chcesz już być w zespole to… to nic, damy radę i wszyscy będziemy cię dalej wspierać… Ja wiem, że mnie kochasz, i że miałeś ciężko… Proszę, chcę byśmy dostali jeszcze jedną szansę, uporamy się z tym, tylko błagam… nie odchodź… Obiecałeś mi… na ,,mały paluszek”, pamiętasz? A jeśli nie chcesz mnie dalej krzywdzić i siebie i po prostu nie chcesz byśmy byli razem, to po prostu bądź… Musisz żyć… Masz tyle przed sobą, tyle marzeń i celów… Kocham cię nadal. Błagam cię, nie zostawiaj mnie. – powiedziałem niemal jednym tchem pochlipując.
Key położył rękę na mojej głowie i z trudem zaczął mówić.
- To moja wina. To ja nie chciałem złapać twojej pomocnej dłoni. Zamiast tego, tylko się pogrążałem. Pragnę, byśmy mogli znowu być razem. Nawet jeśli to toksyczne, spróbuję ci wszystko wynagrodzić z nawiązką, będę do końca życia dla ciebie. Jeśli z tego wyjdę to…
- Wyjdziesz! – uniosłem się ku górze i zacząłem obdarowywać jego usta i szyję niezliczonymi pocałunkami. Całowałem go tak zachłannie i czule, nie chciałem go stracić.  Blondyn próbował każdy jeden z nich odwzajemnić, ale nie miał dużo siły.
Splotłem nasze dłonie i desperacko badałem jego wargi swoimi.
- Tak mi tego brakowało… - wyszeptałem w jego usta. Teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Na jego policzki ściekały moje łzy.
- Kocham cię naprawdę i naprawdę przepraszam za wszystko… Przysięgam, że pójdę na terapię i zrobię wszystko… Tylko bądź przy mnie… - wymamrotał.
- Będę, obiecuję. – wyszeptałem ciągając nosem. Key uśmiechnął się lekko i zamknął oczy. Teraz leżąc na jego klatce piersiowej słyszałem dokładnie bicie jego serca. W duchu byłem szczęśliwy.
- Zostań dzisiaj ze mną tutaj… Nie chcę nocy spędzić sa… - nie skończył.

Słyszałem jedynie pikanie urządzenia w uszach. Spojrzałem na monitor, wszystkie podstawowe czynności życiowe zaczęły spadać. Tętno, ciśnienie. W końcu dźwięk stał się ciągły. Spanikowałem. Zacząłem nim szarpać. Krzyczałem panicznie. Próbowałem wpuścić mu swoje powietrze do płuc. Nic nie dało. Przybiegł lekarz z kilkoma innymi, kazali mi szybko wyjść. Ale ja nie chciałem puścić jego ręki. Trzymałem mocno. Płakałem. Wyłem. Nie byłem w stanie wydukać ani słowa. Wyrzucili mnie z sali i zamknęli ją na klucz. Przyległem ciałem do drzwi, położyłem dłonie na szybie i patrzyłem.
- Key! Kibum! Bummie! Proszę obudź się! Key! Kochasz mnie? Nie łam znowu danego słowa! – zdarłem sobie gardło na nic. Do pomieszczenia nie docierały żadne odgłosy z zewnątrz. Założyli mu respirator, chcieli przywrócić bicie serca. Bez skutku. W moją stronę odwróciła się jedna pielęgniarka i skinęła głową na bok, patrząc prosto w moje oczy z żalem. Jedyne co widziała, to nieustający ból. Chciałem wejść do środka, nie mogłem. Już nigdy więcej go nie dotknę. Nie zobaczę. Nie poczuję smaku jego ust. Tego drobnego ciała. Nie usłyszę irytującego „Jonghyun, znowu nasyfiłeś! Czy ty nie umiesz po sobie posprzątać? Jesteś taki dziecinny!”, głosu, który tak często i pieszczotliwie wymawiał moje imię. Śmiał się, płakał, krzyczał. Już nigdy nie powie mi, że mnie kocha. Gdybym wiedział, że tak to się skończy pozwoliłbym mu ranić się do końca życia. Byleby został. Teraz go nie ma. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Dlaczego to się stało? Dlaczego? 
Stałem tam przez kilka minut, dopóki lekarka nie podeszła do drzwi i nie przesunęła na nich zasłonki. Moment, w którym to robiła był ostatnią sekundą, w której go widziałem. Jednak ta sekunda zdawała się być dłuższa niż całe moje życie.

Ciemność. Nic nie byłem w stanie już dostrzec. Przesunąłem się do tyłu i oparłem o ścianę, dalej nie dowierzając w to, co się stało. Podbiegł do mnie Taemin z resztą, ale w ogóle nie zwróciłem na nich uwagi. W głowie słyszałem jedynie głos, który koił mnie odkąd pamiętam. Powoli zjechałem na dół i bez przerwy pustym wzrokiem patrzyłem w drzwi. Za którymi była osoba, dla której byłem w stanie zrobić wszystko. Wszystko. A to wszystko zniknęło w jednym momencie. Spojrzałem w korytarz i cała trójka skupiła swoją uwagę na mnie. Chciałem o coś zapytać. Wyszeptałem w przestrzeń: 
- Jak mogliśmy do tego dopuścić? Jak ja mogłem?

~~~~~~~~~~~~~~~~
LoL, mój pierwszy ff yaoi, kisnę X'D
Sorki, że ja taka niesłowna itd ;(
Dobranoc. ♥

8 komentarzy:

  1. Powiem szczerze, że... nie wiem co powiedzieć, w sensie...no... Kurcze! Jakby to ująć? Ogółem pomysł fajny i napisane też dobrze oraz uczuciowo. [Choć można pogubić się w dialogach (co, kto, kiedy mówi), po prostu miesza się to w czasie czytania, więc musisz nad tym popracować ;D] Jednak, mam problem z tym One Shotem i wiem, że wszystko zależy od zamysłu autora oraz wyobrażeniu fana, ale.. no... NIE MOGĘ SIĘ POGODZIĆ Z TAKĄ INTERPRETACJĄ TEGO PARINGU TT^TT Tłumaczę o co mi chodzi:
    Kocham zespół Shinee, a JongKey to mój UB ship - uwielbiam ich, moje słoneczka :3. W tej parze to Jonghyun gra rolę SEME - dominującą, a Key UKE - bierną. Tak odbiera ich większość fanów, zapewne ze względu na ich charaktery i zachowania z przeszłości jak i teraźniejszości. Jjongi co prawda jest romantykiem, ze szczenięcymi oczami, który często ryczy na koncertach, jednak umie być też męski i w fanservisie to on odgrywa rolę chłopaka, który troszczy się o swoją księżniczkę - dive Key. Jonghyun swego czasu był uważany za najbardziej męskiego członka zespołu, a dodając do tego fakt, że Key zachowuje się dość dziewczęco, wyszło jak wyszło. Key też często płacze i choć nie robi tego umyślnie jest na swój sposób słodki <3. Rysy twarzy, uśmiech, nietypowe miny... W sumie to jest też zdrowo kopnięty, ale kto nie jest! Chodzi mi o to, że może teraz wygląda to trochę inaczej, ale jak się przyjrzeć to Bummie pod maską, jakiejś tam męskości, jest delikatny, a Jjong choć jest uczuciowy to często pokazuję, że jest prawdziwym facetem.
