One Shot
Tytuł: Love is so bad
Pairing: JongKey
Gatunek: mocny angst
Ostrzeżenia: brutalna scena,
krótka scena erotyczna
+: polecam w kółko słuchać:
Tablo - Bad bądź SHINee - Y.O.U
- Kibuuuuummie! -
znajomy głos rozniósł się po całym pokoju. Zdążyłem lekko obrócić głowę w tył i
poczułem na swoich plecach przylegające, umięśnione ciało. Chłopak wtulił się
we mnie i oparł głowę na moim ramieniu przymykając przy tym powieki. Rozluźniłem
się i pogłaskałem go dłonią po tych pięknych, dobrze znanych mi włosach.
Uśmiechnąłem się w duchu. - Stęskniłem się za tobą. Kiedy w końcu znajdziesz
dla mnie czas? Miesiąc temu przestaliśmy promować się z Dream Girl... A ty...
dalej... - przestał na mnie napierać, więc się odwróciłem. Pierwsze co
ujrzałem, to jego wielkie, błyszczące oczy pełne tęsknoty.
- Przepraszam. -
uśmiechnąłem się szerzej i przejechałem ręką po jego policzku. - Byłem trochę
nieobecny. Teraz możemy robić wszystko co chcesz. Więc co chcesz? - zapytałem.
W jego oczach momentalnie ukazały się te znajome iskry radości. Brunet znowu
rzucił mi się w ramiona, był szczęśliwy jak dziecko, które znalazło swoją
matkę. Odwzajemniłem jego uścisk, jednak nieco delikatniej.
- Nic. Kocham cię.
Chcę byśmy byli na zawsze razem. Chciałbym po prostu spędzić z tobą czas, nie
musimy nawet rozmawiać... Chcę czuć twoją obecność. - po tych słowach musnął
nosem moją szyję. Poczułem ukucie w klatce piersiowej. To ból towarzyszący mi
od dłuższego czasu. Pod powiekami zaczęły zbierać mi się łzy. Nie potrafiłem
dłużej go już ranić, ale nie potrafiłem też go jeszcze zostawić... Proszę, nie
zachowuj się tak, wszystko utrudniasz...
Szybko się
otrząsnąłem.
- Ja też cię kocham.
I nigdy nie przestanę, nikt mnie nie powstrzyma, nawet jeśli będę musiał... -
urwałem wypowiedź.
- Co? Co będziesz
musiał? - twarz chłopaka znajdowała się teraz idealnie przed moją. Patrzył na
mnie tymi psimi oczami, jakby zaraz miał się rozpłakać.
Przewróciłem oczami.
- Nic. Nie martw się,
wszystko będzie dobrze. - ująłem jego piękną buzię w dłonie i złożyłem na jego
malinowych ustach bardzo czuły pocałunek.
Skłamałem -
pomyślałem.
Przepraszam.
Tydzień później
Obudziłem się w
środku nocy. Spojrzałem w bok - tuż przy mnie spał on. Pogrążony we śnie w stu
procentach, nikt nie byłby w stanie go teraz obudzić... Jego nagie ciało jak
zwykle było odkryte.
- W końcu się
przeziębisz, głupku...
Usiadłem na łóżku.
Pogładziłem dłonią jego pulchne policzki, potem przejechałem opuszkami palców
po jego wargach. Chłopak uśmiechnął się nadal będąc w letargu.
- Ciekawe, co ci się
śni... Błagam, niech szczęśliwe sny nie ustają, gdy już mnie przy tobie nie
będzie... Błagam. - po policzkach ciurkiem spłynęły mi łzy.
Jestem żałosny. Jak
mogę zrobić ci coś takiego?
Zlustrowałem uważnie
całą jego sylwetkę. Jego umięśnione ramiona. Szyję, którą całowałem niezliczoną
ilość razy. Klatkę piersiową, brzuch. Dłonie, szorstkie i niezbyt przyjemne,
ale twoje. Plecy, nogi, pośladki... i to, co było dostępne tylko dla mnie. Od
zawsze i na zawsze. Przykryłem go kołdrą.
Kiedyś się serio
przeziębisz...
Przyjrzałem się
starannie tej twarzy. Chcę ją pamiętać w każdym najmniejszym szczególe.
- Ja naprawdę tak
strasznie, strasznie cię kocham... Strasznie, strasznie! Nie da się bardziej! -
zacząłem zanosić się płaczem, próbując go stłumić, żeby się nie obudził.
Poszedłem do łazienki, opłukałem twarz lodowatą wodą i spojrzałem w swoje
żałosne odbicie. Przyłożyłem w lustro najmocniej jak potrafiłem. Pojawiły się
na nim jedynie rzadkie pęknięcia, mały odłamek utkwił mi w pięści. Wyciągnąłem
go i zostawiłem w zlewie.
