środa, 30 września 2015

Bez względu na wszystko: Rozdział 1


Tytuł: Bez względu na wszystko
Pairing: JongKey
Gatunek: AU+smut
Ostrzeżenia: brak
+: Key zostaje oskarżony o coś, czego nie zrobił, ale i tak ponosi za to konsekwencje. Poznaje Jonghyuna, który pomaga mu znaleźć sprawcę. W międzyczasie zbliżają się do siebie, ale podejście Jonghyuna do Key wskazuje na to, że może nie przynieść to niczego dobrego.


Dźwięk dzwonka na lekcje rozniósł się po całej szkole. Gdy wszyscy uczniowie weszli do sali i zajęli miejsca, a historia niemal się zaczęła, do środka z hukiem wparował dyrektor.
- 2A! Kim Kibum! - niski mężczyzna po sześćdziesiątce wrzeszcząc wskazał palcem w kąt klasy. Siedział tam, a raczej leżał wspomniany przed chwilą Kibum, inaczej Key. Miał brązowe włosy za ucho, grzywkę, czarne, błyszczące oczy, małe usta i urocze dołki w policzkach.
Młody chłopak już zdążył przygotować sobie ławkę do drzemki i tym razem przytachał ze sobą nawet swoją ulubioną poduszkę ze Spongebobem, ale jak widać jego plany spaliły na panewce. Uniósł głowę do góry i ledwo otwartymi oczyma zlustrował krzyczącą postać. I na tym się skończyło, brunet zupełnie go zignorował i z powrotem zamknął swoje powieki.

Nie przeszkadzaj mi stary pajacu, śpiący jestem.

- Słuchaj mnie, ty cholerny, mały gówniaku! - mężczyzna wydarł się tak głośno, że Kibum aż podskoczył i w efekcie przyłożył czołem w stół.
- Co jest... - powiedział sam do siebie z wyraźnym grymasem na twarzy i ospale podniósł się z krzesła, czekając na jakieś wyjaśnienie ze strony dyrektora.
- Tu i teraz masz się przyznać. Inaczej poniesiesz konsekwencje i uwierz mi, że te twoje kreski na oczach rozpłyną się w trymiga! - rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu. Cała klasa zaczęła zanosić się prawie niesłyszalnym chichotem, raz po raz spoglądając na stojącego chłopaka.

O co mu znowu chodzi do cholery? Ten posiwiały zrzęda w okularach, sięgający mi do pępka jak zwykle ma jakieś problemy. 

- Do czego mam się przyznać? Nic nie zrobiłem. - zapytał młodszy kompletnie zdezorientowany i w dodatku wkurzony, że nie może spokojnie sobie pokimać.
- Więc szansa stracona. Mogłeś się przyznać i byłoby po problemie. Ale nie, twoja duma jak zwykle musi być ceniona bardziej niż własne życie! Twoje zachowanie jest karygodne i niedopuszczalne. - odpowiedział dyrektor, z nerwów czerwony jak burak. Key tylko unosił na zmianę brwi do góry i przewracał oczami, w ogóle nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
- Za dewastację szkolnego pomnika z moim wizerunkiem... masz przekichane. Przez 2 tygodnie będziesz po lekcjach na zmianę: roznosić nasze ulotki w mieście oraz uczyć podstawówkę matematyki i przyrody. Ponadto skosisz trawę na boiskach i wyszorujesz basen. Nie próbuj się bronić, mam dowody. - mężczyzna pokazał zdjęcia, na których Key niszczy pomnik. - To na tyle. Zaczynasz od dziś. Weekendy masz teoretycznie wolne, więc wówczas możesz zająć się sprzątaniem. - dodał okularnik. - Teraz proszę wrócić do lekcji, do widzenia. - skinął pani od historii i wyszedł z sali.
Key stał jak wryty i mimo, że zapamiętał każdy rozkaz nie mógł zrozumieć co się dzieje.
- Słucham?! Ktoś mnie wrobił, ja nic nie zrobiłem! - chłopak zaczął krzyczeć jednym tchem i machać rękoma we wszystkie strony świata.
- Kibum, proszę... Wszyscy widzieliśmy. Usiądź po prostu i pozwól mi prowadzić zajęcia. - nauczycielka bezceremonialnie go skwitowała i zaczęła lekcję.
- To jakiś absurd. - prychnął brunet wzdychając. Za chwilę zleciały się koło niego wszystkie dziewczyny z klasy i zaczęły się do niego przymilać. Na zmianę się przekrzykiwały: Wiemy, że to nie ty! Musiał ktoś cię wrobić! Jesteś cudowny, nie martw się! My będziemy z tobą! Będzie dobrze! Wesprzemy cię! Wierzymy tobie! Nie jesteś taki! Nie denerwuj się!
Nauczycielka nie potrafiła nad nimi zapanować, a wnerwienie Key osiągnęło apogeum. Chłopak gwałtownie wstał.
- Zamknijcie się wreszcie, jesteście głupie jak but! Mam już was wszystkich po dziurki w nosie. - pchnął ławkę i zabierając torbę oraz poduszkę pewnym krokiem wyszedł z klasy, zatrzaskując za sobą drzwi.
Idąc korytarzem natknął się na jakiegoś randomowego ucznia.
- Zejdź mi z drogi. - syknął.
Podszedł do automatu i kupił kawę. Lekcje nadal trwały, więc w budynku i poza panowała cisza. Chłopak wyszedł na zewnątrz i zaczął zmierzać w swoje miejsce. Gdy już dotarł do swojego cichego zaułku nieopodal boiska, którym była zwyczajna, maleńka polana otoczona niskimi drzewami, jeszcze bardziej się wkurzył. Leżał tam jakiś chłopak o blond włosach. Już chciał się wydrzeć, że zajmuje jego miejscówkę, jednak podchodząc bliżej zauważył, że ten śpi w najlepsze. Westchnął głęboko i zaczął się zastanawiać, gdzie jeszcze znajdzie jakieś zacisze.

W sumie, nie ważne... Tu jest cicho, a on śpi. Chyba nie będzie mi przeszkadzać. 

Key upił łyka gorącej kawy i usiadł na trawie, rozprostowując nogi.

- Dalej nie wiem, o co chodzi. Co za frajer wciągnął mnie w coś takiego. Jak tylko się dowiem, to powyrywam mu nogi z dupy. - zaczął prowadzić monolog, o czym zorientował się dopiero gdy kolega obok zaczął się wiercić.

Kurde, znowu za głośno myślę.

- Ehh... - jęknął blondyn i odwrócił się w stronę bruneta, podnosząc ciało do pozycji siedzącej. Przetarł oczy dłonią i ziewnął. - Uh. Nawet wyspać się nie można. Gdybyś chociaż gadał coś sensownego, a nie myślisz tylko o tym, żeby komuś zrobić krzywdę. - spojrzał na Key z wyrzutem.
- Eh? Co? Chcesz coś jeszcze dodać? Nie dość, że przesiadujesz w moim miejscu to jeszcze odzywasz się nie znając sytuacji. Kim ty w ogóle jesteś? - brunet zasypał go pytaniami, patrząc na niego z pogardą.
- Jestem Kim Jonghyun, z trzeciej klasy. A poza tym pytając kogoś o imię, sam najpierw powinieneś się przedstawić. To raz. A dwa, to złość piękności szkodzi, więc uważaj, bo kreski ci się rozmażą. A trzy, to może w takim razie opowiesz mi o tej całej sytuacji? - Jong zaczął mu się uważnie przyglądać. Był całkowicie rozluźniony, aż za bardzo. Usiadł po turecku i oparł łokcie o kolana, a o nie brodę. Miał czekoladowe oczy o głębokim spojrzeniu i malinowe, pełne usta. Wykrzywił je w przyjaznym uśmiechu.
- Yy. Kim Kibum, z drugiej klasy. Mów Key. Niby dlaczego miałbym ci o tym opowiadać? I jeszcze raz powiesz coś o moich kreskach, to nie ręczę za siebie. I w ogóle to powinieneś teraz być na lekcji, a nie wagarować. - odpowiedział młodszy z irytacją wymalowaną na buzi. Mimo tego, czuł się dziwnie komfortowo przy tym chłopaku, a dopiero co go poznał.
- I kto to mówi. Jeśli zamierzasz prawić mi morały, to powinieneś najpierw sprawić je sam sobie. Z tego co widzę, też tutaj jesteś. - zripostował starszy, nadal się uśmiechając.
- Boże, dobra, zamknij się już. Po prostu chciałem sobie zwyczajnie pospać na lekcji, a tu nagle wparowuje dyro, taki wściekły jak nigdy. Zaczyna wrzeszczeć, że zdewastowałem mu ten śmieszny pomnik. A ja nic o tym nie wiem. W dodatku ktoś podrzucił mu zdjęcia - ,,dowody zbrodni'', pewnie przerobione w Paintcie. Teraz muszę przez dwa tygodnie robić jakieś głupoty, nawet nie mogąc się wytłumaczyć. To jest jakaś paranoja. Chore. - powiedział Kibum na jednym wdechu i wyciągnął się na trawie, rozkładając ręce i obserwując niebo.
- Więc skoro to nie ty, to ktoś musiał ci zrobić głupi żart. Ale dlaczego? Wiesz może kto to może być? - przejął się Jonghyun.
- Nie mam zielonego pojęcia kto i nie wiem też dlaczego. Nikomu się nie naprzykrzam i mam wszystko głęboko w poważaniu. To cholernie wnerwiające. - odrzekł blondynowi. Key się nieco uspokoił i wyrównał oddech.
- No nic. Na pewno uda się go nakryć. Pomogę ci. Ale nie ma nic za darmo. - starszy przybliżył się na niebezpieczną odległość do twarzy Key, a ten momentalnie usiadł, dystansując Jonga.
- Co ty wyprawiasz? Nie potrzebuję twojej pomocy, dzięki. - chciał zakończyć młodszy Kim i odwrócił wzrok w bok.
- Weź wyluzuj, chłopcze. Poza tym wiem, że każda pomoc jest przydatna, a dyrektor bardzo mnie faworyzuje. - odpowiedział Kibumowi, a ten jedynie wybełkotał jakieś niezrozumiałe słowa. - Powiedziałeś, że to twoje miejsce. W takim razie od dzisiaj jest to też moje, bądź nasze miejsce. Jak się zgodzisz, znajdę tego kretyna. - Jonghyun wziął w dłoń kubek kawy Key i wypił do końca.
- Matko boska, czy ty musisz się wszędzie wtrącać. Dawaj mi ten kubek. I dobra, zgadzam się, bo i tak nie sądzę, że gdyby moja odpowiedź brzmiała inaczej, tak łatwo byś odpuścił przychodzenie tutaj. - brunet wyrwał mu z dłoni kubek, który niestety już był pusty. Zmarszczył brwi, a Jong zaśmiał się głośno i wstał.
- Umowa stoi. Teraz wracam na lekcje, możesz się napawać samotnością. Miło było cię poznać, do zobaczenia! Ki-bu-mmie! - niemalże wyśpiewał radośnie i zaczął się oddalać. - PS. Fajną masz poduszkę, straaaasznie męska! - krzyknął z daleka wystawiając język. Pomachał ręką i zniknął Kibumowi z oczu. Brunet uderzył się dłonią w czoło, w geście zażenowania.
- Rety, co za imbecyl. Na dodatek starszy, a głupszy i niższy. Eh. Ale... co tam. - powiedział cicho sam do siebie.

Kibummie... Głupek.


Key do końca dnia nie stawił się na żadnej z pozostałych lekcji. Poszedł jedynie po ulotki i ruszył w miasto. Był marzec, wczesna wiosna, więc mrok zapadał jeszcze dość szybko. Chłopak przez kilka godzin zaiwaniał po Seulu, żeby promować szkołę. Wysłannicy dyrektora co jakiś czas przychodzili sprawdzić, czy brunet przypadkiem się nie obija.
- Key? Co ty tutaj robisz? - z którejś strony do Kibuma dotarł znajomy głos. Był to jego o dwa lata młodszy przyjaciel Taemin. Miał pełną, okrągłą buźkę, bardzo duże usta i kasztanowe włosy. Key na dźwięk jego słów odwrócił się do niego. Na jego twarzy odruchowo zawitał uśmiech, który Tae zawsze wywoływał swoją uroczą postawą i kochanym charakterem.
- Nic... jakiś pajac ze szkoły wrobił mnie w jakieś głupoty i teraz muszę za to odpowiadać. Spoko, nie ujdzie mu to na sucho. Jak skończę to udowodnię temu staremu dziadowi, że to nie ja, a temu idiocie bardzo dobitnie wyperswaduję takie zabawne żarciki. - odparł Key.
- Boże, co to za frajer?! Ale mu nakopię!!! - wykrzyczał Tae. Gdy się złościł zaciskał mocno pięści i wykrzywiał brwi, co sprawiało, że wyglądał naprawdę przesłodko.
- Spokojnie Minnie. - Key aż się zaśmiał. W końcu był szczęśliwy tego dnia. Położył rękę na głowie przyjaciela i poczochrał go po włosach. -  Nie martw się, będzie dobrze. - dodał. Tae w grymasie wystawił dolną wargę na wierzch.
- Kiedy kończysz? - zapytał młody chłopak.
- Teraz. Jak weźmiesz tą ostatnią głupią ulotkę. A co? Chcesz mnie gdzieś porwać, hm? - zapytał Taemina.
- No, w końcu piątek dzisiaj! Moi rodzice i brat wyjechali na weekend, więc robię nockę w domu, będzie parę moich kumpli. Właściwie dlatego wyszedłem na miasto, zakupy i takie tam. No choooodź, nie daj się prosić! Bummie! - Tae nadął policzki i zawiesił się Kibumowi na szyi. Starszy zachichotał po cichu.
- No dobra, niech ci będzie. Jesteś uroczy i mówisz do mnie Bummie, tylko dlatego się zgadzam. I nie pijesz nic, pamiętaj. - odpowiedział z westchnieniem Key.
- Kocham cię, hyung! - złapał go za rękę. - To chodźmy. - dodał i pociągnął go za nadgarstek.
- No, ja cię też... - wymamrotał Key w plecy Taemina, bo ten zdążył już go za sobą powlec.

Po drodze do domu wstąpili do sklepu po pepero, jakieś chipsy, picie i soju dla Kibuma. Na zewnątrz zrobiło się nieprzyjemnie chłodno i ciemno. Chłopcy szli objęci ramieniem i przez całą drogę zawzięcie rozmawiali i się śmiali. Pół godziny później byli już przed drzwiami Tae.
- Kto tak właściwie będzie? - zapytał obojętnym tonem Key.
- Dwoje moich znajomych z klasy i jeden chłopak z trzeciej liceum. Chyba chodzi z tobą do szkoły. - odpowiedział Taemin i wszedł do mieszkania. - Chodź.

Ze mną do szkoły? Jak okaże się, że to Jonghyun, to chyba się załamię. 

Key wszedł do mieszkania za swoim przyjacielem i ściągnął buty. Z tego co słyszał, już wszyscy na nich czekali. Poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
- Cześć. - przywitał się z dwoma chłopakami. Jeden nazywał się Kai, a drugi Chen. Wyglądali na bardzo przyjaznych i dobrych ludzi, dlatego Kibumowi od razu ulżyło, w końcu na pewno traktowali Taemina tak jak należy.
Gospodarz domu zajął się swoimi kolegami i praktycznie bez przerwy grali na konsoli i objadali się chrupkami. Key mimo wszystko jest starszy i trochę się nudził, ale najwyraźniej nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, bo i tak czuł się tam jak u siebie. Jedyne co, to zastanawiał się co z tym trzecim chłopakiem. Skoro był z jego szkoły, mógłby się z nim jakoś dogadać.
- Minnie? Nie miało być kogoś jeszcze? - zapytał młodego.
- Yy.. No... Zaraz... No kurde, przegrałem!!!... Tak, zaraz powinien być... - wydukał zdenerwowany Tae, nadal zaaferowany grą. Key uśmiechnął się w duchu przez widok tego małego, uroczego chłopca.
Kibum poszedł do kuchni i zrobił sobie drinka, po czym wyszedł na balkon. Tak jak powiedział jego przyjaciel, za chwilę rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Niezbyt chciało mu się wracać do pokoju, więc pomyślał, że jak ten chłopak będzie chciał się poznać to przyjdzie sam. Nie trzeba było wiele czasu, a na balkonie pojawił się ,,nieznajomy" i zasłonił Kibumowi oczy dłońmi. Brunet z zaskoczenia delikatnie podskoczył.
- Ki-bu-mmie! - wyrecytował mu sylabami do ucha. Key ściągnął jego ręce ze swoich powiek i odwrócił się w stronę nowej osoby, wytrzeszczył oczy na chwilę i parsknął śmiechem.

Tylko on mógł powiedzieć do mnie w ten sposób. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz