środa, 30 września 2015

Bez względu na wszystko: Rozdział 4


Niedziela i cały tydzień szkolny minęły szybciej, niż się Key spodziewał. Ani razu od tamtej pory nie rozmawiał i nie widział się z Jonghyunem. Skończył odpracowywać u dyrektora i nareszcie miał spokój. Przez cały czas był przybity i apatyczny, nawet odpuścił sobie szukanie imbecyla od wrobienia go. Po zakończeniu lekcji w piątek wyszedł ze szkoły i ruszył w stronę domu. Gdy do niego dotarł o mało nie zszedł na zawał. Jong stał oparty o murek. 
- Co ty tutaj robisz? Miałeś dać mi święty spokój. - Key znowu posmutniał i w dodatku zdenerwował.
- Czekam, nie widzisz? - odpowiedział sarkastycznie. 
- Nie przypominam sobie żebyśmy się umawiali, więc możesz już sobie iść. - oznajmił brunet.
- A ty co, poddałeś się? Zrobiłeś całą brudną robotę za jakiegoś frajera i tak to zostawiasz? - blondyn odsunął się od murka. 
- To moja sprawa, a teraz do widzenia. - wyminął go i chciał przejść przez furtkę, ale Jonghyun gwałtownie pociągnął go za rękę. 
- Czekaj. - westchnął.  
- Puść mnie lepiej.
- Nie udawaj takiego niedostępnego i wyszczekanego. Po prostu się zamknij i słuchaj. - uciszył Kibuma. - Przepraszam, że tak cię potraktowałem. Nie sądziłem, że możesz to aż tak przeżywać, dopóki Taemin mnie nie uświadomił. 
- Taemin? Czyli on o wszystkim wiedział? - wrzasnął Key.
- A jak myślisz, idioto. 
- Naprawdę mnie puść. - skrzywił się, wyrwał z uścisku jego ręki i podszedł do drzwi.
- Przepraszam cię. Teraz już dam ci spokój. Trzymaj się. - powiedział Jong i poszedł sobie. Key zanim wszedł do mieszkania odwrócił się w jego stronę z nadzieją, że jednak zostanie. 

Jak on tak może... Jestem idiotą.