    Wiem, że ten wpis nie tłumaczy i nie oddaje wszystkiego co powinien, ale jestem strasznie rozgadaną osobą i często nie umiem przekazać całego zamysłu przez wiadomość pisemną. Muszę rozmawiać z kimś by oddać całość intencji XD Przyjrzyj się BARDZO DOGŁĘBNIE tej parze i wywnioskuj sama. Moim zdaniem taki podział jaki popieram bardziej do nich pasuje :3 W końcu Jonghyun oświadczył się Key, więc... to też na wyobraźnie działa XD Dobra, nie reaguj na moje słabe poczucie humoru. Powodzenia w dalszej pracy, dużo weny~

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz, jak przeczytałam co napisałam, w całej tego okazałości, zobaczyłam trochę zagmatwań stylistycznych, więc wybacz mi - to przez późną godzinę. Ogółem starałam się zawrzeć podstawy, bo inaczej mój komentarz nie miał by końca. Choć może wtedy byłby bardziej dokładny i oddawał głębiej moje intencje...? Okk, nie wiem, lepiej abym już nie kombinowała :D Papatki :***

      Usuń
    2. OK, a waj piszę te komenty o godzinie 00:53, według mojego laptopa i ciemności za oknem, a tu się wyświetla godzina 15:53? WTF? Mam zwidy? Nie dobra uciekam, bo dramatyzuję...

      Usuń
    3. Hahah dziękuję za taką obszerną opinię.♡ Spokojnie, ja shipuję JongKey od jakiś czterech lat, więc naprawdę przyjrzałam się im dokładnie, każdemu z osobna również xD i także uważam, że najlepiej gdy Jong jest seme, a Kibum uke, ale właśnie... w dniu gdy to pisałam miałam wielki ból istnienia i ogromną ochotę zranić mojego UB (Jjong) w sposób, który raczej nie jest powszechny w innych ff. I tu miałam kolejny ból - nigdy nie natknęłam się na shota czy co kolwiek uciekającego od schematu Key na dole Jongie na górze. I po prostu chciałam napisać coś nowego i akurat takie dobranie pairingu mi bardziej sprzyjało i wenie. XD Nie chciałam też zbytnio zaznaczać, który jest stricte seme czy uke, Kibum zachowywał się tak tylko na prochach. A... pisałam też za czasów i wizerunków DG, a Jonghyun jest tam takim słodkim puppy misiaczkiem z psimi oczkami i nie mogłam się powstrzymać, by go nie zranić. XDD *fuck logic* W każdym razie taki oneshot był jednorazowy i nie zamierzam więcej pisać "nietypowego" JongKey. Dziękuję jeszcze raz za komentarz i życzę miłego dnia. ♡

      Usuń
    4. A zapomniałam dodać xD Wedługo mnie Key z pozoru wydaje się być jedynie słodki, dziewczęcy, zniewieściały, maleńki, kobiecy, subtelny etc... Ale w środku jest naprawdę męski, stanowczy i konkretny. Za to Jong z reguły cwaniakuje, absy, męskość i te sprawy XD A jego prawdziwym obliczem jest ten słaby, niewinny, bezbronny piesek o szczenięcych oczkach, który płacze na koncertach, wszystkim słodzi i kocha dotyk. Chyba tyle. XD

      Usuń
    5. Lol. Faktycznie jakaś głupia ta godzina XD Ogarnę w domu~

      Usuń
  2. Zgadzam się z tobą w 100% jeśli chodzi o charaktery Key i Jjonga (twoja druga odp), ale było tak późno, że nie umiałam tego w słowa ująć i w ogóle wszystko pomieszałam XD wybacz~ . Rozumiem też wymogi weny - ona zawsze taka wybredna - , a one shot był ciekawy i inny, przez co czytałam go z dozą ciekawości (mam po prostu taki sentymencik do Key jako uke i Jonghyuna, seme ;3 )

    OdpowiedzUsuń
  3. I godzina again XD (aktualnie mam 06:54) No cóż... trzeba się cieszyć ten blog jest unikalny i ma własną strefę czasową 8) <3 :D Jeszcze raz powodzenia - czekam na więcej JongKey, bo ostatnio w internetach deficyt, jeśli chodzi o ff z nimi

    OdpowiedzUsuń