- Nawet tego nie
potrafię zrobić. - wściekłem się. Założyłem bieliznę, spodnie, koszulę i
zarzuciłem bluzę, później nałożyłem buty. Poszedłem do sypialni, nachyliłem się
nad śpiącym brunetem i pocałowałem jego czoło. Odchodząc od łóżka, poczułem
pociągnięcie. Gdy się odwróciłem śpiąca królewna już nie była śpiąca. Trzymał
kurczowo skrawek mojej bluzy.
- Gdzie idziesz? Jest
środek nocy... - zapytał z ledwo otwartymi oczami.
- Idę się przejść...
Spokojnie, przecież cię nie zostawię. Wrócę niedługo. Śpij skarbie. - ruszyłem
w przód by jego ręka mimowolnie mnie puściła. Starszy zjechał wzrokiem na moją
dłoń, z której wypływała mała strużka krwi.
- Co ci się... -
podniósł się.
Nie odpowiedziałem.
Wyszedłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Ta noc w Seulu była
wyjątkowo mroźna. Z nieba spadały wielkie płaty śniegu, które ostatni raz
widziałem jakiś miesiąc temu. Schowałem ręce w kieszeni i uniosłem głowę ku
górze. Teraz każdy płatek, który mógł zatrzymywał się na mojej twarzy.
Jest jak dzieciak.
Będzie mu bardzo ciężko.
Przemierzałem nocne
ulice miasta przez kilka godzin. Nie wiem właściwie w jakim celu, to i tak nic
nie zmieni. Chyba powinienem już wrócić do domu, Jonghyun albo śpi albo umiera
ze strachu.
Wszedłem do
mieszkania i ściągnąłem buty. W środku było ciemno, więc pewnie spał. Starałem
się być bardzo cicho. Poszedłem do kuchni i zapaliłem światło. Prawie
wyzionąłem ducha. Na krześle siedział on, w dresach i luźnej koszuli. Nie miał
wyrazu.
- Co do... Boże,
przestraszyłeś mnie. Czemu nie śpisz? Jest wcześnie ra... - nie mogłem
skończyć. Brunet wstał i pchnął mnie na ścianę. Padłem na nią plecami tak
mocno, że aż skrzywiłem usta.
- Co to jest? -
złapał moją zakrwawioną dłoń. - Jesteś cały zmarznięty i czerwony, spójrz na
swoją twarz! - drugą dłonią dotknął mojego lica. - A to? Wychodzisz w minus
dwudziestu w samej bluzie na śnieg? - gwałtownie szarpnął mnie za rękę, aż na
chwilę straciłem równowagę.
Byłem w szoku. Rzadko
kiedy widuję go w takim stanie.
Pociągnąłem nosem.
- Masz gorączkę.
Piekące poliki, wilgotne włosy i przemoknięte ciuchy. - badał całe moje ciało
rękoma.
Wciąż przyparty do
ściany, osłupiałem.
- Co ty wyprawiasz?!
- wykrzyczał. - Myślisz, że nie zauważyłem, że zachowujesz się jak nawiedzony?!
Co się z tobą dzieje?! - bez przerwy krzyczał i mną szarpał.
Łzy wezbrały się w
jego oczach.
- Wiesz, to, że cię
nie wypytuję co pięć minut, nie znaczy, że nic nie widzę! To znaczy, że ufam ci
bezgranicznie i wiem, że jak będziesz chciał ze mną porozmawiać to to zrobisz!
Tymczasem co ty robisz? - nieskalana ciecz spływała po jego twarzy.
- I co to za prośby?
Jak to ,,gdy już mnie przy tobie nie będzie"? Słyszałem wszystko! Powiedz
mi wreszcie o co chodzi, bo zwariuję! Mam już dość patrzenia jak cierpisz, nie
rozumiesz? To boli. - zakończył łkając. Puścił mnie.
Osunąłem się na
ziemię ze wzrokiem wbitym w okno i lekko rozchylonymi wargami. Nie umiałem na
niego spojrzeć. Uroniłem łzę.
Chłopak kucnął na
przeciw mnie i usiadł na moich kolanach. Złapał mnie za rękę. Krew była już
zaschnięta.
- Proszę... Czy to
nie ty powiedziałeś, że... że wszystko... będzie dobrze? - wydukał
spazmatycznie. - Ja... ja chcę ci pomóc, a nie wiem jak! Proszę... - wtulił się
we mnie nie puszczając mojej dłoni.
Poczułem jego włosy
pod moją brodą. Pachniały jak zawsze wiśniami. Zaszlochałem i wyrwałem swoją
rękę. Zamknąłem go szczelnie w swoich objęciach.
- Ja... ja cię tak
bardzo przepraszam. Przepraszam za wszystko! Proszę, wybacz mi... Wybacz mi,
bo... ja nie mogę teraz ci nic powiedzieć. Nie mogę, przepraszam! - skrzywiłem
usta z lamentu i zamknąłem oczy.
- Jak to nie
możesz... A kiedy będziesz mógł... Proszę, zachowuj się jak kiedyś i obiecaj mi
teraz na pewno, że mnie nie zostawisz i będzie dobrze! - wykrzyczał z płaczem.
- Jeśli to moja wina... jeśli nie jesteś wystarczająco szczęśliwy, powiedz mi!
Zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy! Jeśli robię coś nie tak, zmienię to,
zrobię wszystko... - nie przestawał mówić. Odchyliłem jego twarz od swojej
klatki piersiowej i zamknąłem jego usta namiętnym pocałunkiem. Nasze łzy
zetknęły się na wargach, dając słony posmak. Odsunąłem się i przylgnąłem czołem
do jego czoła. Ręce bezwładnie opadły wzdłuż mojego ciała.
- Nie chodzi o
ciebie. Jesteś idealny. Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy. Chodzi o mnie. -
powiedziałem ściszonym tonem. Opuszkami palców błądziłem od jego karku do ucha.
- Więc... jeśli nie
możesz mi teraz powiedzieć... zapewnij mi, że zostaniesz... - wymamrotał niemal
niesłyszalnie, błagalnym głosem.
- Dobrze. Na mały
paluszek? - brunet odsunął się ode mnie i na jego twarzy zagościł uśmiech.
Zacisnęliśmy swoje małe palce. Obiecałem mu, że będę na zawsze.
Skłamałem.
Znowu.
Miesiąc później
Poczułem jak od
nadmiaru wody zatykają mi się uszy. Zamknąłem oczy i jedyne czego chciałem to
już nigdy więcej ich nie otworzyć. Wszystko dookoła wyglądało inaczej niż
zwykle, obraz rozmazywał się, zmieniał. Nareszcie rzeczywistość nie była
zwyczajną rzeczywistością. Zanurzyłem się najgłębiej jak mogłem, z nadzieją, że
nikt nie będzie w stanie mnie wyciągnąć.
Straciłem
przytomność.
Ocknąłem się -
niestety. Do moich uszu zaczęły docierać przerywane krzyki.
- Key! Kibummie!
Proszę, obudź się! Key! - czyjeś łzy skapnęły mi na powieki.
Wykrztusiłem z siebie
wodę i ledwo otworzyłem oczy. Poczułem na sobie jakieś gorące ciało. Zerknąłem
na nie i ujrzałem Jonghyuna. Z trudem uniosłem ręce do góry i otuliłem nimi
chłopaka.
- Żyjesz... Tak się
cieszę... - brunet ścisnął mnie z całych sił. - Zdążyłem już nawet zadzwonić po
pogotowie... - tak mocno mnie trzymał, że nie byłbym w stanie się wyrwać.
- Jak to się stało w
ogóle... Błagam, tylko nie mów, że zrobiłeś to celowo. Proszę, nie wytrzymałbym
tego. - chłopak ściągnął z krzesła obok ciuchy i mi podał. Trzęsły mu się ręce.
- Ubierz się, jesteś lodowaty.
Bez ustanku płakał.
Uniosłem się do góry
i zwyczajnie wtuliłem się w jego rozgrzane ciało.
- Zo-zostaw...
Przytul mnie... - starszy wysłuchał mojej prośby. Zamknął mnie całego w swoim
drżącym uścisku.
Nie mogę...
Kwiecień 2013
Z dnia na dzień czuję
się coraz bardziej niepewnie. Zaczynam nie rozumieć otaczającego mnie świata.
Powoli zatracam się w ciemności. Mam wrażenie, że moi bliscy oddalają się ode
mnie. Że zatracam samego siebie. Nie potrafię być taki jak wcześniej. Nie mogę
spać w spokoju, mam wahania nastrojów, nie wiem czego chcę, nie potrafię na
siebie spojrzeć. Użalam się nad sobą i płaczę każdej nocy.
- Wychodzę z Taeminem
na zakupy, będę wieczorem. Trzymaj się Bummie. - Jonghyun podszedł do mnie,
ucałował moje czoło i przejechał dłonią po moim policzku.
Odprowadziłem go
wzrokiem do drzwi. Wyszedł z tym swoim bezbronnym i kochanym uśmiechem.
Wyciągnąłem rękę przed siebie, ale nie byłem w stanie go dosięgnąć. Nie
potrafiłem już go dogonić, oczami wyobraźni widziałem jak odchodzi i znika.
Połknąłem kolejne
kilkanaście tabletek i sparaliżowany opadłem na kanapę. Buteleczka z kapsułkami
spadła na ziemię i poturlała pod mebel. Spojrzałem na zegarek - wskazywał jedenastą wieczorem.
- Miałeś być
wieczorem, a nie w nocy. - pomyślałem na głos. - ,,Trzymaj się Bummie'' -
parsknąłem śmiechem i oparłem przedramię na swoim czole. Mogłem odpowiedzieć
,,ty też się nie puszczaj" albo coś w tym guście. Przewróciłem się na bok
i westchnąłem głośno. Kręciło mi się w głowie.
Usłyszałem jak ktoś
przekręca zamek i wchodzi do mieszkania.
- Cześć skarbie,
przepraszam, że się trochę spóźniłem... - przybliżył się do mnie i obdarzył
delikatnym pocałunkiem.
Nie odwzajemniłem go.
Chłopak stworzył między nami dystans i zmierzył mnie z konsternacją.
- Co jest? - zapytał.
Do tej pory ani razu na niego nie spojrzałem.
- Dobrze się
bawiliście? - podniosłem się do pozycji siedzącej. Jonghyun cały czas
przyglądał mi się z osłupieniem stojąc naprzeciw. - Zauważyłem, że ostatnio
bardzo dobrze się dogadujecie. - dodałem.
- Key, o czym ty...
- Może to z nim powinieneś
być? On na pewno chętnie cię zerżnie. No chyba, że już zdążyliście to przerobić.
- podniosłem ton i pociągnąłem go gwałtownie za koszulę. - Wcale nie byłbym
zdziwiony. - odepchnąłem go od siebie. - Skoro wie o nas i od początku nie miał
nic przeciwko, na pewno jest pedałem i kręci się przy tobie, żeby mi cię
zabrać.
Brunet nie odezwał
się ani słowem, a jego oczy zaczęły wilgotnieć.
- Jak chcesz to idź.
- wstałem i pchnąłem go na drzwi balkonowe. - Idź! Idź, nie zabraniam ci! Rozumiesz?!
- wrzasnąłem. - Wypierdalaj! - szarpnąłem nim z całych sił. Wziąłem z parapetu
butelkę wódki, dopiłem do dna i rzuciłem o ziemię. Po pomieszczeniu rozniósł
się dźwięk tłuczonego szkła.
- Człowieku o co ci
chodzi?! Czy ty wiesz w ogóle o czym ty mówisz?! C-co ty robisz… – z początku
krzyczał, jednak ostatnie słowa wypowiadał coraz ciszej, łkając. Złapałem go za
szyję i zacisnąłem rękę.
- Przecież i tak już
nic do mnie nie czujesz! Nie kochasz mnie już! Nie chcesz mnie! – krzyczałem. –
Jesteś coraz dalej! W ogóle już ciebie przy mnie nie ma! Masz na mnie wyjebane!
– dodałem. – Wolisz chodzić sobie na zakupy z tym dzieciakiem niż spędzać czas
ze mną!
Łzy starszego zaczęły
przedzierać się między moimi palcami. Próbował wyrwać się z uścisku, ale w końcu
sobie odpuścił, a jego ręce osunęły się wzdłuż jego ciała.
- A-ale ja cię ko-kocham…
- wykrztusił z trudem.
- Kochasz? Kochasz?! Jeszcze
tak niedawno mówiłeś, że widzisz, że jest coś nie tak… Myślisz, że teraz
wszystko jest już dobrze? Nic nie jest dobrze! Zrozum to wreszcie idioto!
Myślisz tylko o sobie! Pewnie puszczasz się z każdym frajerem po kątach! - z
wściekłości zrobiłem się cały czerwony. Jonghyun oddychał coraz ciężej, a jego
ręce dygotały. – Kiedy ostatni raz się kochaliśmy? Pamiętasz w ogóle kiedy ostatni
raz byliśmy jednością?!
- Nienawidzę cię!
Nienawidzę cię z całego serca! Jesteś dziecinny, naiwny, głupi i myślisz, że
życie to bajka! Uważasz, że będziemy mogli żyć razem szczęśliwie do końca
naszych dni ukrywając się przed wszystkimi? Ja tak nie chcę! Mam dość tych
kłamstw! Jesteś najgorszym, co spotkało mnie w całym życiu, zrobiłbym wszystko,
żeby nigdy cię nie poznać! – i mnie zaczęły spływać łzy.
- Duszę się tobą! Przytłaczasz
mnie, nie mogę na ciebie patrzeć! Wiesz co się stało? Chcesz wiedzieć? –
zapytałem przez płacz.
- Zakochałem się. Kocham
cię, to się stało! Jestem chory na ciebie, zdajesz sobie z tego sprawę? To
przez to to wszystko! Ta pierdolona miłość jest chorobą, sam widzisz. Ja nie
chcę cię już kochać! – wywrzeszczałem.
Chłopakowi przymknęły
się powieki, a ręce przestawały drżeć. Jego oddech powoli ustawał.
Puściłem jego szyję i
przeciągnąłem go za nadgarstek na kanapę.
- Proszę, pokaż mi
jak mnie kochasz. – powiedziałem bez żadnych uczuć, mimo spływających łez.
Zszarpałem z niego spodnie,
a potem bokserki. Przewróciłem go na brzuch, rozpiąłem sobie pasek i rozporek i
wyciągnąłem swojego penisa.
- Prze… przestań… Proszę,
bła-błagam… To nie jesteś Ty… nie… - Jonghyun ledwo dysząc szepnął w moją stronę.
Całe jego ciało drżało.
- Zamknij się
wreszcie. Taki silny i umięśniony, a taki uległy. Nie odzywaj się i będzie dobrze.
– wraz z tymi słowami gwałtownie w niego wszedłem. – Miałeś mi skarbie udowodnić,
że mnie kochasz. Teraz zerżnę cię jak kurwę. Tak jak zawsze chciałeś.
Targając go za włosy
poruszałem się jak najszybciej i najmocniej. Gdy już zacząłem szczytować,
spuściłem się w jego wnętrzu. Wyszedłem z niego, zapiąłem spodnie i zszedłem z
łóżka.
- I gdzie ta twoja
miłość… - powiedziałem z pogardą.
Sapiąc poszedłem do
łazienki.
- Gdzie są te pierdolone
pigułki… - przeszukiwałem wszystkie szafki, zrzucając z nich wszystko co na
nich było. Ręce mi się trzęsły, a ja wpadłem w histerię. Stanąłem przed lustrem,
na którym widać było niedawne pęknięcia.
- Kurwa! – znowu
przyłożyłem w nie pięścią. Odkręciłem wodę i opłukałem twarz. Wpadłem w szał, ubrałem
buty i wyszedłem z domu.
Do rana siedziałem w
pobliskim pubie. Miałem wrażenie, że całkowicie wyzbyłem się uczuć. Gdy wróciłem
do domu, był pusty. Rzuciłem klucze na stół i podniosłem kartkę, która na nim
leżała.
Pewnie
masz rację, ciężko byłoby żyć razem i ukrywać to przed resztą. Ale byliśmy w
stanie to zrobić. Ty nie chciałeś. Ja zawsze chciałem ci pomóc, ale wierzyłem,
że przyjdziesz do mnie gdy będziesz potrzebować pomocy. Nie zrobiłeś tego ani
razu. Byłem przy tobie nieprzerwanie aż do teraz, starając się cię zrozumieć i
bez ustanku cię wspierając. Robiłem wszystko, żebyś był szczęśliwy. Ale ty się
zmieniłeś, jesteś… inny. Spójrz w odbiciu w swoje oczy. Są puste, bez wyrazu.
Oczy, które niegdyś błyszczały i patrzyły na mnie z miłością, teraz straciły
swój blask. Jak mogłem ci pomóc gdy mnie odrzucałeś? Nie umiałem tego zrobić.
Pewnie jest to też moja wina. Wszystko co robiłem, było dla ciebie. Oddałem ci
całe swoje serce, całego siebie. Zniszczyłeś siebie i zniszczyłeś mnie. Ty
zawsze byłeś powodem, dla którego oddychałem. To dla ciebie codziennie
otwierałem oczy. Tylko ty byłeś powodem mojego życia. Teraz już tego nie ma. To
boli.
Po licach spłynęły mi
łzy. W tym momencie odzyskałem zmysły.
- Co ja zrobiłem? –
zapytałem sam siebie.
Wypuściłem z dłoni
papier i osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w dłoniach i pogrążyłem się w
płaczu.
*
Dwa dni później wróciłem
do domu Kibuma by zabrać swoje rzeczy. Mieliśmy w tym czasie urlop, więc każdy
z nas podziewał się w innym miejscu. Gdy wszedłem do środka nikogo w nim nie
było – na szczęście. Pozbierałem wszystko co należało do mnie i na moment
jeszcze usiadłem na fotelu. Pod kanapą leżała moja czapka, więc schyliłem się po
nią. Poza nią znalazłem jeszcze buteleczkę z prochami i jakiś zeszyt.
- Key…
Zacząłem wertować w
nim kartki.
Już
nie mogę/ Nie dam rady/ Uzależniłem się/ Nie mogę znaleźć tabletek/ Nie umiem
przestać/ Kocham go/ Nie potrafię żyć dłużej w kłamstwie/ To mnie przytłacza/ Kłamstwa/ Kłamstwa/ Chcę być z nim na zawsze. Kocham go najbardziej na świecie/ Miłość/ Cały czas go okłamuję/ Muszę od niego odejść/ Nie chcę by przeze mnie cierpiał/ Przez te prochy przewraca mi się w głowie/ Żyję w swoim świecie/ Nie odróżniam rzeczywistości od mojej wyobraźni/ Nie
panuję nad tym/ Chcę przestać/ Nie mogę/ Kocham go/ Nie chcę go stracić/ Kłamstwa/ Mam dość bycia idolem/ Nie mam sił/ Chcę umrzeć/ Kocham go nad życie
Te słowa i zdania powtarzały
się naprzemiennie w całym zeszycie. Próbowałem objąć to umysłem, ale nie mogłem.
Wszystko, o co mnie zawsze osądzał działo się tylko w jego głowie.
- Czemu… Czemu mi nie
powiedziałeś, że było ci ciężko?! Że nie dajesz już sobie rady?! Czemu nie powiedziałeś,
że przez to zacząłeś brać prochy! Pomógłbym ci! Ja naprawdę myślałem, że mnie nienawidzisz! – wykrzyczałem w pusty pokój i
cisnąłem zeszytem w kąt.
Do mieszkania nagle
wparowali faceci w mundurach.
- Co pan tutaj robi?
– jeden z nich zapytał mnie poważnym tonem.
- Słucham? Chyba ja powinienem
o to zapytać. Pomieszkiwałem tutaj od dłuższego czasu, więc nie widzę w tym nic
dziwnego. Może panowie policjanci powiedzą mi co tutaj robią? – zmarszczyłem
brwi.
- Mamy nakaz
przeszukania mieszkania. Mieszka tutaj niejaki Kim Kibum, wczoraj wylądował w
szpitalu i z tego co wiemy brał narkotyki, więc przyszliśmy poszukać jakiś
wskazówek.
Z szałem rzuciłem się
na mężczyznę.
- Jak to w szpitalu?
Żyje?! Jakie wskazówki? Żartujecie sobie?! – wykrzyczałem.
- Proszę się uspokoić!
– odepchnął mnie od siebie. – Chłopak leży w najbliższym szpitalu i jest w
ciężkim stanie. Żyje, ale nie wiemy jak długo. Przedawkował.
- Co.. - odsunąłem
się do tyłu.
- Powiedział pan, że
tutaj pan pomieszkiwał, co to znaczy? Kim jesteś dla tego chłopaka? Musimy zrobić
przesłuchanie. – policjant wyciągnął notes z kieszeni i długopis. Jednym ruchem
wytrąciłem obie rzeczy z jego ręki.
- Pierdolcie się!
Pierdolę te przesłuchania, nie mam na to teraz czasu! – odepchnąłem ich i
wybiegłem z domu. Kilka sekund później znalazłem się już na ulicy. Gnałem
uliczkami miasta co chwilę się potykając. Wraz z wiatrem z moich oczu uciekały
łzy i znikały za mną.
- Ty idioto… - powiedziałem
do siebie i zaszlochałem.
Pięć minut później
byłem już na miejscu.
- Kim Kibum! Gdzie?
Gdzie leży?! - wparowałem do środka i zacząłem się rozglądać.
- Proszę nie krzy… - odezwała
się jakaś kobieta.
- Jaki pokój?!
- 230…
Wbiegłem schodami na górę
i szukałem wzrokiem pokoju. Wleciałem do środka i zobaczyłem Kibuma. Podszedłem
do łóżka i usiadłem na nim.
Do całego ciała miał
poprzyczepiane multum jakiś kabelków. Jego skóra była szara i zimna.
Drżącą dłonią
złapałem go za policzek i oparłem głowę o jego klatkę piersiową.
- Ja wiem, że zrobiłeś
mi nieodwracalną krzywdę, ale postaram się ci wybaczyć! Spróbujemy jeszcze raz od
nowa, najpierw pomożemy tobie wrócić do poprzedniego życia, spróbujemy cię
wyleczyć! Później będziemy każdego dnia pracować nad nami, spróbujemy odbudować
wszystko od zera! Jak nie chcesz już być w zespole to… to nic, damy radę i
wszyscy będziemy cię dalej wspierać… Ja wiem, że mnie kochasz, i że miałeś
ciężko… Proszę, chcę byśmy dostali jeszcze jedną szansę, uporamy się z tym,
tylko błagam… nie odchodź… Obiecałeś mi… na ,,mały paluszek”, pamiętasz? A
jeśli nie chcesz mnie dalej krzywdzić i siebie i po prostu nie chcesz byśmy
byli razem, to po prostu bądź… Musisz żyć… Masz tyle przed sobą, tyle marzeń i celów…
Kocham cię nadal. Błagam cię, nie zostawiaj mnie. – powiedziałem niemal jednym
tchem pochlipując.
Key położył rękę na mojej
głowie i z trudem zaczął mówić.
- To moja wina. To ja
nie chciałem złapać twojej pomocnej dłoni. Zamiast tego, tylko się pogrążałem.
Pragnę, byśmy mogli znowu być razem. Nawet jeśli to toksyczne, spróbuję ci
wszystko wynagrodzić z nawiązką, będę do końca życia dla ciebie. Jeśli z tego
wyjdę to…
- Wyjdziesz! – uniosłem
się ku górze i zacząłem obdarowywać jego usta i szyję niezliczonymi pocałunkami.
Całowałem go tak zachłannie i czule, nie chciałem go stracić. Blondyn próbował każdy jeden z nich odwzajemnić,
ale nie miał dużo siły.
Splotłem nasze dłonie
i desperacko badałem jego wargi swoimi.
- Tak mi tego brakowało…
- wyszeptałem w jego usta. Teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Na jego policzki
ściekały moje łzy.
- Kocham cię naprawdę
i naprawdę przepraszam za wszystko… Przysięgam, że pójdę na terapię i zrobię
wszystko… Tylko bądź przy mnie… - wymamrotał.
- Będę, obiecuję. –
wyszeptałem ciągając nosem. Key uśmiechnął się lekko i zamknął oczy. Teraz
leżąc na jego klatce piersiowej słyszałem dokładnie bicie jego serca. W duchu
byłem szczęśliwy.
- Zostań dzisiaj ze
mną tutaj… Nie chcę nocy spędzić sa… - nie skończył.
Słyszałem jedynie pikanie urządzenia w uszach. Spojrzałem na monitor, wszystkie podstawowe czynności życiowe
zaczęły spadać. Tętno, ciśnienie. W końcu dźwięk stał się ciągły. Spanikowałem.
Zacząłem nim szarpać. Krzyczałem panicznie. Próbowałem wpuścić mu swoje powietrze
do płuc. Nic nie dało. Przybiegł lekarz z kilkoma innymi, kazali mi szybko
wyjść. Ale ja nie chciałem puścić jego ręki. Trzymałem mocno. Płakałem. Wyłem. Nie byłem w stanie wydukać ani słowa. Wyrzucili mnie z sali i zamknęli
ją na klucz. Przyległem ciałem do drzwi, położyłem dłonie na szybie i patrzyłem.
- Key! Kibum! Bummie!
Proszę obudź się! Key! Kochasz mnie? Nie łam znowu danego słowa! – zdarłem sobie gardło na nic. Do pomieszczenia nie docierały
żadne odgłosy z zewnątrz. Założyli mu respirator, chcieli przywrócić bicie
serca. Bez skutku. W moją stronę odwróciła się jedna pielęgniarka i skinęła głową
na bok, patrząc prosto w moje oczy z żalem. Jedyne co widziała, to nieustający ból.
Chciałem wejść do środka, nie mogłem. Już nigdy więcej go nie dotknę. Nie zobaczę.
Nie poczuję smaku jego ust. Tego drobnego ciała. Nie usłyszę irytującego „Jonghyun,
znowu nasyfiłeś! Czy ty nie umiesz po sobie posprzątać? Jesteś taki dziecinny!”,
głosu, który tak często i pieszczotliwie wymawiał moje imię. Śmiał się, płakał,
krzyczał. Już nigdy nie powie mi, że mnie kocha. Gdybym wiedział, że tak to się
skończy pozwoliłbym mu ranić się do końca życia. Byleby został. Teraz go nie
ma. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Dlaczego to się stało? Dlaczego?
Stałem tam przez
kilka minut, dopóki lekarka nie podeszła do drzwi i nie przesunęła na nich zasłonki.
Moment, w którym to robiła był ostatnią sekundą, w której go widziałem. Jednak
ta sekunda zdawała się być dłuższa niż całe moje życie.
Ciemność. Nic nie
byłem w stanie już dostrzec. Przesunąłem się do tyłu i oparłem o ścianę,
dalej nie dowierzając w to, co się stało. Podbiegł do mnie Taemin z resztą, ale
w ogóle nie zwróciłem na nich uwagi. W głowie słyszałem jedynie głos, który koił
mnie odkąd pamiętam. Powoli zjechałem na dół i bez przerwy pustym wzrokiem
patrzyłem w drzwi. Za którymi była osoba, dla której byłem w stanie zrobić
wszystko. Wszystko. A to wszystko zniknęło w jednym momencie. Spojrzałem w korytarz i cała trójka skupiła swoją uwagę na mnie. Chciałem o coś zapytać. Wyszeptałem w przestrzeń:
- Jak mogliśmy do tego dopuścić? Jak ja mogłem?
~~~~~~~~~~~~~~~~
LoL, mój pierwszy ff yaoi, kisnę X'D
Sorki, że ja taka niesłowna itd ;(
Dobranoc. ♥

Powiem szczerze, że... nie wiem co powiedzieć, w sensie...no... Kurcze! Jakby to ująć? Ogółem pomysł fajny i napisane też dobrze oraz uczuciowo. [Choć można pogubić się w dialogach (co, kto, kiedy mówi), po prostu miesza się to w czasie czytania, więc musisz nad tym popracować ;D] Jednak, mam problem z tym One Shotem i wiem, że wszystko zależy od zamysłu autora oraz wyobrażeniu fana, ale.. no... NIE MOGĘ SIĘ POGODZIĆ Z TAKĄ INTERPRETACJĄ TEGO PARINGU TT^TT Tłumaczę o co mi chodzi:
OdpowiedzUsuńKocham zespół Shinee, a JongKey to mój UB ship - uwielbiam ich, moje słoneczka :3. W tej parze to Jonghyun gra rolę SEME - dominującą, a Key UKE - bierną. Tak odbiera ich większość fanów, zapewne ze względu na ich charaktery i zachowania z przeszłości jak i teraźniejszości. Jjongi co prawda jest romantykiem, ze szczenięcymi oczami, który często ryczy na koncertach, jednak umie być też męski i w fanservisie to on odgrywa rolę chłopaka, który troszczy się o swoją księżniczkę - dive Key. Jonghyun swego czasu był uważany za najbardziej męskiego członka zespołu, a dodając do tego fakt, że Key zachowuje się dość dziewczęco, wyszło jak wyszło. Key też często płacze i choć nie robi tego umyślnie jest na swój sposób słodki <3. Rysy twarzy, uśmiech, nietypowe miny... W sumie to jest też zdrowo kopnięty, ale kto nie jest! Chodzi mi o to, że może teraz wygląda to trochę inaczej, ale jak się przyjrzeć to Bummie pod maską, jakiejś tam męskości, jest delikatny, a Jjong choć jest uczuciowy to często pokazuję, że jest prawdziwym facetem.
Wiem, że ten wpis nie tłumaczy i nie oddaje wszystkiego co powinien, ale jestem strasznie rozgadaną osobą i często nie umiem przekazać całego zamysłu przez wiadomość pisemną. Muszę rozmawiać z kimś by oddać całość intencji XD Przyjrzyj się BARDZO DOGŁĘBNIE tej parze i wywnioskuj sama. Moim zdaniem taki podział jaki popieram bardziej do nich pasuje :3 W końcu Jonghyun oświadczył się Key, więc... to też na wyobraźnie działa XD Dobra, nie reaguj na moje słabe poczucie humoru. Powodzenia w dalszej pracy, dużo weny~
Teraz, jak przeczytałam co napisałam, w całej tego okazałości, zobaczyłam trochę zagmatwań stylistycznych, więc wybacz mi - to przez późną godzinę. Ogółem starałam się zawrzeć podstawy, bo inaczej mój komentarz nie miał by końca. Choć może wtedy byłby bardziej dokładny i oddawał głębiej moje intencje...? Okk, nie wiem, lepiej abym już nie kombinowała :D Papatki :***
UsuńOK, a waj piszę te komenty o godzinie 00:53, według mojego laptopa i ciemności za oknem, a tu się wyświetla godzina 15:53? WTF? Mam zwidy? Nie dobra uciekam, bo dramatyzuję...
UsuńHahah dziękuję za taką obszerną opinię.♡ Spokojnie, ja shipuję JongKey od jakiś czterech lat, więc naprawdę przyjrzałam się im dokładnie, każdemu z osobna również xD i także uważam, że najlepiej gdy Jong jest seme, a Kibum uke, ale właśnie... w dniu gdy to pisałam miałam wielki ból istnienia i ogromną ochotę zranić mojego UB (Jjong) w sposób, który raczej nie jest powszechny w innych ff. I tu miałam kolejny ból - nigdy nie natknęłam się na shota czy co kolwiek uciekającego od schematu Key na dole Jongie na górze. I po prostu chciałam napisać coś nowego i akurat takie dobranie pairingu mi bardziej sprzyjało i wenie. XD Nie chciałam też zbytnio zaznaczać, który jest stricte seme czy uke, Kibum zachowywał się tak tylko na prochach. A... pisałam też za czasów i wizerunków DG, a Jonghyun jest tam takim słodkim puppy misiaczkiem z psimi oczkami i nie mogłam się powstrzymać, by go nie zranić. XDD *fuck logic* W każdym razie taki oneshot był jednorazowy i nie zamierzam więcej pisać "nietypowego" JongKey. Dziękuję jeszcze raz za komentarz i życzę miłego dnia. ♡
UsuńA zapomniałam dodać xD Wedługo mnie Key z pozoru wydaje się być jedynie słodki, dziewczęcy, zniewieściały, maleńki, kobiecy, subtelny etc... Ale w środku jest naprawdę męski, stanowczy i konkretny. Za to Jong z reguły cwaniakuje, absy, męskość i te sprawy XD A jego prawdziwym obliczem jest ten słaby, niewinny, bezbronny piesek o szczenięcych oczkach, który płacze na koncertach, wszystkim słodzi i kocha dotyk. Chyba tyle. XD
UsuńLol. Faktycznie jakaś głupia ta godzina XD Ogarnę w domu~
UsuńZgadzam się z tobą w 100% jeśli chodzi o charaktery Key i Jjonga (twoja druga odp), ale było tak późno, że nie umiałam tego w słowa ująć i w ogóle wszystko pomieszałam XD wybacz~ . Rozumiem też wymogi weny - ona zawsze taka wybredna - , a one shot był ciekawy i inny, przez co czytałam go z dozą ciekawości (mam po prostu taki sentymencik do Key jako uke i Jonghyuna, seme ;3 )
OdpowiedzUsuńI godzina again XD (aktualnie mam 06:54) No cóż... trzeba się cieszyć ten blog jest unikalny i ma własną strefę czasową 8) <3 :D Jeszcze raz powodzenia - czekam na więcej JongKey, bo ostatnio w internetach deficyt, jeśli chodzi o ff z nimi
OdpowiedzUsuń