Miesiąc później, poniedziałek, wczesny ranek

- Rozmawiałeś z Key? - zapytał Taemin. 
- Nie. - Jonghyun unikał wzroku młodego chłopaka. 
- Jesteś głupi jak but. A wiesz już chociaż kto zniszczył ten cały pomnik? 
- Jestem prawie pewien. Dzisiaj w szkole zmuszę go, żeby się przyznał i załatwię to z dyrkiem.
- To dobrze. 
- Co u Key? 
- Interesuje cię to?
- Dobrze wiesz, że tak. 
- Nic nowego. Jest chory od kilku dni i ma zwolnienie do piątku. Poza tym był na mnie wściekły jak mu powiedziałeś, że o wszystkim wiem. Na szczęście szybko mu przeszło, on się nie potrafi na mnie długo gniewać. - powiedział dumny z siebie Tae. 
- Coś poza tym? 
- Pytasz, czy dalej za tobą płacze? 
- Heh. Widzę, że się ode mnie uczysz. Dobrze. - zaśmiał się Jonghyun.
- No, to wszystko twoja zasługa.
- Świetnie, to może odpowiesz na moje pytanie? 
- Mógłbym dalej cię wkurzać, ale mi się nie chce. - rzekł Taemin. - Więc powiem tak: Key mówi mi, że ma cię gdzieś, a bez przerwy chodzi przybity i bez życia. Nawet z domu nie chce wychodzić. Reasumując: tak, jesteś frajerem, przez którego mój najlepszy przyjaciel zamknął się w sobie i nadal o tobie myśli. Przy okazji codziennie pyta, czy wszystko z tobą w porządku i męczy mnie, żebym mu o tobie opowiadał, chociaż cierpi przez to okropnie. Czy teraz jesteś usatysfakcjonowany? - zapytał kpiąco.
- W stu procentach. Dzięki dzieciaku. - Jong poczochrał go po głowie i uśmiechnął się przyjaźnie, na co młody chłopak odwzajemnił uśmiech. 
- Idź do tej szkoły i zgarnij tego cwaniaczka. Poza tym powinieneś w końcu zobaczyć się z Key, wiem, że tobie też nie jest łatwo. - odpowiedział Minnie. Jong przewrócił oczami i westchnął głęboko. 
- Yhym.
- Powinieneś też wreszcie dopuścić kogoś do siebie. Umiesz kochać. Nie musi to być Key... 
- Jeśli już, to ja nie chcę nikogo innego. - wtrącił Jonghyun.
- Szybko łapiesz, hyung. Key jest naprawdę wspaniałym chłopakiem, wiesz o tym.
Wiem...
- Mhm.
- Wypytujesz mnie o niego w tajemnicy już od jakiegoś roku, oboje wiemy, że traktujesz go nie tylko jak koleżkę do wydymania. A nawet jeśli, to nie jesteś w stanie mu tego zrobić. Prawda, Jjong? - zapytał Tae. 
- I to mnie wkurwia. Chciałbym go traktować właśnie jak ,,koleżkę do wydymania'', a nie potrafię. Nawet nie umiałbym go właśnie tak o wydymać, jak dziwkę, po prostu nie umiałbym. Nawet, gdyby tego pragnął. Wiesz jak bardzo to jest wkurwiające? Każdy chłopak, dziewczyna, jakich spotykałem byli dla mnie jedynie zabawkami. Nigdy nie przejmowałem się czy komuś sprawiam ból, bo mnie to nie obchodziło. Każde z nich wiedziało, że nie kocham. I wiedzieli na co się decydują. To nie jest moja wina. - Jong rozpoczął elaborat. 
- Hyung...
- Cicho. Wkurwia mnie to niemiłosiernie. Czuję się ograniczony, uwiązany - przez tego głupiego, niewinnego chłopaczka z kreskami. Nieważne jak bardzo bym chciał by był jak poprzedni, nie umiem mieć do niego takiego podejścia. Byłem dla niego miły, kochany i nawet zaangażowałem się w tą sprawę z pomnikiem, a nie ma to ze mną żadnego związku. Nie poznaję siebie. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem nie mogłem oderwać od niego wzroku, a potem chciałem dowiedzieć się jak najwięcej o nim. Czekałem rok na moment, w którym będę mógł go pocałować. Poczuć jego zapach, dotknąć go. Złapać w objęcia i nigdy nie wypuścić. Ale to byłoby toksyczne, nie sądzisz? Dystansuję go, bo wiem, że w innym wypadku mógłbym się zakochać. To przynosi same nieszczęścia. Boję się też, że ta miłość mogłaby mnie pochłonąć, czuję, że nie byłbym sobą wtedy... - przerwał blondyn i wyraźnie posmutniał. Taemin zarzucił mu ręce na szyję i pogładził ręką po jego włosach. Jong lekko zszokowany, objął go rękoma.
- Hyung, właśnie teraz jesteś sobą. To co mówisz, to ty. To są twoje prawdziwe uczucia. Jonghyun, który jest dupkiem bez emocji, to twoja maska, którą zakładasz. Poznałeś Key i boisz się ją ściągnąć, bo wiesz, że coś do niego czujesz i nie chcesz dać temu uczuciu się rozpalić. Nie wiem czemu, może boisz się rozczarowania, niestałości. Ale Kibum taki nie jest, przecież wiesz dobrze, prawda? Znamy go oboje, mimo że nie miałeś z nim twarzą w twarz zbyt wielu styczności. Możesz dla niego ściągnąć maskę i być sobą. Zapewniam. I ty doskonale o tym wiesz, nie oszukuj się. Proszę, nie rań też i siebie... - wyszeptał Jonghyunowi w ramię. Blondyn uścisnął go z całych sił i lekko zaszlochał, ale od razu po tym przetarł łzę.
- Nienawidzę cię. Naprawdę cię nienawidzę. I... naprawdę jesteś najlepszym przyjacielem. D-dziękuję... 
- Nie ma za co hyung, też cię kocham. - pogłaskał go ręką po plecach.

Tego samego dnia w szkole

- Siema, Wookyung. - przywitał się z kolegą o białych włosach na korytarzu Jonghyun. 
- Cześć Jongie, co tam słychać? - odpowiedział. Blondyn zamachnął się i przywalił mu prawego sierpowego, aż poleciał na ławkę.
- Kurwa, co ty wyprawiasz?! - wydarł się białowłosy i podniósł z ziemi. W odpowiedzi również sprzedał Jongowi mocny cios. Ten złapał się za policzek i uśmiechnął złośliwie.
- Nieźle, w końcu nauczyłeś się bić. - powiedział i rzucił się na większego od siebie chłopaka, ładując w niego kolejne pięści. Dookoła zbiegło się mnóstwo uczniów, krzyczących jakieś niezrozumiałe słowa. 
- Co tu się dzieje? - Key próbował przedostać się przez tłum, aż zobaczył Jonghyuna siedzącego na jakimś chłopaku z zamiarem przywalenia mu. Miał mocno rozciętą wargę. - Jonghyun! Co ty wyrabiasz do cholery znowu?! - wydarł się na niego. Starszy słysząc jego głos podświadomie się uśmiechnął. 
- Co ja wyrabiam? Podobno jesteś chory. Zresztą nie będę ci się tłumaczył. Ten koleś... - wskazał na Wookyunga. 
- Chory? Kto ci to powiedział? Nieważne. Czemu się bijecie?! - wykrzyczał Key i podbiegł do niego próbując go odciągnąć. Blondyn  odepchnął lekko bruneta. 
- Więc Taemin specjalnie mi tak powiedział, żebyśmy się spotkali... co za przebiegły dzieciak. - zaczął. - Wracając, ten cwaniak cię wmieszał w te kłamstwa, więc teraz dostaje za swoje. - odpowiedział. 
- Co? - zapytali w jednym momencie Key i białowłosy. 
- Ja nic nie zrobiłem! - dodał Woo. 
- Zamknij mordę, bo ci znowu wyjebię. Nie masz co kłamać, twój koleżka cię wsypał. - powiedział Jonghyun. Kilka dni temu przycisnął chłopaka, który wcześniej w toalecie wyzywał Key i okazało się, że wie czyja to sprawka. Miał nawet nagranie na telefonie i wszystko wyjaśnił. 
- Albo teraz pójdziesz do dyrektora i powiesz mu, że to ty, albo serio cię zabiję. Wybieraj. - rzekł do leżącego. 
- Chyba kpisz. - zlekceważył go. Wtedy Jonghyun splunął na niego i jeszcze raz go uderzył. Potem drugi, trzeci i tak dalej.
- Jonghyun, przestań, zabijesz go! - krzyknął Key i złapał jego pięść. - Proszę, przestań już, dobrze? - Kibum pogłaskał go dłonią po policzku i uśmiechnął się lekko, na co Jong również wykrzywił usta w szczerym uśmiechu.
- Ale... Kurwa mać. - blondyn wstał z chłopaka. - Powiedziałeś kilka słów i już to robię. Jak mnie to wkurwia. - otrzepał się i spojrzał z pogardą na pobitego kolegę. 
- Co tu się wyprawia?! - nagle wparował dyrektor i widząc zaistniałe zamieszanie, prawie szlag go trafił. Jong i Key odwrócili się w jego stronę.
- Jonghyun, co ty zrobiłeś?! Do mojego pokoju, raz! Kibum, ty też! Wookyung, podnieś się z tej ziemi, na ciebie też czekam! - wykrzyczał starszy facet. - A wy co tak stoicie? Rozejść się do sali, kretyni! 
*
- Więc tak to wygląda. - rzekł dyrektor po wysłuchaniu wszystkich chłopaków. W pokoju oprócz Key, Wookyunga i Jonghyuna znajdowało się dwoje uczniów z klasy Kibuma, których wcześniej Jong spotkał w toalecie. 
- Tak, to nie Key zniszczył pomnik, tylko Wookyung. Był wściekły, bo dziewczyna, w której się zakochał bez przerwy śliniła się do Kibuma i nie zwracała uwagi na nikogo innego, więc chciał mu dać jakąś nauczkę. - powiedział jeden z dwóch uczniów. 
- Ty idioto! - wrzasnął białowłosy. - Miałeś mnie kryć!
- Czyli to prawda. Przyznałeś się. Teraz wypad stąd, nie chcę na ciebie patrzeć. Nawet nie zasługujesz na karę, zresztą już chyba wystarczająco zostałeś ukarany. - skwitował dyrektor. - Wasza dwójka z klasy Kibuma, też możecie iść. 
Trzech chłopaków wyszło z pokoju i zostali jedynie Key z Jonghyunem.
- Kim Kibum. Powinienem cię... ekhm... - mężczyzna zaczął chrząkać. - No wiesz co. Właśnie to. W każdym razie, głupio wyszło i ja również byłem naiwny. Nie wiem jak najlepiej wynagrodzić ci niesłuszne oskarżenia i konsekwencje, więc po prostu wylądujesz w najlepszej klasie, czyli nie będziesz musiał się zbytnio wysilać i od dzisiaj dostajesz etykietkę Ucznia, którego każdy inny ma się słuchać. Zabawnym jest fakt, że dotychczas tą osobą był Lim Wookyung, a teraz ty nią jesteś. Tyle. 
- Nie potrzebuję tego. To i tak już nie ważne. - powiedział Key.
- No nic, będzie tak jak powiedziałem. A ty Jonghyun na pewno zdajesz sobie sprawę, że przegiąłeś po całej linii. Jesteś wzorowym uczniem, konflikty powinieneś rozwiązywać na drodze rozmowy, nie pięści. - dyrektor prawił morały blondynowi. 
- Nie żałuję. - powiedział obojętnie Jong. 
- Milcz. Wiem, że nakryłeś winnego, ale nie mogę tego tak zostawić, popełniłeś zbyt poważne wykroczenie w regulaminie. Zostajesz zawieszony na dwa tygodnie. - zakończył mężczyzna. 
- Ale to nie jest jego wina! To ja powinienem... - wtrącił się Key.
- Key... - szepnął Jonghyun. 
- Kibum, nie odzywaj się. Postanowione. Wyjdźcie. Już! - wykrzyczał dyrektor, a chłopcy wyszli z pokoju. 
- Dziękuję i przepraszam... - powiedział Key do Jonghyuna roniąc kilka łez.
- A ty znowu płaczesz. - niższy wytarł jego mokry policzek. 
- Musisz pójść do domu, krwawisz... - brunet przejechał opuszką palca po jego wardze. 
- A pójdziesz ze mną? - zapytał.
- E-em... Mogę pójść... - speszył się Key.
- To chodź i nie gadaj. - Jonghyun złapał chłopaka za rękę i poszli do jego domu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz