środa, 30 września 2015

Bez względu na wszystko: Rozdział 3


- No więc czemu tu jesteś? - ciągnął niższy podchodząc do niego. Kibum przewrócił oczami i w końcu odważył się mówić.
- Eh? Czemu uderzyłeś tego kolesia z mojej klasy? To zwykły idio... - Jong złapał go za nadgarstek i przycisnął ściany napierając na niego swoim ciałem. Przysunął swoją twarz do jego, a bruneta ścisnęło w żołądku i głośno przełknął ślinę.
- A ty czemu się denerwujesz? Już przede mną nie uciekasz? - wyszeptał mu do ucha.
- C-co? - Key stał jak wryty, unieruchomiony przez chłopaka. W pewnej chwili poczuł na swoim kroczu pasek od spodni Jonghyuna i nieznacznie drgnął. Oddech mu przyspieszył i momentalnie zrobiło mu się niekomfortowo ciasno w dżinsach. Spojrzał wytrzeszczonymi oczami na niego, a ten szybko się zorientował i zerknął w dół. Zaśmiał się i z powrotem popatrzył na Key, uwalniając go z uścisku.
- Serio? - znowu parsknął śmiechem. Mimo to nie miał złych intencji. Kibum, gdy został puszczony zsunął się po ścianie by kucnąć. Teraz był cały czerwony i rozpalony. Nie odezwał się ani słowem, jedynie w myślach, wbijając wzrok w ziemię.

Ja pierdolę, chyba się powieszę...

- Powiem ci... no cóż, zaskoczyłeś mnie. - blondynowi nie schodził radosny uśmiech z ust, a Key gorączkowo rozglądał się na boki. - Spokojnie, nikt nas nie widział. - dodał i schylił się na wysokość młodszego ujmując jego podbródek w dwa palce. Ten unikał jego oczu i cały czas szybko oddychał. - Nic się nie stało. - szepnął. Kibum poczuł jego oddech na swoich ustach. - To będzie nasza słodka tajemnica. - skręcił lekko głowę w bok. - A tamtego uderzyłem, bo ci ubliżał. - bez przerwy na niego patrzył. - Tyle. Miło było cię znowu zobaczyć. Na razie. - wstając przejechał opuszkami palców po jego szczęce, a Key przekręcił głowę. Potem Jong zniknął gdzieś między salami.

Nie wierzę. Co się ze mną dzieje? Czemu ten idiota tak na mnie działa? Uderzył go, bo mi ubliżał? I ten dzisiejszy...no... Kurwa.
*
Po wczorajszej, delikatnie mówiąc, niekomfortowej sytuacji, ciężko było u Key ze skupieniem. Pomimo tego poszedł dzisiaj roznieść ulotki po szkole. Na marginesie, Jong chyba nie pojawił się na lekcjach. Kibum postanowił, że jutro wyszoruje basen, a w niedzielę skosi trawę. W ten sposób przynajmniej nie będzie sobie zaprzątać głowy zbędnymi myślami.
*
Dzisiaj jest sobota, więc od razu gdy tylko się obudził i ogarnął wyszedł z domu i udał się do szkoły. Było wyjątkowo gorąco, a na niebie nie znajdowała się ani jedna skaza. Gdy dotarł na miejsce, trawa była skoszona, a basen lśnił czystością.
- Pewnie sprzątacze zapomnieli, że ja miałem to zrobić... No i dobrze. Więc mam jeszcze pięć dni uczenia dzieci i roznoszenia ulotek. Mogło być gorzej. - powiedział sam do siebie i uśmiechnął się z ulgą.
- Nie zapomnieli. - za sobą usłyszał głos Jonghyuna i odwrócił się w jego stronę. Uśmiech od razu zniknął, za to pojawiły się rumieńce i trzęsący głos.
- Jak to nie? - zapytał go udając, jakby ostatnio nic się nie stało.
- Normalnie. Stwierdziłem, że ci pomogę i tak nie miałem nic do roboty w ten weekend. - odrzekł Jong i wzruszył ramionami.
- Aha... dziękuję... - wymamrotał Key.
- Nie musisz dziękować. To co dzisiaj robimy? Masz wolny cały weekend dzięki mnie. Więc może ja coś wybiorę? - zapytał Kibuma.
- A to mamy coś dziś robić? Ehh... nie ważne... Powinienem ci się jakoś odwdzięczyć... jeśli czegoś chcesz... - powiedział, nerwowo bawiąc się palcami.
- Ciebie. - skwitował Jong. Na to słowo Kibumem aż wzdrygnęło, a blondyn pociągnął go za policzek. - Żartowałem... Lubisz wesołe miasteczko? - gdy to zaproponował Key zrzedła mina.
- Um... W sumie... - brunet nie chciał przyznać, że nie przepada za takimi miejscami.
- To chodźmy. - Jonghyun pociągnął go za nadgarstek.
- Mam pytanie... Często na siebie ,,wpadamy''... Czemu? Chcesz coś ode mnie? - zapytał onieśmielonym głosem niższego.
- Po prostu cię lubię i chcę spędzać z tobą czas. Co w tym dziwnego? - odrzekł. Kibum w głębi serca chciał usłyszeć taką odpowiedź, przez co zrobiło mu się głupio.
- No nic. Ale chodzi mi na przykład o tą sytuację u Taemina... i jeszcze tą... no wiesz... - wykrztusił młodszy. - Nic z tego nie rozumiem! - potargał się za włosy i wykrzywił buzię w grymasie. Jonghyun nie mógł powstrzymać śmiechu i dotknął dłonią jego policzka.
- Jesteś taki słodki, gdy nie rozumiesz. Przesłodki. - wypowiadając te słowa na zmianę zaglądał w jego oczy i spoglądał na wargi. Key się nieznacznie zarumienił i ściągnął rękę Jonga ze swojego lica.
- Odpowiedz mi na pytanie. - powiedział stanowczo.
- Kiedy indziej. Jesteśmy na miejscu. - zlekceważył Kibuma i wszedł na teren wesołego miasteczka. Brunet głośno westchnął i ruszył za nim.
- Na co idziemy? - zapytał starszego.
- Tam. - wskazał palcem na kolejkę górską i poszedł po bilety.
- No świetnie. -  wyszeptał do siebie Key i zmierzył od góry do dołu całą kolejkę.
- Chodź! - zawołał młodszego i stanął przy wejściu na atrakcję.
- Ile mam oddać za bilet? - przystanął obok Jonga.
- Skoro cię tu zaprosiłem to znaczy, że ja płacę, więc bądź cicho. - skwitował bruneta. Ten przytaknął głową i znów zaczął obserwować wielką maszynę. Przed wejściem chciał się wycofać i odruchowo ścisnął starszego za rękaw.
- Co ty robisz? Boisz się? - odwrócił twarz w jego stronę. Jonghyun przez większość czasu skupiał wzrok na jego ustach.
- Nie. Wejdźmy. - wyprzedził niższego i zajął miejsce.

Key przez całą jazdą darł się jakby co najmniej obdzierali go ze skóry. Za to Jong jak zawsze miał z niego niezły ubaw. Później poszli jeszcze między innymi na samochody, karuzelę i młot, zwiedzili praktycznie całe miasteczko, co zajęło im dobre kilka godzin. Oboje byli już zmęczeni, ale świetnie się bawili. W szczególności Key. 
Na dworze się ściemniło, a park rozrywki zaczął mienić się przeróżnymi barwami. To wyglądało bajecznie. Jonghyun i Kibum stali teraz przy jakimś stoisku i kupowali watę cukrową od starszego dziadka.
- Masz. - blondyn podał mu różową watę na patyku. 
- Dzięki. A ty nie chcesz? - zapytał, a Jong skinął głową. Przechadzali się bez celu między straganami. 
- Chodźmy na młyn. - powiedział uspokojonym głosem młodszy i ugryzł kawałek waty. 
- Młyn? No to chodź. - odpowiedział niższy i podeszli pod wielkie diabelskie koło. - Wiedziałem, że będziesz chciał tam pójść, więc z góry zająłem się biletami. - dokończył. Kibum jedynie uśmiechnął się promiennie i żywym krokiem wszedł razem z Jonghyunem do kapsuły. Byli w niej zupełnie sami, przez co nastała nieco niezręczna cisza. Powoli wznosili się ku górze, stojąc jeden z jednej strony, drugi na przeciwko. Przez cały czas milczeli obserwując widoki, tylko Key co jakiś zajadał się watą i rozmyślał w głowie. 

Czemu on nic nie mówi? Przez tą ciszę aż serce zaczęło mi bić szybciej... 

Znajdowali się już w najwyższym punkcie, więc maszyna się zatrzymała. Za chwilę Jonghyun podszedł do Key, tym razem - wkładając tylko jedną rękę w kieszeń, i stanął tuż przy nim. Jednak nadal podziwiał panoramę Seulu. Kibum był nieco zdezorientowany i zerkał ukradkiem na chłopaka obok. Jakoś tak się stało, że opuścił jedną rękę wzdłuż ciała i powędrował nią w stronę dłoni Jonghyuna. Był bardzo nieśmiały, działał raczej w afekcie, coś rozkazało mu to zrobić, a on postanowił spróbować. Chociaż nie do końca rozumiał swoje uczucia. 
Musnął kolejno każdym swoim palcem dłoń Jonga, od wewnątrz do zewnątrz. Patrząc przed siebie i zagryzając dolną wargę złapał go ostrożnie za nią. Gdy blondyn poczuł jego dotyk, nie od razu - odczekał chwilę i obrócił łagodnie głowę w jego stronę. Key również i teraz ich spojrzenia się spotkały. Młodszemu na twarz wyszły subtelne rumieńce, a drugi chłopak uniósł jeden kącik ust w górę. 
- Bummie, co ty robisz? Zimno ci w ręce? - zapytał ironicznie. 
- Co? Nie jest mi zimno... Chciałem tylko złapać cię za rękę. - speszył się i zrobił kaczy dzióbek, pospiesznie gryząc ostatni kawałek waty cukrowej.
- Jesteś bardzo delikatny... - splątał ich palce i oparł go o szybę, kładąc na niej ich dłoń. Key głośno przełknął ślinę i gdy chciał zjeść do końca wystającą z jego ust słodycz, Jonghyun przybliżył się do jego twarzy i zrobił to za niego, oblizując swoje usta. Uśmiechnął się przekornie i wpił się w jego wargi z nieopisaną czułością. Co chwilę rozprostowywał ich palce i masował nimi zewnętrzną stronę dłoni Kibuma. W przerwie między pocałunkami muskał go nosem po szyi i szczęce. 
- Wtedy byłem pijany, chciałem zrobić to będąc zupełnie świadomym... - powiedział Key nie otwierając oczu i upuścił patyk po wacie, rozluźniając się jak najbardziej mógł. Serce łomotało mu jak szalone. 
- Mhm. - Jonghyun sapnął mu do ucha i nadgryzł jego płatek, lekko dotykając go koniuszkiem języka. Key wplątał wolną dłoń we włosy niższego i masował go po niej. Wreszcie oboje unieśli powieki i zatopili się w swoich tęczówkach. 
- Nie wiem czemu, ale czuję się tak cudownie teraz... Co ty ze mną robisz? - zapytał szeptem Jonga, jednocześnie młyn znowu ruszył.
- Nic... Po prostu ci się podobam i tyle. - odpowiedział starszy i ponownie zaczął pieścić jego usta. My się tylko dobrze bawimy, nie przejmuj się. Ale to nic dla nas nie znaczy, prawda? - przejechał dłonią po pełnym policzku Kibuma, a ten momentalnie poczuł ból w klatce piersiowej. 
- Nic... nie znaczy? - zapytał Key, przerywając jego całusy.
- Nie może coś znaczyć. Ja się nie zakochuję. - odpowiedział blondyn i chciał znowu go pocałować, ale Kibum nie pozwolił. Puścił go i odszedł na bok. Dobry humor minął, teraz był raczej bliski płaczu.
- To czemu wtedy powiedziałeś tamtemu chłopakowi, że go zabijesz, jak jeszcze raz coś na mnie powie? Po co w ogóle chcesz się ze mną spotykać? Po co to całe głupie zachowanie i rzekome troski? Tyle powiedziałem ci o sobie gdy byliśmy u Taemina... Wiesz, że jestem sam, że nigdy nie miałem wystarczająco ciepła i jeszcze to wykorzystujesz. Otworzyłem się przed tobą... Przestań się mną bawić w końcu... - zasypał zdaniami Jonghyuna i jeszcze dalej się od niego odsunął. Patrzył na niego zaszklonymi oczami i gnoił się w głowie, że był taki naiwny. 
- Naprawdę jestem dla ciebie aż taki ważny? Gdybyśmy chociaż znali się dłużej, to może bym zrozumiał... - odpowiedział osłupiały Jong.
- I co to ma do rzeczy! - krzyknął Key. - Jesteś jedyną osobą poza Taeminem, której, myślałem, że na mnie zależy... - spuścił wzrok, a w powiekach zebrały się nieliczne ilości łez. 
- Gdyby mi nie zależało, to by mnie tutaj nie było. To prawda, jesteś dla mnie wyjątkowy i już od dawna cię obserwowałem i nigdy nie chciałem się z kimkolwiek widywać tak bardzo jak z tobą, mógłbym zrobić dla ciebie wiele, ale... Ja się nie bawię w uczucia czy miłości, zrozum to. - tłumaczył mu Jong.
- Aha... - Key zadrżały wargi. - Spoko. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś. Ja już nie chcę. Tym razem masz mi dać spokój. - po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy, a maszyna właśnie się zatrzymała. 
- Nie płacz... Przecież ty nie mogłeś się we mnie zakochać, nie zachowuj się tak. - mówił spokojnie starszy Kim. Kibum pociągnął nosem i jeszcze przez chwilę na niego patrzył. Gdy płacz wyszedł mu spod kontroli odwrócił się i wybiegł z kapsuły. - Key! - wyleciał na zewnątrz i krzyknął za nim. Chłopak nawet nie zareagował i zniknął mu z oczu.

Kurwa mać. On nie może się we mnie zakochać, ja nie mogę w nim. To zawsze się źle kończy, czemu Key tego nie rozumie... 

Jonghyun postanowił nie iść za nim i dać mu spokój, tak jak chciał. Kibum zanosząc się płaczem wpadł do domu i rzucił się na łóżko. Przez cały czas dotykał dłońmi swoich ust i płakał jeszcze bardziej. 



Nie wiem czy go kocham, ale na pewno stał się dla mnie kimś ważniejszym niż tylko znajomym, dlaczego on taki jest...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz