środa, 30 września 2015

Bez względu na wszystko: Rozdział 5


- Łał... Ale masz piękne mieszkanie. Rodzice cię odwiedzają, prawda? - zapytał Key rozglądając się po wnętrzu jego domu. Blondyn przytaknął głową. - Um... Idź do pokoju, zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział Kibum i poszedł do łazienki. Wziął wodę utlenioną, waciki i małe plastry. Wyszedł na korytarz i szybko znalazł pokój Jonghyuna. - Usiądź na łóżku... - rozkazał chłopakowi i usiadł naprzeciw niego. Jong nie odezwał się ani słowem. Key nalał wodę na wacik i przetarł nim wargę starszego. 
- Auć! - wzdrygnął się i jęknął. - To szczypie, bądź delikatniejszy. - powiedział błagalnym tonem.
- Jak nie będziesz się wierzgać, to nie będzie boleć, proste. - uważnie patrząc na jego usta pocierał po nich wacikiem, aż krew całkowicie zniknęła. Jonghyun już nie narzekał, tylko obserwował Key. 
- Jeszcze plaster... - brunet zaaferowany sytuacją odkleił plaster. 
- Nie, zostaw. - Jong zabrał mu z ręki plasterek i rzucił na bok. Ujął jego twarz w dłonie i złożył na jego ustach najczulszy pocałunek z możliwych.
- Masz słodką krew. - szepnął mu w usta.
- Wiem o tym. Ale ty nadal jesteś słodszy od niej. - Jonghyun ponownie wpił się w jego wargi. Key go nieco odsunął.
- Jonghyun... Nie możemy. Przestań, znowu się mną bawisz. Wiem, że mnie nie kochasz. - oznajmił przygnębionym głosem.
- To nie tak, że cię nie kocham... Ja po prostu nie wiem... Ale wiem, że jesteś dla mnie bardzo ważny i chcę być z tobą, chcę spróbować... - odpowiedział prawie niesłyszalnym tonem.
- S-słucham? Skąd ta zmiana? Kłamiesz... - Key był w szoku i jak zawsze się zarumienił.
- Nie kłamię. I to nie jest żadna zmiana, po prostu po bardzo długim czasie coś zrozumiałem. Słuchaj... - zaczął Jong. - Już od dłuższego czasu cię obserwuję, Taemin sporo mi o tobie opowiadał. Wiem, że nie masz rodziców, że jesteś samotny i cierpisz, że nienawidzisz marchewek i wesołych miasteczek, że umiesz gotować, lubisz się malować, łatwo się upijasz i zazwyczaj wtedy zostajesz gwiazdą wieczoru... wiem jaki jest twój ulubiony kolor. Wiem, że zgrywasz twardego, a tak naprawdę masz miękkie serce. Wiem bardzo dużo, ale bardzo długo zwlekałem by się zebrać na rozmowę... Nie mam pojęcia czemu, ale odkąd cię ujrzałem, pragnąłem cię mieć... ale nie sądziłem, że mógłbym coś do ciebie poczuć i po prostu się boję... Boję się, że to się może źle skończyć, dlatego miałem zamiar cię jedynie wykorzystać. Ale nie umiem nawet tego zrobić, nie zniosę dłużej patrzeć jak cierpisz, nie mógłbym cię skrzywdzić... - Jonghyunowi łamał się głos. - Więc... jak chcesz... - przełknął ciężko ślinę.
Key wtulił się z całych sił w umięśnione ramiona chłopaka i zaczął mu płakać w szyję.
- Nie wierzę w to co słyszę... Nie wiem, co powiedzieć... - złapał się kurczowo pleców blondyna i ocierał się głową o jego ramię. Jonghyun odwzajemnił uścisk, z początku dość niepewnie, ale później uścisnął go bardzo mocno. - Chyba tego chciałem... Okej, spróbujmy... - przerwał na chwilę i złapał głęboki oddech. - Kocham cię, więc zrobię wszystko, żeby nam wyszło, obiecuję. - zapewnił blondyna, łkając mu w koszulkę. Uniósł głowę do góry i zaciągnął się zapachem jego szyi, na której złożył subtelny pocałunek. Za chwilę napomknął maleńkimi całusami na jego szczękę, poprzez policzek, aż do ust. Wessał się w nie i zaczął je zachłannie całować. Rękami już go nie obejmował, tylko badał nimi każdy skrawek jego twarzy. Jonghyun jedynie odwzajemniał pieszczoty młodszego, bo nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. - Poradzimy sobie. - mruknął Key.

3 miesiące później, 23 wrzesień

Od momentu, gdy oboje postanowili dać sobie szansę, wszystko układało się zadziwiająco dobrze. Jong z każdym dniem otwierał się coraz bardziej przed swoim chłopakiem, a Key ciężko pracował, by mu pomóc. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, bardzo dużo rozmawiali, poznali się na wylot. W końcu przyszły urodziny Kibuma i Jonghyun zastanawiał się, co mógłby mu dać. Zadzwonił więc do Taemina, by się spotkać i poprosić o poradę.
- Mam jeden pomysł, ale oprócz tego chciałbym dać mu coś jeszcze. - powiedział do Tae.
- Powiedziałeś mu już, że go kochasz?
- Nie jeszcze.
- Idiota. - Taemin pstryknął go w nos.- Hmm. No nie wiem, może jakąś błyskotkę? On lubi takie rzeczy. - zaproponował i dalej się zastanawiał.
- Ma ich już tyle, że prawie mu oknami wypadają. Coś innego... Ehh, nie wiem co. - blondyn zaczął się irytować.
- Em. Mam coś, ale to wymaga odpowiedzialności...
- Nie ważne, będzie okej, - skwitował Jong.
- Key zawsze chciał mieć pieska, a właściwie to dwa. Za każdym razem powtarzał, że nazwałby je Comme Des i Garcons.
- Wspominał mi o tym wiele razy... Dobra. Powinno mu się spodobać. Dzięki Minnie. - powiedział starszy i pobiegł pospiesznie przed siebie. Tae nie zdążył nawet się pożegnać i uśmiechnął się jedynie.

Godzinę później Key zobaczył się z Lee. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Wykrzyczał młody wpadając w ramiona Kibuma i zaczął składać mu przeróżne życzenia. Potem poszli na lody, karaoke i do kina. Dzień dla Kima był iście wspaniały, chociaż z jednego powodu było mu strasznie przykro.
- Czemu jesteś taki rozbity? - zapytał Tae.
- A... to nic takiego. - chłopak unikał tematu i wbił wzrok w ziemię.
- No mów mi, przecież widzę. - złapał go za rękę spacerując po parku.
- Ehh... - westchnął. - Bo jest już wieczór, no i... Jonghyun chyba zapomniał o moich urodzinach... - wymamrotał markotnie. - W sumie urodziny to nic niezwykłego, pewnie jest zajęty... - wziął wdech i nadął policzki. Minnie ścisnął mocniej jego dłoń i zaczął biec, ciągnąc go za sobą. - Co ty robisz głuptasie? - zapytał przyjaciela od razu się ożywiając.
- Nie spinaj się tak i poczekaj. Na pewno pamięta. - młodszy puścił go i usiadł na trawie, za chwilę dołączył do niego Key i położył się obok.
- Mówisz... Mam nadzieję. - wypuścił w niebo rozkładając ręce.
- Na pewno. - zapewnił Tae spokojnym głosem i chuchnął w jego włosy. Niedługo potem telefon Kibuma wypadł na ziemię. - Patrz, miałem rację. - spojrzał w ekran komórki. - Powinieneś mieć włączony dźwięk głupku. - dokończył i podniósł go z trawy.
- Co? - zapytał starszy i spojrzał na kumpla. Ten pomachał mu jego własnością, na którą właśnie dzwonił Jong. - Dawaj! - wyrwał mu go i szybko wstał. Chodząc nerwowo w kółko odebrał połączenie.
- Ha-halo? - zapytał do słuchawki.
- Cześć Kibummie. - w odpowiedzi usłyszał głos ukochanego.
- Hej...
- Przyjdziesz dziś do mnie?
- Co? Yy, znaczy tak, pewnie! A kiedy?
- Za godzinę u mnie?
- No okej...
- Będę czekał, do zobaczenia.
Połączenie zakończone
Kibum schował telefon w spodnie, a na jego buzi pokazał się uśmiech, którego nie zdołał ukryć.
- Leć. - powiedział Taemin. - Miłego wieczoru. No i wiesz... nocy. - dokończył z szyderczym uśmieszkiem.
- Eh? Co ty znowu pleciesz... - chłopak się speszył. - Nieistotne, idę. Dziękuję za dzisiaj, kocham cię! - pomachał młodemu i pobiegł w stronę domu.
- Ja cię też, wariacie.

Key w poszukiwaniu najodpowiedniejszych ciuchów rozwalił prawie pół pokoju, w pośpiechu wziął prysznic, później ubrał na siebie dopasowane, czarne rurki z paskiem w ćwieki, do tego białą luźną koszulę i podwinął jej rękawy. Na powiekach namalował delikatne kreski eyelinerem i zaczesał ciemne, nadal dość wilgotne włosy do góry. Psiknął się ulubionymi perfumami, ubrał buty, zarzucił ramoneskę i opuścił mieszkanie. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz