środa, 30 września 2015

Bez względu na wszystko: Rozdział 6 (ostatni)


Stanął przed domem Jonghyuna i nabrał powietrza. Zapukał kilka razy, ale nikt mu nie otwierał. Drzwi były otwarte, więc zdecydował wejść do środka. Zamknął je na klucz i ściągnął obuwie. 
- Jonghyun? - zapytał w przestrzeń. - Gdzie jesteś?
Chciał wejść głębiej, ale nagle przed twarzą pojawił mu się starszy Kim. Key momentalnie podskoczył.
- Matko boska Jonghyun, nie strasz mnie...
- Przepraszam, byłem w drugim pokoju i cię nie sły... - blondyn się zaciął i zlustrował chłopaka od góry do dołu. Po jego ciele przeszły ciarki i nieznacznie się wzdrygnął. - Woaah... Wyglądasz... inaczej... - powiedział głośno wzdychając. 
- Nie podoba ci się? - zapytał z rozczarowaniem młodszy.
- Nie, to nie to... Jesteś najpiękniejszy... I dlatego... Eh, po prostu wystawiasz mnie na próby. - Jong się zawstydził i przegryzł wargę. - Wyglądasz cudownie, nie mogę się napatrzeć. - podszedł do niego i pocałował w usta, gryząc je delikatnie i cicho śmiejąc się w nie przez pocałunek. 
- Zawstydzasz mnie... - wydusił z siebie skrępowany i odwzajemnił pieszczotę.
- Tak jest dobrze... - szepnął brunetowi do ucha i odsunął się od niego. Wziął z szafki obok chustkę i spojrzał na chłopaka. - Mam dla ciebie niespodziankę.
- Co? Nie trzeba... - Key zaczął machać dłońmi. Jong położył mu palec na wargach i uciszył.
- Cii... - przewiązał mu oczy chustką i nachylił się nad jego karkiem. - Myślałeś, że zapomniałem o urodzinach własnego chłopaka? Nieładnie... - przejechał czubkiem nosa od szczęki do jego uszka. Kibum wydał z siebie cichy jęk. 
- Łaskoczesz mnie... - wyszeptał. Niższy złapał go za nadgarstek i ostrożnie wprowadził do salonu. 
- Nie patrz, jeszcze nie. - bez przerwy powtarzał. Wreszcie go wypuścił i odszedł na kilka kroków. - Już możesz ściągnąć. - oznajmił i złapał się ręką za szyję. Key ściągnął z oczu materiał i zaniemówił. Na stole były tort, świece, jedzenie i wino. - Jeszcze coś. - Jonghyun otworzył drzwi od sypialni i do pokoju wparowały dwa, maleńkie pudelki, jeden brązowy, drugi czarny, uroczo szczekając i kołysząc się na swoich małych łapkach. Brunet przylgnął plecami do ściany i założył ręce na twarz, wytrzeszczając oczy. Zaczął się śmiać przez dłonie i zsunął się na ziemię siadając na niej. - Wszystkiego najlepszego kochanie. Nazwiemy je Comme Des i Garcons. Co ty na to?- zapytał blondyn i podszedł do zwierzaków, miziając je za uszkami. Przy okazji zahaczył o wieżę stereo i puścił muzykę.
- O nie... żartujesz... - Key potrząsnął głową na boki z niedowierzania. - Naprawdę... - znowu się popłakał i podniósł do góry. Jak dziecko wyciągnął ręce do Jonga i powstrzymywał łzy podchodząc do niego. - Chodź do mnie... - powiedział łkając. Starszy wstał i przytulił chłopaka. 
- Czemu ty znowu ryczysz bekso, powinieneś się cieszyć, w końcu to twoje urodziny... - uścisnął go mocno. Ten jeszcze bardziej się rozryczał i rozpaczliwie złapał go za plecy. 
- Kocham cię, kocham cię, kocham cię, kocham cię. Jesteś najwspanialszy na świecie, cholera, dziękuję ci tak strasznie, strasznie... - zaczął go obdarowywać pocałunkami po karku i szyi. 
- Przesadzasz głupku... daj spokój. - odpowiedział i pogłaskał go po głowie. 
- Nie dam nigdy...
- Uspokój się już i choć zdmuchnąć świeczki. Co to za urodziny bez tortu i życzenia? - zapytał retorycznie i oboje podnieśli się do góry.
- Mhm...
Usiedli przy stole i starszy zapalił świeczki. 
- Pomyśl życzenie i zdmuchnij ogień. - powiedział do Key. 
- Już. - odrzekł po kilku sekundach i dmuchnął, gasząc wszystkie co do jednej.
- Tak szybko? Mam nadzieję, że nie pomyślałeś o niczym głupim.
- Pomyślałem, że chciałbym być z tobą do końca życia. - rzekł bez zastanowienia.
- Idioto, serio... Życzeń nie mówi się na głos... Rety... - Jong uderzył otwartą ręką w czoło. 
- No co... ale ja naprawdę tego chcę... - Kibum wysunął wargi na wierzch przybierając przy tym bardzo słodki wyraz twarzy. Blondyn się zaśmiał i stanął naprzeciw niego.
- Jesteś przesłodki, mówiłem ci? - objął jego twarz dłońmi.
- Mhm... - mruknął. Jonghyun musnął tkliwie jego czoło zamykając przy tym powieki. 
- Wiem, że chcesz. Ja też chcę. Uwierzysz mi, jak powiem, że cię kocham? - zapytał spoglądając mu w tęczówki. Key zatkało i nie wykrztusił z siebie ani słowa. 
- Kocham cię... i chyba jestem uzależniony... Nie mógłbym żyć bez ciebie. - szepnął zerkając w bok. - Tylko nie płacz znowu, błagam cię. - przejechał mu palcem po policzku. Brunet uśmiechnął się szeroko ukazując swoje śliczne dołeczki. 
- Kocham te dołeczki, ten uśmiech, te oczy, te włosy... kocham całego ciebie. Chociaż przyznam, że wolę gdy masz grzywkę jak zazwyczaj, nie musisz się aż tak starać... - zachichotał niższy i poprawił Kibumowi fryzurę. - Jesteś moim życiem. -  zakończył. Key o dziwo się nie popłakał, a uśmiechnął od ucha do ucha. Wplątał palce we włosy starszego i zaczął łapczywie całować jego usta.
- Key, już nie mogę dłużej czekać... - wysapał. - Pragnę cię... - Jong złapał chłopaka za ramię i pociągnął w stronę sypialni, tuż przed nią opierając go o ścianę. Ani na chwilę nie przerywając pocałunków przylgnął do niego ciałem i rozsunął jego nogi swoim kolanem. Złapał go delikatnie za gardło i przejechał koniuszkiem języka po jego szczęce. Czuł pod swoją dłonią jak Kibum ciężko przełyka ślinę. Był cały gorący i lekko drgał. Nie chciał pozostać bierny, więc wsunął łapki pod koszulkę Jonghyuna i wbił paznokcie w jego umięśnione plecy. Blondyn uśmiechnął się i sunął nosem po jego szyi aż dotarł do obojczyków, na których pozostawiał ślady całusów. 
- J-ja też cię pragnę... - niemal wyjęczał młodszy i wessał się w jego wargi. Jong zaciągnął go do pokoju po drodze rozpinając mu kilka guzików od koszuli. Pchnął go na łóżko i usiadł na kolanach przed nim. Zdecydowanym ruchem ściągnął z siebie koszulkę, a gdy Key ujrzał jego nagi brzuch, plecy, ramiona - przeszedł go jeszcze dobitniejszy dreszcz podniecenia. Znowu zaczęli skradać sobie liczne, namiętne pocałunki, przy czym starszy Kim do końca rozpiął ciuch chłopaka i zdjął go z niego. Napierając na niego sprawił, że Kibum wylądował na plecach, a on znalazł się kilkanaście centymetrów nad nim. Patrząc sobie w oczy Jong nachylił się nad nim i zatopił się w jego ustach. Złapał jego obie ręce w nadgarstkach i ułożył je nad Key. Klatka piersiowa młodego unosiła się nierówno pod wpływem szybkiego bicia serca. Blondyn najpierw ocierał swoim kroczem o jego, a potem wilgotnymi wargami pieścił kolejno szyję, obojczyki, brzuch. Brunet wygiął się delikatnie odchylając głowę do tyłu i zacisnął zęby, podczas gdy jego chłopak językiem wymalował ścieżkę od jego brzucha aż do ust. 
- Masz idealne ciało, gładkie, blade, słodkie... Zaraz oszaleję... - mruknął mu Jonghyun do ucha. Przesunął dłoń po jego boku aż dotarł do paska od spodni, który powoli zaczął rozluźniać. Key zadrżał i westchnął głośno. Ręce miał już wolne, więc z powrotem albo bawił się jego włosami albo badał paznokciami jego plecy. Za chwilę dotarł nią do spodni starszego i rozsunął zamek, dotykając jego miejsc intymnych. Jong zabrał jego rękę i wsunął swoją w dżinsy Key, napomykając przez bokserki na jego męskość. Chłopak zadygotał i przewrócił głowę na bok, a niższy muskał go wargami po szyi. Opuszkami palców pieścił krocze chłopaka, drugą dłonią do końca rozpiął czarne rurki i opuścił je z jego nóg. Kibum nie mógł się dłużej powstrzymywać i w końcu jego członek zaczął twardnieć. Jonghyun składał buziaki na jego biodrach i zębami rozpoczął zsuwać jego bokserki, przy czym Key się strasznie skonsternował. 
- Jjong... Trochę się wstydzę, że już jestem... a ty nie... no wiesz... - wymamrotał cały czerwony na buzi.
- Spokojnie, przecież nie masz czego... - zlekceważył blondyn i do końca zdjął z niego bieliznę. Lada moment ściągnął także z siebie spodnie i jeszcze na chwilę z dołu spojrzał na twarz Key. Pochylił się nad jego męskością i zaczął dotykać ją wargami. Pobawił się tak jakiś czas i ujął ją w usta, powoli nimi poruszając. Wolną dłonią masował jego płaski brzuszek. Kibum wydawał z siebie głośne jęki i wypuszczał niezrozumiałe wyrazy, ściskając w pięściach pościel. Jonghyun nie przerywał swojego zadania, a młody zreflektował się, że za długo tak nie pociągnie. 
- Jong-hyun... Przestań, b-bo nie wytrzymam... Chodź d-do mnie... - wydyszał. Jong grzecznie wysłuchał kochanka i oderwał się od jego członka. Rozebrał się do końca i położył na Key.
- Teraz ja... - powiedział brunet i zaczął energicznie poruszać dłonią jego penisa. Starszy cichutko pojękiwał opierając swoje czoło o Kibuma. - Powiedz mi, jak będziesz gotowy...
- Już jestem. - odrzekł bez zwątpienia. - To ty raczej powinieneś... Jesteś pewien, że chcesz? - zapytał Jong patrząc mu w tęczówki.
- T-tak, jestem pewien... - odsapnął. - Tylko, że ja nigdy tego nie robiłem... - zrobiło mu się trochę niezręcznie.
- Głupku, przecież wiem o tym, jesteśmy razem. - zaśmiał się. - Po prostu się rozluźnij, będzie w porządku. - zapewnił. Key uniósł dłoń i umieścił opuszki palców na wargach Jonghyuna, badając je milimetr po milimetrze. 
- Masz najsłodsze usta na świecie... Pełne, słodkie. Wyglądają jak maliny, kocham je... - przymrużył oczy i nadal gładził je kciukiem. 
- Proszę cię... Jeszcze się zarumienię. - zachichotał blondyn kąsając leciutko jego kciuka.
- Chcę tego i chcę ciebie, więc możesz już... - powtórzył się młody. Jong rozłożył jego ręce i wplątał w nie swoje, przyciskając do kołdry.
- Może trochę zaboleć, po prostu patrz na mnie. - oznajmił.
- Mhm. - odjęknął. Gdy starszy łagodnie zaczął wchodzić w chłopaka, ten ścisnął jego dłonie i wygiął się w łuk. Wykrzywił twarz w bólu, a z jego oka popłynęła łza. Jonghyun to zobaczył i pocałunkami starł łzę z policzka.
- Rozluźnij się skarbie. - szepnął do niego, a Key zamknął oczy. Stopniowo poruszał się coraz szybciej, ból zmalał, aż w końcu zupełnie ustał i zmienił się w nieopisaną ekstazę. Kibum wił się na łóżku, co chwilę przekręcając głowę. Jong obdarowywał każdy fragment jego szyi całusami, a jego kosmyki włosów bezładnie opadały na bruneta i przyjemnie łaskotały go po skórze. Złączeni w jedność całkowicie oddali się rozkoszy, oddychając ciężko w tym samym tempie. Czuli się cudownie, jak w niebie - o ile Jonghyun nie raz praktykował takie zabawy, o tyle tym razem było to coś absolutnie wyjątkowego, już nigdy nie chciał dotknąć nikogo innego poza nim. Key wszystko wirowało dookoła, był tylko on i jego nieznośny Jong, którego tak szalenie kochał. Mógłby do końca życia mieszkać z nim na bezludnej wyspie i cieszyć się wzajemną obecnością, choćby miał jeść sam piasek i pić wodę z oceanu. Gdy oboje prawie osiągnęli apogeum, spojrzeli na siebie i bez słów się zrozumieli. Jonghyun chciał przeżyć tą chwilę jednocześnie z Kibumem, dlatego zwolnił, by za chwilę odpłynąć w totalnym uniesieniu. Key wydał z siebie głośny jęk, ciała obojgu zaczęły drżeć. Przeszył ich dreszcz podniecenia od góry do dołu, przed oczami chwilowo zrobiło się ciemno. Żadne z nich nie doświadczyło nigdy tak przyjemnej chwili. Jong wyszedł z chłopaka i opadł na niego bezsilnie, przykrywając go całym ciałem. Kibum jeszcze dość mocno poruszony objął dłońmi jego spocone, gorące plecy, a po jego twarzy spłynęły krople potu. Rozluźnił się i oparł brodę o jego ramię.
- Wszystko w porządku Bummie? - zapytał z troską Jonghyun i przewrócił się na łóżko.
- Tak... Przytul mnie... - odpowiedział i przysunął się do chłopaka. Wsunęli się pod kołdrę, a Key wtulił się jak małe dziecko w rozgrzane ciało Jonga, zaciągając się jego zapachem. Czuł się w nim bardziej bezpiecznie niż gdziekolwiek, kiedykolwiek. Starszy zamknął go w objęciu i bawił się kosmykami jego włosów. - Zostaniesz ze mną do końca, na zawsze? - spojrzał w górę w oczy blondyna.
- Nigdzie się nie wybieram. - odpowiedział i ucałował go w czoło. Kibum przylgnął do jego klatki piersiowej i uśmiechnął się, gładząc rękami jego plecy. Kilka minut później pogrążyli się w głębokim śnie, przywarci do siebie. 
Niemożliwi do rozłączenia, bez względu na wszystko.

*
Lol. Tak naprawdę to miał być one shot, ale wyszedł za długi, więc podzieliłam go na części... Mam nadzieję, że się spodoba. Niedługo wrzucę shota JongTae z wampirkami :3 A jeśli chodzi o opowiadanie Ace, to jestem w trakcie pisania i nie mam teraz kompletnie weny na niego, nie wiem kiedy wróci... 
Dobranoc~~

Bez względu na wszystko: Rozdział 5


- Łał... Ale masz piękne mieszkanie. Rodzice cię odwiedzają, prawda? - zapytał Key rozglądając się po wnętrzu jego domu. Blondyn przytaknął głową. - Um... Idź do pokoju, zaraz do ciebie przyjdę. - powiedział Kibum i poszedł do łazienki. Wziął wodę utlenioną, waciki i małe plastry. Wyszedł na korytarz i szybko znalazł pokój Jonghyuna. - Usiądź na łóżku... - rozkazał chłopakowi i usiadł naprzeciw niego. Jong nie odezwał się ani słowem. Key nalał wodę na wacik i przetarł nim wargę starszego. 
- Auć! - wzdrygnął się i jęknął. - To szczypie, bądź delikatniejszy. - powiedział błagalnym tonem.
- Jak nie będziesz się wierzgać, to nie będzie boleć, proste. - uważnie patrząc na jego usta pocierał po nich wacikiem, aż krew całkowicie zniknęła. Jonghyun już nie narzekał, tylko obserwował Key. 
- Jeszcze plaster... - brunet zaaferowany sytuacją odkleił plaster. 
- Nie, zostaw. - Jong zabrał mu z ręki plasterek i rzucił na bok. Ujął jego twarz w dłonie i złożył na jego ustach najczulszy pocałunek z możliwych.
- Masz słodką krew. - szepnął mu w usta.
- Wiem o tym. Ale ty nadal jesteś słodszy od niej. - Jonghyun ponownie wpił się w jego wargi. Key go nieco odsunął.
- Jonghyun... Nie możemy. Przestań, znowu się mną bawisz. Wiem, że mnie nie kochasz. - oznajmił przygnębionym głosem.
- To nie tak, że cię nie kocham... Ja po prostu nie wiem... Ale wiem, że jesteś dla mnie bardzo ważny i chcę być z tobą, chcę spróbować... - odpowiedział prawie niesłyszalnym tonem.
- S-słucham? Skąd ta zmiana? Kłamiesz... - Key był w szoku i jak zawsze się zarumienił.
- Nie kłamię. I to nie jest żadna zmiana, po prostu po bardzo długim czasie coś zrozumiałem. Słuchaj... - zaczął Jong. - Już od dłuższego czasu cię obserwuję, Taemin sporo mi o tobie opowiadał. Wiem, że nie masz rodziców, że jesteś samotny i cierpisz, że nienawidzisz marchewek i wesołych miasteczek, że umiesz gotować, lubisz się malować, łatwo się upijasz i zazwyczaj wtedy zostajesz gwiazdą wieczoru... wiem jaki jest twój ulubiony kolor. Wiem, że zgrywasz twardego, a tak naprawdę masz miękkie serce. Wiem bardzo dużo, ale bardzo długo zwlekałem by się zebrać na rozmowę... Nie mam pojęcia czemu, ale odkąd cię ujrzałem, pragnąłem cię mieć... ale nie sądziłem, że mógłbym coś do ciebie poczuć i po prostu się boję... Boję się, że to się może źle skończyć, dlatego miałem zamiar cię jedynie wykorzystać. Ale nie umiem nawet tego zrobić, nie zniosę dłużej patrzeć jak cierpisz, nie mógłbym cię skrzywdzić... - Jonghyunowi łamał się głos. - Więc... jak chcesz... - przełknął ciężko ślinę.
Key wtulił się z całych sił w umięśnione ramiona chłopaka i zaczął mu płakać w szyję.
- Nie wierzę w to co słyszę... Nie wiem, co powiedzieć... - złapał się kurczowo pleców blondyna i ocierał się głową o jego ramię. Jonghyun odwzajemnił uścisk, z początku dość niepewnie, ale później uścisnął go bardzo mocno. - Chyba tego chciałem... Okej, spróbujmy... - przerwał na chwilę i złapał głęboki oddech. - Kocham cię, więc zrobię wszystko, żeby nam wyszło, obiecuję. - zapewnił blondyna, łkając mu w koszulkę. Uniósł głowę do góry i zaciągnął się zapachem jego szyi, na której złożył subtelny pocałunek. Za chwilę napomknął maleńkimi całusami na jego szczękę, poprzez policzek, aż do ust. Wessał się w nie i zaczął je zachłannie całować. Rękami już go nie obejmował, tylko badał nimi każdy skrawek jego twarzy. Jonghyun jedynie odwzajemniał pieszczoty młodszego, bo nie był w stanie wydusić z siebie ani słowa. - Poradzimy sobie. - mruknął Key.

3 miesiące później, 23 wrzesień

Od momentu, gdy oboje postanowili dać sobie szansę, wszystko układało się zadziwiająco dobrze. Jong z każdym dniem otwierał się coraz bardziej przed swoim chłopakiem, a Key ciężko pracował, by mu pomóc. Spędzali ze sobą mnóstwo czasu, bardzo dużo rozmawiali, poznali się na wylot. W końcu przyszły urodziny Kibuma i Jonghyun zastanawiał się, co mógłby mu dać. Zadzwonił więc do Taemina, by się spotkać i poprosić o poradę.
- Mam jeden pomysł, ale oprócz tego chciałbym dać mu coś jeszcze. - powiedział do Tae.
- Powiedziałeś mu już, że go kochasz?
- Nie jeszcze.
- Idiota. - Taemin pstryknął go w nos.- Hmm. No nie wiem, może jakąś błyskotkę? On lubi takie rzeczy. - zaproponował i dalej się zastanawiał.
- Ma ich już tyle, że prawie mu oknami wypadają. Coś innego... Ehh, nie wiem co. - blondyn zaczął się irytować.
- Em. Mam coś, ale to wymaga odpowiedzialności...
- Nie ważne, będzie okej, - skwitował Jong.
- Key zawsze chciał mieć pieska, a właściwie to dwa. Za każdym razem powtarzał, że nazwałby je Comme Des i Garcons.
- Wspominał mi o tym wiele razy... Dobra. Powinno mu się spodobać. Dzięki Minnie. - powiedział starszy i pobiegł pospiesznie przed siebie. Tae nie zdążył nawet się pożegnać i uśmiechnął się jedynie.

Godzinę później Key zobaczył się z Lee. Wszystkiego najlepszego z okazji urodzin! Wykrzyczał młody wpadając w ramiona Kibuma i zaczął składać mu przeróżne życzenia. Potem poszli na lody, karaoke i do kina. Dzień dla Kima był iście wspaniały, chociaż z jednego powodu było mu strasznie przykro.
- Czemu jesteś taki rozbity? - zapytał Tae.
- A... to nic takiego. - chłopak unikał tematu i wbił wzrok w ziemię.
- No mów mi, przecież widzę. - złapał go za rękę spacerując po parku.
- Ehh... - westchnął. - Bo jest już wieczór, no i... Jonghyun chyba zapomniał o moich urodzinach... - wymamrotał markotnie. - W sumie urodziny to nic niezwykłego, pewnie jest zajęty... - wziął wdech i nadął policzki. Minnie ścisnął mocniej jego dłoń i zaczął biec, ciągnąc go za sobą. - Co ty robisz głuptasie? - zapytał przyjaciela od razu się ożywiając.
- Nie spinaj się tak i poczekaj. Na pewno pamięta. - młodszy puścił go i usiadł na trawie, za chwilę dołączył do niego Key i położył się obok.
- Mówisz... Mam nadzieję. - wypuścił w niebo rozkładając ręce.
- Na pewno. - zapewnił Tae spokojnym głosem i chuchnął w jego włosy. Niedługo potem telefon Kibuma wypadł na ziemię. - Patrz, miałem rację. - spojrzał w ekran komórki. - Powinieneś mieć włączony dźwięk głupku. - dokończył i podniósł go z trawy.
- Co? - zapytał starszy i spojrzał na kumpla. Ten pomachał mu jego własnością, na którą właśnie dzwonił Jong. - Dawaj! - wyrwał mu go i szybko wstał. Chodząc nerwowo w kółko odebrał połączenie.
- Ha-halo? - zapytał do słuchawki.
- Cześć Kibummie. - w odpowiedzi usłyszał głos ukochanego.
- Hej...
- Przyjdziesz dziś do mnie?
- Co? Yy, znaczy tak, pewnie! A kiedy?
- Za godzinę u mnie?
- No okej...
- Będę czekał, do zobaczenia.
Połączenie zakończone
Kibum schował telefon w spodnie, a na jego buzi pokazał się uśmiech, którego nie zdołał ukryć.
- Leć. - powiedział Taemin. - Miłego wieczoru. No i wiesz... nocy. - dokończył z szyderczym uśmieszkiem.
- Eh? Co ty znowu pleciesz... - chłopak się speszył. - Nieistotne, idę. Dziękuję za dzisiaj, kocham cię! - pomachał młodemu i pobiegł w stronę domu.
- Ja cię też, wariacie.

Key w poszukiwaniu najodpowiedniejszych ciuchów rozwalił prawie pół pokoju, w pośpiechu wziął prysznic, później ubrał na siebie dopasowane, czarne rurki z paskiem w ćwieki, do tego białą luźną koszulę i podwinął jej rękawy. Na powiekach namalował delikatne kreski eyelinerem i zaczesał ciemne, nadal dość wilgotne włosy do góry. Psiknął się ulubionymi perfumami, ubrał buty, zarzucił ramoneskę i opuścił mieszkanie. 

Bez względu na wszystko: Rozdział 4


Niedziela i cały tydzień szkolny minęły szybciej, niż się Key spodziewał. Ani razu od tamtej pory nie rozmawiał i nie widział się z Jonghyunem. Skończył odpracowywać u dyrektora i nareszcie miał spokój. Przez cały czas był przybity i apatyczny, nawet odpuścił sobie szukanie imbecyla od wrobienia go. Po zakończeniu lekcji w piątek wyszedł ze szkoły i ruszył w stronę domu. Gdy do niego dotarł o mało nie zszedł na zawał. Jong stał oparty o murek. 
- Co ty tutaj robisz? Miałeś dać mi święty spokój. - Key znowu posmutniał i w dodatku zdenerwował.
- Czekam, nie widzisz? - odpowiedział sarkastycznie. 
- Nie przypominam sobie żebyśmy się umawiali, więc możesz już sobie iść. - oznajmił brunet.
- A ty co, poddałeś się? Zrobiłeś całą brudną robotę za jakiegoś frajera i tak to zostawiasz? - blondyn odsunął się od murka. 
- To moja sprawa, a teraz do widzenia. - wyminął go i chciał przejść przez furtkę, ale Jonghyun gwałtownie pociągnął go za rękę. 
- Czekaj. - westchnął.  
- Puść mnie lepiej.
- Nie udawaj takiego niedostępnego i wyszczekanego. Po prostu się zamknij i słuchaj. - uciszył Kibuma. - Przepraszam, że tak cię potraktowałem. Nie sądziłem, że możesz to aż tak przeżywać, dopóki Taemin mnie nie uświadomił. 
- Taemin? Czyli on o wszystkim wiedział? - wrzasnął Key.
- A jak myślisz, idioto. 
- Naprawdę mnie puść. - skrzywił się, wyrwał z uścisku jego ręki i podszedł do drzwi.
- Przepraszam cię. Teraz już dam ci spokój. Trzymaj się. - powiedział Jong i poszedł sobie. Key zanim wszedł do mieszkania odwrócił się w jego stronę z nadzieją, że jednak zostanie. 

Jak on tak może... Jestem idiotą.

Miesiąc później, poniedziałek, wczesny ranek

- Rozmawiałeś z Key? - zapytał Taemin. 
- Nie. - Jonghyun unikał wzroku młodego chłopaka. 
- Jesteś głupi jak but. A wiesz już chociaż kto zniszczył ten cały pomnik? 
- Jestem prawie pewien. Dzisiaj w szkole zmuszę go, żeby się przyznał i załatwię to z dyrkiem.
- To dobrze. 
- Co u Key? 
- Interesuje cię to?
- Dobrze wiesz, że tak. 
- Nic nowego. Jest chory od kilku dni i ma zwolnienie do piątku. Poza tym był na mnie wściekły jak mu powiedziałeś, że o wszystkim wiem. Na szczęście szybko mu przeszło, on się nie potrafi na mnie długo gniewać. - powiedział dumny z siebie Tae. 
- Coś poza tym? 
- Pytasz, czy dalej za tobą płacze? 
- Heh. Widzę, że się ode mnie uczysz. Dobrze. - zaśmiał się Jonghyun.
- No, to wszystko twoja zasługa.
- Świetnie, to może odpowiesz na moje pytanie? 
- Mógłbym dalej cię wkurzać, ale mi się nie chce. - rzekł Taemin. - Więc powiem tak: Key mówi mi, że ma cię gdzieś, a bez przerwy chodzi przybity i bez życia. Nawet z domu nie chce wychodzić. Reasumując: tak, jesteś frajerem, przez którego mój najlepszy przyjaciel zamknął się w sobie i nadal o tobie myśli. Przy okazji codziennie pyta, czy wszystko z tobą w porządku i męczy mnie, żebym mu o tobie opowiadał, chociaż cierpi przez to okropnie. Czy teraz jesteś usatysfakcjonowany? - zapytał kpiąco.
- W stu procentach. Dzięki dzieciaku. - Jong poczochrał go po głowie i uśmiechnął się przyjaźnie, na co młody chłopak odwzajemnił uśmiech. 
- Idź do tej szkoły i zgarnij tego cwaniaczka. Poza tym powinieneś w końcu zobaczyć się z Key, wiem, że tobie też nie jest łatwo. - odpowiedział Minnie. Jong przewrócił oczami i westchnął głęboko. 
- Yhym.
- Powinieneś też wreszcie dopuścić kogoś do siebie. Umiesz kochać. Nie musi to być Key... 
- Jeśli już, to ja nie chcę nikogo innego. - wtrącił Jonghyun.
- Szybko łapiesz, hyung. Key jest naprawdę wspaniałym chłopakiem, wiesz o tym.
Wiem...
- Mhm.
- Wypytujesz mnie o niego w tajemnicy już od jakiegoś roku, oboje wiemy, że traktujesz go nie tylko jak koleżkę do wydymania. A nawet jeśli, to nie jesteś w stanie mu tego zrobić. Prawda, Jjong? - zapytał Tae. 
- I to mnie wkurwia. Chciałbym go traktować właśnie jak ,,koleżkę do wydymania'', a nie potrafię. Nawet nie umiałbym go właśnie tak o wydymać, jak dziwkę, po prostu nie umiałbym. Nawet, gdyby tego pragnął. Wiesz jak bardzo to jest wkurwiające? Każdy chłopak, dziewczyna, jakich spotykałem byli dla mnie jedynie zabawkami. Nigdy nie przejmowałem się czy komuś sprawiam ból, bo mnie to nie obchodziło. Każde z nich wiedziało, że nie kocham. I wiedzieli na co się decydują. To nie jest moja wina. - Jong rozpoczął elaborat. 
- Hyung...
- Cicho. Wkurwia mnie to niemiłosiernie. Czuję się ograniczony, uwiązany - przez tego głupiego, niewinnego chłopaczka z kreskami. Nieważne jak bardzo bym chciał by był jak poprzedni, nie umiem mieć do niego takiego podejścia. Byłem dla niego miły, kochany i nawet zaangażowałem się w tą sprawę z pomnikiem, a nie ma to ze mną żadnego związku. Nie poznaję siebie. Gdy go pierwszy raz zobaczyłem nie mogłem oderwać od niego wzroku, a potem chciałem dowiedzieć się jak najwięcej o nim. Czekałem rok na moment, w którym będę mógł go pocałować. Poczuć jego zapach, dotknąć go. Złapać w objęcia i nigdy nie wypuścić. Ale to byłoby toksyczne, nie sądzisz? Dystansuję go, bo wiem, że w innym wypadku mógłbym się zakochać. To przynosi same nieszczęścia. Boję się też, że ta miłość mogłaby mnie pochłonąć, czuję, że nie byłbym sobą wtedy... - przerwał blondyn i wyraźnie posmutniał. Taemin zarzucił mu ręce na szyję i pogładził ręką po jego włosach. Jong lekko zszokowany, objął go rękoma.
- Hyung, właśnie teraz jesteś sobą. To co mówisz, to ty. To są twoje prawdziwe uczucia. Jonghyun, który jest dupkiem bez emocji, to twoja maska, którą zakładasz. Poznałeś Key i boisz się ją ściągnąć, bo wiesz, że coś do niego czujesz i nie chcesz dać temu uczuciu się rozpalić. Nie wiem czemu, może boisz się rozczarowania, niestałości. Ale Kibum taki nie jest, przecież wiesz dobrze, prawda? Znamy go oboje, mimo że nie miałeś z nim twarzą w twarz zbyt wielu styczności. Możesz dla niego ściągnąć maskę i być sobą. Zapewniam. I ty doskonale o tym wiesz, nie oszukuj się. Proszę, nie rań też i siebie... - wyszeptał Jonghyunowi w ramię. Blondyn uścisnął go z całych sił i lekko zaszlochał, ale od razu po tym przetarł łzę.
- Nienawidzę cię. Naprawdę cię nienawidzę. I... naprawdę jesteś najlepszym przyjacielem. D-dziękuję... 
- Nie ma za co hyung, też cię kocham. - pogłaskał go ręką po plecach.

Tego samego dnia w szkole

- Siema, Wookyung. - przywitał się z kolegą o białych włosach na korytarzu Jonghyun. 
- Cześć Jongie, co tam słychać? - odpowiedział. Blondyn zamachnął się i przywalił mu prawego sierpowego, aż poleciał na ławkę.
- Kurwa, co ty wyprawiasz?! - wydarł się białowłosy i podniósł z ziemi. W odpowiedzi również sprzedał Jongowi mocny cios. Ten złapał się za policzek i uśmiechnął złośliwie.
- Nieźle, w końcu nauczyłeś się bić. - powiedział i rzucił się na większego od siebie chłopaka, ładując w niego kolejne pięści. Dookoła zbiegło się mnóstwo uczniów, krzyczących jakieś niezrozumiałe słowa. 
- Co tu się dzieje? - Key próbował przedostać się przez tłum, aż zobaczył Jonghyuna siedzącego na jakimś chłopaku z zamiarem przywalenia mu. Miał mocno rozciętą wargę. - Jonghyun! Co ty wyrabiasz do cholery znowu?! - wydarł się na niego. Starszy słysząc jego głos podświadomie się uśmiechnął. 
- Co ja wyrabiam? Podobno jesteś chory. Zresztą nie będę ci się tłumaczył. Ten koleś... - wskazał na Wookyunga. 
- Chory? Kto ci to powiedział? Nieważne. Czemu się bijecie?! - wykrzyczał Key i podbiegł do niego próbując go odciągnąć. Blondyn  odepchnął lekko bruneta. 
- Więc Taemin specjalnie mi tak powiedział, żebyśmy się spotkali... co za przebiegły dzieciak. - zaczął. - Wracając, ten cwaniak cię wmieszał w te kłamstwa, więc teraz dostaje za swoje. - odpowiedział. 
- Co? - zapytali w jednym momencie Key i białowłosy. 
- Ja nic nie zrobiłem! - dodał Woo. 
- Zamknij mordę, bo ci znowu wyjebię. Nie masz co kłamać, twój koleżka cię wsypał. - powiedział Jonghyun. Kilka dni temu przycisnął chłopaka, który wcześniej w toalecie wyzywał Key i okazało się, że wie czyja to sprawka. Miał nawet nagranie na telefonie i wszystko wyjaśnił. 
- Albo teraz pójdziesz do dyrektora i powiesz mu, że to ty, albo serio cię zabiję. Wybieraj. - rzekł do leżącego. 
- Chyba kpisz. - zlekceważył go. Wtedy Jonghyun splunął na niego i jeszcze raz go uderzył. Potem drugi, trzeci i tak dalej.
- Jonghyun, przestań, zabijesz go! - krzyknął Key i złapał jego pięść. - Proszę, przestań już, dobrze? - Kibum pogłaskał go dłonią po policzku i uśmiechnął się lekko, na co Jong również wykrzywił usta w szczerym uśmiechu.
- Ale... Kurwa mać. - blondyn wstał z chłopaka. - Powiedziałeś kilka słów i już to robię. Jak mnie to wkurwia. - otrzepał się i spojrzał z pogardą na pobitego kolegę. 
- Co tu się wyprawia?! - nagle wparował dyrektor i widząc zaistniałe zamieszanie, prawie szlag go trafił. Jong i Key odwrócili się w jego stronę.
- Jonghyun, co ty zrobiłeś?! Do mojego pokoju, raz! Kibum, ty też! Wookyung, podnieś się z tej ziemi, na ciebie też czekam! - wykrzyczał starszy facet. - A wy co tak stoicie? Rozejść się do sali, kretyni! 
*
- Więc tak to wygląda. - rzekł dyrektor po wysłuchaniu wszystkich chłopaków. W pokoju oprócz Key, Wookyunga i Jonghyuna znajdowało się dwoje uczniów z klasy Kibuma, których wcześniej Jong spotkał w toalecie. 
- Tak, to nie Key zniszczył pomnik, tylko Wookyung. Był wściekły, bo dziewczyna, w której się zakochał bez przerwy śliniła się do Kibuma i nie zwracała uwagi na nikogo innego, więc chciał mu dać jakąś nauczkę. - powiedział jeden z dwóch uczniów. 
- Ty idioto! - wrzasnął białowłosy. - Miałeś mnie kryć!
- Czyli to prawda. Przyznałeś się. Teraz wypad stąd, nie chcę na ciebie patrzeć. Nawet nie zasługujesz na karę, zresztą już chyba wystarczająco zostałeś ukarany. - skwitował dyrektor. - Wasza dwójka z klasy Kibuma, też możecie iść. 
Trzech chłopaków wyszło z pokoju i zostali jedynie Key z Jonghyunem.
- Kim Kibum. Powinienem cię... ekhm... - mężczyzna zaczął chrząkać. - No wiesz co. Właśnie to. W każdym razie, głupio wyszło i ja również byłem naiwny. Nie wiem jak najlepiej wynagrodzić ci niesłuszne oskarżenia i konsekwencje, więc po prostu wylądujesz w najlepszej klasie, czyli nie będziesz musiał się zbytnio wysilać i od dzisiaj dostajesz etykietkę Ucznia, którego każdy inny ma się słuchać. Zabawnym jest fakt, że dotychczas tą osobą był Lim Wookyung, a teraz ty nią jesteś. Tyle. 
- Nie potrzebuję tego. To i tak już nie ważne. - powiedział Key.
- No nic, będzie tak jak powiedziałem. A ty Jonghyun na pewno zdajesz sobie sprawę, że przegiąłeś po całej linii. Jesteś wzorowym uczniem, konflikty powinieneś rozwiązywać na drodze rozmowy, nie pięści. - dyrektor prawił morały blondynowi. 
- Nie żałuję. - powiedział obojętnie Jong. 
- Milcz. Wiem, że nakryłeś winnego, ale nie mogę tego tak zostawić, popełniłeś zbyt poważne wykroczenie w regulaminie. Zostajesz zawieszony na dwa tygodnie. - zakończył mężczyzna. 
- Ale to nie jest jego wina! To ja powinienem... - wtrącił się Key.
- Key... - szepnął Jonghyun. 
- Kibum, nie odzywaj się. Postanowione. Wyjdźcie. Już! - wykrzyczał dyrektor, a chłopcy wyszli z pokoju. 
- Dziękuję i przepraszam... - powiedział Key do Jonghyuna roniąc kilka łez.
- A ty znowu płaczesz. - niższy wytarł jego mokry policzek. 
- Musisz pójść do domu, krwawisz... - brunet przejechał opuszką palca po jego wardze. 
- A pójdziesz ze mną? - zapytał.
- E-em... Mogę pójść... - speszył się Key.
- To chodź i nie gadaj. - Jonghyun złapał chłopaka za rękę i poszli do jego domu.

Bez względu na wszystko: Rozdział 3


- No więc czemu tu jesteś? - ciągnął niższy podchodząc do niego. Kibum przewrócił oczami i w końcu odważył się mówić.
- Eh? Czemu uderzyłeś tego kolesia z mojej klasy? To zwykły idio... - Jong złapał go za nadgarstek i przycisnął ściany napierając na niego swoim ciałem. Przysunął swoją twarz do jego, a bruneta ścisnęło w żołądku i głośno przełknął ślinę.
- A ty czemu się denerwujesz? Już przede mną nie uciekasz? - wyszeptał mu do ucha.
- C-co? - Key stał jak wryty, unieruchomiony przez chłopaka. W pewnej chwili poczuł na swoim kroczu pasek od spodni Jonghyuna i nieznacznie drgnął. Oddech mu przyspieszył i momentalnie zrobiło mu się niekomfortowo ciasno w dżinsach. Spojrzał wytrzeszczonymi oczami na niego, a ten szybko się zorientował i zerknął w dół. Zaśmiał się i z powrotem popatrzył na Key, uwalniając go z uścisku.
- Serio? - znowu parsknął śmiechem. Mimo to nie miał złych intencji. Kibum, gdy został puszczony zsunął się po ścianie by kucnąć. Teraz był cały czerwony i rozpalony. Nie odezwał się ani słowem, jedynie w myślach, wbijając wzrok w ziemię.

Ja pierdolę, chyba się powieszę...

- Powiem ci... no cóż, zaskoczyłeś mnie. - blondynowi nie schodził radosny uśmiech z ust, a Key gorączkowo rozglądał się na boki. - Spokojnie, nikt nas nie widział. - dodał i schylił się na wysokość młodszego ujmując jego podbródek w dwa palce. Ten unikał jego oczu i cały czas szybko oddychał. - Nic się nie stało. - szepnął. Kibum poczuł jego oddech na swoich ustach. - To będzie nasza słodka tajemnica. - skręcił lekko głowę w bok. - A tamtego uderzyłem, bo ci ubliżał. - bez przerwy na niego patrzył. - Tyle. Miło było cię znowu zobaczyć. Na razie. - wstając przejechał opuszkami palców po jego szczęce, a Key przekręcił głowę. Potem Jong zniknął gdzieś między salami.

Nie wierzę. Co się ze mną dzieje? Czemu ten idiota tak na mnie działa? Uderzył go, bo mi ubliżał? I ten dzisiejszy...no... Kurwa.
*
Po wczorajszej, delikatnie mówiąc, niekomfortowej sytuacji, ciężko było u Key ze skupieniem. Pomimo tego poszedł dzisiaj roznieść ulotki po szkole. Na marginesie, Jong chyba nie pojawił się na lekcjach. Kibum postanowił, że jutro wyszoruje basen, a w niedzielę skosi trawę. W ten sposób przynajmniej nie będzie sobie zaprzątać głowy zbędnymi myślami.
*
Dzisiaj jest sobota, więc od razu gdy tylko się obudził i ogarnął wyszedł z domu i udał się do szkoły. Było wyjątkowo gorąco, a na niebie nie znajdowała się ani jedna skaza. Gdy dotarł na miejsce, trawa była skoszona, a basen lśnił czystością.
- Pewnie sprzątacze zapomnieli, że ja miałem to zrobić... No i dobrze. Więc mam jeszcze pięć dni uczenia dzieci i roznoszenia ulotek. Mogło być gorzej. - powiedział sam do siebie i uśmiechnął się z ulgą.
- Nie zapomnieli. - za sobą usłyszał głos Jonghyuna i odwrócił się w jego stronę. Uśmiech od razu zniknął, za to pojawiły się rumieńce i trzęsący głos.
- Jak to nie? - zapytał go udając, jakby ostatnio nic się nie stało.
- Normalnie. Stwierdziłem, że ci pomogę i tak nie miałem nic do roboty w ten weekend. - odrzekł Jong i wzruszył ramionami.
- Aha... dziękuję... - wymamrotał Key.
- Nie musisz dziękować. To co dzisiaj robimy? Masz wolny cały weekend dzięki mnie. Więc może ja coś wybiorę? - zapytał Kibuma.
- A to mamy coś dziś robić? Ehh... nie ważne... Powinienem ci się jakoś odwdzięczyć... jeśli czegoś chcesz... - powiedział, nerwowo bawiąc się palcami.
- Ciebie. - skwitował Jong. Na to słowo Kibumem aż wzdrygnęło, a blondyn pociągnął go za policzek. - Żartowałem... Lubisz wesołe miasteczko? - gdy to zaproponował Key zrzedła mina.
- Um... W sumie... - brunet nie chciał przyznać, że nie przepada za takimi miejscami.
- To chodźmy. - Jonghyun pociągnął go za nadgarstek.
- Mam pytanie... Często na siebie ,,wpadamy''... Czemu? Chcesz coś ode mnie? - zapytał onieśmielonym głosem niższego.
- Po prostu cię lubię i chcę spędzać z tobą czas. Co w tym dziwnego? - odrzekł. Kibum w głębi serca chciał usłyszeć taką odpowiedź, przez co zrobiło mu się głupio.
- No nic. Ale chodzi mi na przykład o tą sytuację u Taemina... i jeszcze tą... no wiesz... - wykrztusił młodszy. - Nic z tego nie rozumiem! - potargał się za włosy i wykrzywił buzię w grymasie. Jonghyun nie mógł powstrzymać śmiechu i dotknął dłonią jego policzka.
- Jesteś taki słodki, gdy nie rozumiesz. Przesłodki. - wypowiadając te słowa na zmianę zaglądał w jego oczy i spoglądał na wargi. Key się nieznacznie zarumienił i ściągnął rękę Jonga ze swojego lica.
- Odpowiedz mi na pytanie. - powiedział stanowczo.
- Kiedy indziej. Jesteśmy na miejscu. - zlekceważył Kibuma i wszedł na teren wesołego miasteczka. Brunet głośno westchnął i ruszył za nim.
- Na co idziemy? - zapytał starszego.
- Tam. - wskazał palcem na kolejkę górską i poszedł po bilety.
- No świetnie. -  wyszeptał do siebie Key i zmierzył od góry do dołu całą kolejkę.
- Chodź! - zawołał młodszego i stanął przy wejściu na atrakcję.
- Ile mam oddać za bilet? - przystanął obok Jonga.
- Skoro cię tu zaprosiłem to znaczy, że ja płacę, więc bądź cicho. - skwitował bruneta. Ten przytaknął głową i znów zaczął obserwować wielką maszynę. Przed wejściem chciał się wycofać i odruchowo ścisnął starszego za rękaw.
- Co ty robisz? Boisz się? - odwrócił twarz w jego stronę. Jonghyun przez większość czasu skupiał wzrok na jego ustach.
- Nie. Wejdźmy. - wyprzedził niższego i zajął miejsce.

Key przez całą jazdą darł się jakby co najmniej obdzierali go ze skóry. Za to Jong jak zawsze miał z niego niezły ubaw. Później poszli jeszcze między innymi na samochody, karuzelę i młot, zwiedzili praktycznie całe miasteczko, co zajęło im dobre kilka godzin. Oboje byli już zmęczeni, ale świetnie się bawili. W szczególności Key. 
Na dworze się ściemniło, a park rozrywki zaczął mienić się przeróżnymi barwami. To wyglądało bajecznie. Jonghyun i Kibum stali teraz przy jakimś stoisku i kupowali watę cukrową od starszego dziadka.
- Masz. - blondyn podał mu różową watę na patyku. 
- Dzięki. A ty nie chcesz? - zapytał, a Jong skinął głową. Przechadzali się bez celu między straganami. 
- Chodźmy na młyn. - powiedział uspokojonym głosem młodszy i ugryzł kawałek waty. 
- Młyn? No to chodź. - odpowiedział niższy i podeszli pod wielkie diabelskie koło. - Wiedziałem, że będziesz chciał tam pójść, więc z góry zająłem się biletami. - dokończył. Kibum jedynie uśmiechnął się promiennie i żywym krokiem wszedł razem z Jonghyunem do kapsuły. Byli w niej zupełnie sami, przez co nastała nieco niezręczna cisza. Powoli wznosili się ku górze, stojąc jeden z jednej strony, drugi na przeciwko. Przez cały czas milczeli obserwując widoki, tylko Key co jakiś zajadał się watą i rozmyślał w głowie. 

Czemu on nic nie mówi? Przez tą ciszę aż serce zaczęło mi bić szybciej... 

Znajdowali się już w najwyższym punkcie, więc maszyna się zatrzymała. Za chwilę Jonghyun podszedł do Key, tym razem - wkładając tylko jedną rękę w kieszeń, i stanął tuż przy nim. Jednak nadal podziwiał panoramę Seulu. Kibum był nieco zdezorientowany i zerkał ukradkiem na chłopaka obok. Jakoś tak się stało, że opuścił jedną rękę wzdłuż ciała i powędrował nią w stronę dłoni Jonghyuna. Był bardzo nieśmiały, działał raczej w afekcie, coś rozkazało mu to zrobić, a on postanowił spróbować. Chociaż nie do końca rozumiał swoje uczucia. 
Musnął kolejno każdym swoim palcem dłoń Jonga, od wewnątrz do zewnątrz. Patrząc przed siebie i zagryzając dolną wargę złapał go ostrożnie za nią. Gdy blondyn poczuł jego dotyk, nie od razu - odczekał chwilę i obrócił łagodnie głowę w jego stronę. Key również i teraz ich spojrzenia się spotkały. Młodszemu na twarz wyszły subtelne rumieńce, a drugi chłopak uniósł jeden kącik ust w górę. 
- Bummie, co ty robisz? Zimno ci w ręce? - zapytał ironicznie. 
- Co? Nie jest mi zimno... Chciałem tylko złapać cię za rękę. - speszył się i zrobił kaczy dzióbek, pospiesznie gryząc ostatni kawałek waty cukrowej.
- Jesteś bardzo delikatny... - splątał ich palce i oparł go o szybę, kładąc na niej ich dłoń. Key głośno przełknął ślinę i gdy chciał zjeść do końca wystającą z jego ust słodycz, Jonghyun przybliżył się do jego twarzy i zrobił to za niego, oblizując swoje usta. Uśmiechnął się przekornie i wpił się w jego wargi z nieopisaną czułością. Co chwilę rozprostowywał ich palce i masował nimi zewnętrzną stronę dłoni Kibuma. W przerwie między pocałunkami muskał go nosem po szyi i szczęce. 
- Wtedy byłem pijany, chciałem zrobić to będąc zupełnie świadomym... - powiedział Key nie otwierając oczu i upuścił patyk po wacie, rozluźniając się jak najbardziej mógł. Serce łomotało mu jak szalone. 
- Mhm. - Jonghyun sapnął mu do ucha i nadgryzł jego płatek, lekko dotykając go koniuszkiem języka. Key wplątał wolną dłoń we włosy niższego i masował go po niej. Wreszcie oboje unieśli powieki i zatopili się w swoich tęczówkach. 
- Nie wiem czemu, ale czuję się tak cudownie teraz... Co ty ze mną robisz? - zapytał szeptem Jonga, jednocześnie młyn znowu ruszył.
- Nic... Po prostu ci się podobam i tyle. - odpowiedział starszy i ponownie zaczął pieścić jego usta. My się tylko dobrze bawimy, nie przejmuj się. Ale to nic dla nas nie znaczy, prawda? - przejechał dłonią po pełnym policzku Kibuma, a ten momentalnie poczuł ból w klatce piersiowej. 
- Nic... nie znaczy? - zapytał Key, przerywając jego całusy.
- Nie może coś znaczyć. Ja się nie zakochuję. - odpowiedział blondyn i chciał znowu go pocałować, ale Kibum nie pozwolił. Puścił go i odszedł na bok. Dobry humor minął, teraz był raczej bliski płaczu.
- To czemu wtedy powiedziałeś tamtemu chłopakowi, że go zabijesz, jak jeszcze raz coś na mnie powie? Po co w ogóle chcesz się ze mną spotykać? Po co to całe głupie zachowanie i rzekome troski? Tyle powiedziałem ci o sobie gdy byliśmy u Taemina... Wiesz, że jestem sam, że nigdy nie miałem wystarczająco ciepła i jeszcze to wykorzystujesz. Otworzyłem się przed tobą... Przestań się mną bawić w końcu... - zasypał zdaniami Jonghyuna i jeszcze dalej się od niego odsunął. Patrzył na niego zaszklonymi oczami i gnoił się w głowie, że był taki naiwny. 
- Naprawdę jestem dla ciebie aż taki ważny? Gdybyśmy chociaż znali się dłużej, to może bym zrozumiał... - odpowiedział osłupiały Jong.
- I co to ma do rzeczy! - krzyknął Key. - Jesteś jedyną osobą poza Taeminem, której, myślałem, że na mnie zależy... - spuścił wzrok, a w powiekach zebrały się nieliczne ilości łez. 
- Gdyby mi nie zależało, to by mnie tutaj nie było. To prawda, jesteś dla mnie wyjątkowy i już od dawna cię obserwowałem i nigdy nie chciałem się z kimkolwiek widywać tak bardzo jak z tobą, mógłbym zrobić dla ciebie wiele, ale... Ja się nie bawię w uczucia czy miłości, zrozum to. - tłumaczył mu Jong.
- Aha... - Key zadrżały wargi. - Spoko. Mam nadzieję, że dobrze się bawiłeś. Ja już nie chcę. Tym razem masz mi dać spokój. - po policzkach spłynęły mu pojedyncze łzy, a maszyna właśnie się zatrzymała. 
- Nie płacz... Przecież ty nie mogłeś się we mnie zakochać, nie zachowuj się tak. - mówił spokojnie starszy Kim. Kibum pociągnął nosem i jeszcze przez chwilę na niego patrzył. Gdy płacz wyszedł mu spod kontroli odwrócił się i wybiegł z kapsuły. - Key! - wyleciał na zewnątrz i krzyknął za nim. Chłopak nawet nie zareagował i zniknął mu z oczu.

Kurwa mać. On nie może się we mnie zakochać, ja nie mogę w nim. To zawsze się źle kończy, czemu Key tego nie rozumie... 

Jonghyun postanowił nie iść za nim i dać mu spokój, tak jak chciał. Kibum zanosząc się płaczem wpadł do domu i rzucił się na łóżko. Przez cały czas dotykał dłońmi swoich ust i płakał jeszcze bardziej. 



Nie wiem czy go kocham, ale na pewno stał się dla mnie kimś ważniejszym niż tylko znajomym, dlaczego on taki jest...

Bez względu na wszystko: Rozdział 2


- Serio, to ty... załamałem się. No nie ważne. Co ty tutaj robisz? - oparł się o poręcz i spojrzał na Jonghyuna, dopijając do końca swojego drinka.
- Przyjaciel zaprosił mnie na nockę, więc przyszedłem. Co w tym dziwnego? Głupszego pytania znaleźć nie potrafiłeś? - blondyn założył ręce na siebie i uśmiechnął się kpiąco.
- Mogłem, nie martw się. Po prostu zdziwiłem się, że znasz mojego najlepszego przyjaciela i tyle. Znowu się czepiasz. - odparł.
- Oh. No wybacz, że nie wyspowiadałem ci się dziś a pro po moich znajomych. Poznałem go kiedyś przypadkiem i po prostu się dogadaliśmy i do tej pory mamy dobry kontakt. Tyle. Nie martw się, nie zabiorę ci twojego Minnie. - poklepał wyższego po ramieniu. Ten obrócił głowę w bok przewracając oczami i burknął.
- Ale ty jesteś głupi, ja nie mogę.
- Myśl co chcesz... W każdym razie, skoro już się spotkaliśmy, to może się z tobą napiję? - niższy wskazał palcem na pokój. - Tamci są nieletni i jak widać świetnie się bawią. Poza tym... chyba nie chcesz pić sam. I pewnie masz słabą głowę. - spojrzał w oczy młodszego i uniósł jeden kącik ust w górę. Key się lekko skrępował i ponownie zaśmiał.
- No oczywiście, mam słabą głowę. Pijemy. Ale chodźmy na ogródek, nie zamierzam demoralizować tych dzieciaków. - skwitował i wszedł do środka. Za nim podreptał Jong, był wyjątkowo zadowolony z siebie. Wzięli dwie butelki soju i zeszli na dwór przed domem. Była tam duża, rodzinna huśtawka i jedna mała, na którą od razu rzucił się Key, oczywiście nie wypuszczając z rąk alkoholu. Usiadł na niej i zaczął machać nogami.
- Ale z ciebie dzieciak... - powiedział Jong i podszedł do niego, opierając się o jedną z rur trzymających huśtawkę. Gdy Key bujał się na niej, blondyn uważnie wodził za nim wzrokiem, a uśmiech nie schodził mu z ust. - Powinieneś się bardziej przejąć tym kolesiem, co ci numer zrobił. - dokończył.
- Mam taki zamiar, ale nie w tej chwili. Chcę się rozluźnić, jestem zmęczony... - rozpoczął młodszy i spojrzał w zachmurzone niebo. - Po prostu chcę cieszyć się tym, że mogę tutaj być, bo właśnie tu mogę poczuć się jak w domu. Czyli nie jak u mnie. Cały czas sam. - kontynuował monolog. Jonghyun spojrzał na niego i widocznie go zamurowało. Key poczuł jego wzrok na sobie i od razu skupił swoją uwagę na nim.
- Co ja tobie wygaduję... nie słuchaj mnie. - policzki mu poczerwieniały i zeskoczył z huśtawki. - Chodź się napić. - podświadomie złapał go za skrawek koszuli i pociągnął za sobą na ławkę kilka metrów dalej.
- No dobra... Jak nie chcesz o tym rozmawiać, to nie naciskam. - odezwał się Jong i zajął miejsce. - Kto zaczyna? A może zagramy?
- Zagramy w co? - Key zmarszczył brwi i usiadł obok niego.
- Będę zadawać ci pytania i jeśli twoja odpowiedź będzie brzmiała "tak" będziesz musiał się napić.
- A co z tobą?
- Ja będę pić z każdym pytaniem, bo wszystkie jakie zadam, będą jednocześnie tym, czego już doświadczyłem.
- Spoko, głupie, ale... możemy zagrać.
Minęła godzina, a Kibum już powoli tracił trzeźwy umysł. Przez ten czas Jong zadawał mu różne, niegroźne pytania i pił razem z nim. W ten sposób sporo się o sobie dowiedzieli. Rodzina, dzieciństwo, ulubione kolory, dania, muzyka, pora roku, filmy i tak dalej. Również okazało się, że starszy ma mocniejszą głowę. Dochodziła już pierwsza w nocy, a niebo wcześniej spowite chmurami zrobiło się idealnie czyste, ukazując niezliczone ilości gwiazd.
- Widziałeś kiedyś spadającą gwiazdę? - zapytał Jong.
- Nie. Pijesz. - Kibumowi zaczął łamać się głos.
- Spoko. - Jong wypił kieliszek. - A miałeś kiedyś dziewczynę?
- C-co... Jeśli gimnazjum się liczy... - powiedział brunet.
- Liczy. Pijesz. - zgasił go Jonghyun.
- Dobra, ale ty też pijesz teraz... - oboje wypili po kieliszku. Kibumowi zaczęły stopniowo rozmazywać się obrazy, choć swojego towarzysza do kielicha widział bardzo dobrze. Lekko zaszumiało mu w głowie.
- Chyba starczy... mi... już... - Key zmrużył oczy i pomachał dłonią odmawiając dalszego picia.
- Mam jeszcze jedno pytanie. Całowałeś się kiedyś? - walnął prosto z mostu Jong.
- Eh? C-co? Co t-to za bezpośrednie p-pytanie... - Key zrobił oczy jak pięć złotych i zaczął bawić się palcami u swoich rąk.
- Normalne, odpowiedz. - odpowiedział Jonghyun stanowczo.
- No, n-nie. - młodszy nabrał powietrza w usta, przez co wyglądał jak mały chomik, a potem je wypuścił. W ogóle nie patrzył na blondyna.
- Więc ja piję. - wypił do dna. - W takim razie... może... - przerwał Jong. Na te słowa Key skierował wzrok na niego.
- Co? - zapytał brunet zdziwionym i jednocześnie bardzo przytulnym głosem.
- To - Jonghyun przysunął się do niego i delikatnie uniósł dłonią podbródek Kibuma. Dzieliły ich teraz milimetry, zamykając oczy złożył na ustach Key bardzo czuły pocałunek. Ten odwzajemnił go dopiero za trzecim razem i wtedy Jong pogłębił całusa. Łagodnie pieścił swoimi wargami usta młodszego chłopaka i za chwilę się od niego oderwał, zabierając ze sobą dłoń spod jego szczęki.
- Teraz możesz się napić. - powiedział niższy z uśmiechem, głęboko patrząc w jego oczy. Key zarumieniły się policzki, a jego wargi nadal były rozchylone. Poczuł w brzuchu coś, co potocznie nazywają motylkami. Przynajmniej tak mu się wydawało.
- Co ty... co się właśnie stało? - brunet zaczął się jąkać.
- Nic takiego, po prostu cię pocałowałem, a teraz powinieneś się napić, tak jak każą zasady gry. - odpowiedział niewzruszony Jonghyun.
- Żartujesz sobie?! Nie będę więcej nic pić! - Kibum wstał i zaczął się chwiać. - Idę stąd... idę się położyć... - ruszył w kierunku wejścia do domu.
- Uważaj przygłupie! Zaraz się potkniesz! - wydarł się Jong i ruszył za nim.
- Nie po... - w tym momencie Key prawie runął na ziemię. Prawie, bo blondyn złapał go za rękę i przyciągnął do siebie, zamykając jednocześnie chłopaka w uścisku.
- Puść mnie! Rozumiesz?! Puszczaj mnie! - zaczął się miotać w jego ramionach, ale Jonghyun nic sobie z tego nie robił, był silniejszy. Uciszał go i głaskał ręką po włosach, aż Key się wreszcie uspokoił.
- Co to ma być... - wyszeptał w przestrzeń i oparł głowę o ramię umięśnionego chłopaka. Rozluźnił się i przymknął oczy. Nie był w stanie ani stać, ani się rozbudzić. Jedyne czego chciał, to znaleźć się w swoim wygodnym łóżku. Chociaż w pewnym momencie poczuł, że czuje się bardzo bezpiecznie i dobrze w objęciu Jonga. Nawet delikatnie otulił go swoimi rękami, pokładając je na jego barkach. To sprawiało, że czuł się strasznie głupio.
- Spokojnie. - Jonghyun jedną ręką nadal gładził go po głowie, a drugą objął jego plecy. Mimo, że był od niego niższy, Key był dla niego taki drobny, mały...
- Zaprowadź mnie do mojego domu i daj mi spokój, proszę. - szepnął do starszego i ścisnął jego koszulę dłońmi.

Key jakimś cudem zdołał wytłumaczyć Jongowi, jak trafić do jego domu. Gdy znaleźli się pod jego drzwiami, blondyn przerwał niezręczną ciszę.
- Wejść z tobą? Poradzisz sobie sam?
- Nie trzeba i dam radę. - wybełkotał Kibum ani przez chwilę na niego nie patrząc.
- Okej... - Jong westchnął głośno i schował ręce w swoich kieszeniach. Spuścił wzrok i zapytał w ziemię. - Czemu na mnie nie patrzysz? - uniósł głowę w górę i skupił się na Key.
- Muszę iść spać. Cześć. - powiedział z pretensją brunet i wszedł do mieszkania. Jonghyunowi zrobiło się nieco przykro, ale poniekąd spodziewał się takiej reakcji.

Key rozebrał się po drodze do pokoju i runął bezładnie na łóżko. Stało ono przy oknie, więc zdążył jeszcze przez nie zerknąć i zobaczyć oddalającego się Jonga. Przejechał palcem po swoich wargach i zacisnął zęby. W duszy karcił się za to, bo mimo wszystko podobał mu się dzisiejszy incydent. Wśliznął się pod kołdrę i próbował usnąć, ale bezskutecznie. Skończyło się na tym, że całą noc spędził z głową zawieszoną nad sedesem.
*
Następnego dnia głowa mu pękała, więc nie był w stanie nic zrobić.
*
W poniedziałek jak zwykle udał się do szkoły i przespał wszystkie zajęcia. Przez cały dzień unikał Jonghyuna jak ognia. Nie chciał tego robić, ale za każdym razem gdy go zobaczył uciekał, chował się lub szedł okrężną drogą. Po lekcjach poszedł nauczać dzieciaki matmy i przyrody. Gdy wrócił do domu znowu padł trupem na pościel i usnął.
*
Przez kolejne dwa dni historia się powtarzała - Key nadal starał się nie wpaść na Jonga. Z jednej strony chciał się z nim spotkać, a z drugiej nie, więc został przy pierwszej opcji. Po zajęciach chodził odrobić swoje "winy".
*
Następnego dnia Jonghyun w trakcie jednej z przerw natknął się na coś ciekawego. Wchodząc do męskiej łazienki usłyszał rozmowę dwóch chłopaków z klasy Kibuma, którzy śmiali się do rozpuku.
- Patrz, tak żałosna, wymalowana diva nawet nie próbuje udowodnić swojej niewinności. Co z niego za facet... Głupi tchórz. A tak wyszczekany na co dzień. - kpił z Key chłopak w czarnych włosach. Gdy Jong to usłyszał, niemalże się w nim wszystko zagotowało. O ile do tej pory starał się być cicho, o tyle teraz miał to gdzieś. Spokojnym krokiem podszedł do obu uczniów, a ci momentalnie się odwrócili.
- O, cześć. - powiedział jeden z nich.
- Siema. - odpowiedział Jonghyun ze sztucznym uśmiechem.
- Co tam? Coś chcesz? - obaj drugoklasiści zaczęli się denerwować.
- Nic nie chcę. A co u ciebie? - odpowiedział blondyn wsuwając ręce w tylne kieszenie. - Rozmawialiście o czymś ciekawym, nie? - przysunął się bliżej do gościa, który zwyzywał Kibuma.
- O-o niczym takim, serio... - odparował.
Jonghyun był znany w całej szkole, miał zaskakujące oceny, był niezwykle przystojny i lubiany przez wszystkich. U każdego budził respekt.
- W takim razie... ja ci coś powiem. - Jong wziął zamach i wymierzył silny cios pięścią w twarz czarnowłosego. Chłopak upadł na ziemię, a jego kolega obserwował go z boku, stojąc jak słup.
- O co ci chodzi?! - wykrzyczał leżący. Blondyn kucnął przed nim i złapał go przy krtani za koszulę.
- To ty jesteś tchórzem. Jeszcze raz usłyszę, że mówisz coś złego o Kibummie to cię zabiję. - jego poważna i groźna twarz teraz przybrała ironiczny wyraz. - Zrozumiano? - zaśmiał się złośliwie i odepchnął chłopaka.
- Do-dobrze... - wydukał roztrzęsiony drugoklasista.
- Jak dowiem się, że to ty wrobiłeś go w to gówno... to nie chciałbym być w twojej skórze. - dokończył z pogardą Jong podchodząc do drzwi.

Kibum stał na zewnątrz i widział wszystko od momentu, w którym Jong zaczął z nimi rozmawiać. Był w lekkim... szoku. Gdy starszy Kim wyszedł z łazienki wpadł na młodszego.
- Co ty tutaj robisz? - zapytał bruneta.
- N-nic... - Key stopniowo się wycofując wpadł na ścianę.

Kurwa...

Bez względu na wszystko: Rozdział 1


Tytuł: Bez względu na wszystko
Pairing: JongKey
Gatunek: AU+smut
Ostrzeżenia: brak
+: Key zostaje oskarżony o coś, czego nie zrobił, ale i tak ponosi za to konsekwencje. Poznaje Jonghyuna, który pomaga mu znaleźć sprawcę. W międzyczasie zbliżają się do siebie, ale podejście Jonghyuna do Key wskazuje na to, że może nie przynieść to niczego dobrego.


Dźwięk dzwonka na lekcje rozniósł się po całej szkole. Gdy wszyscy uczniowie weszli do sali i zajęli miejsca, a historia niemal się zaczęła, do środka z hukiem wparował dyrektor.
- 2A! Kim Kibum! - niski mężczyzna po sześćdziesiątce wrzeszcząc wskazał palcem w kąt klasy. Siedział tam, a raczej leżał wspomniany przed chwilą Kibum, inaczej Key. Miał brązowe włosy za ucho, grzywkę, czarne, błyszczące oczy, małe usta i urocze dołki w policzkach.
Młody chłopak już zdążył przygotować sobie ławkę do drzemki i tym razem przytachał ze sobą nawet swoją ulubioną poduszkę ze Spongebobem, ale jak widać jego plany spaliły na panewce. Uniósł głowę do góry i ledwo otwartymi oczyma zlustrował krzyczącą postać. I na tym się skończyło, brunet zupełnie go zignorował i z powrotem zamknął swoje powieki.

Nie przeszkadzaj mi stary pajacu, śpiący jestem.

- Słuchaj mnie, ty cholerny, mały gówniaku! - mężczyzna wydarł się tak głośno, że Kibum aż podskoczył i w efekcie przyłożył czołem w stół.
- Co jest... - powiedział sam do siebie z wyraźnym grymasem na twarzy i ospale podniósł się z krzesła, czekając na jakieś wyjaśnienie ze strony dyrektora.
- Tu i teraz masz się przyznać. Inaczej poniesiesz konsekwencje i uwierz mi, że te twoje kreski na oczach rozpłyną się w trymiga! - rzekł tonem nieznoszącym sprzeciwu. Cała klasa zaczęła zanosić się prawie niesłyszalnym chichotem, raz po raz spoglądając na stojącego chłopaka.

O co mu znowu chodzi do cholery? Ten posiwiały zrzęda w okularach, sięgający mi do pępka jak zwykle ma jakieś problemy. 

- Do czego mam się przyznać? Nic nie zrobiłem. - zapytał młodszy kompletnie zdezorientowany i w dodatku wkurzony, że nie może spokojnie sobie pokimać.
- Więc szansa stracona. Mogłeś się przyznać i byłoby po problemie. Ale nie, twoja duma jak zwykle musi być ceniona bardziej niż własne życie! Twoje zachowanie jest karygodne i niedopuszczalne. - odpowiedział dyrektor, z nerwów czerwony jak burak. Key tylko unosił na zmianę brwi do góry i przewracał oczami, w ogóle nie rozumiejąc zaistniałej sytuacji.
- Za dewastację szkolnego pomnika z moim wizerunkiem... masz przekichane. Przez 2 tygodnie będziesz po lekcjach na zmianę: roznosić nasze ulotki w mieście oraz uczyć podstawówkę matematyki i przyrody. Ponadto skosisz trawę na boiskach i wyszorujesz basen. Nie próbuj się bronić, mam dowody. - mężczyzna pokazał zdjęcia, na których Key niszczy pomnik. - To na tyle. Zaczynasz od dziś. Weekendy masz teoretycznie wolne, więc wówczas możesz zająć się sprzątaniem. - dodał okularnik. - Teraz proszę wrócić do lekcji, do widzenia. - skinął pani od historii i wyszedł z sali.
Key stał jak wryty i mimo, że zapamiętał każdy rozkaz nie mógł zrozumieć co się dzieje.
- Słucham?! Ktoś mnie wrobił, ja nic nie zrobiłem! - chłopak zaczął krzyczeć jednym tchem i machać rękoma we wszystkie strony świata.
- Kibum, proszę... Wszyscy widzieliśmy. Usiądź po prostu i pozwól mi prowadzić zajęcia. - nauczycielka bezceremonialnie go skwitowała i zaczęła lekcję.
- To jakiś absurd. - prychnął brunet wzdychając. Za chwilę zleciały się koło niego wszystkie dziewczyny z klasy i zaczęły się do niego przymilać. Na zmianę się przekrzykiwały: Wiemy, że to nie ty! Musiał ktoś cię wrobić! Jesteś cudowny, nie martw się! My będziemy z tobą! Będzie dobrze! Wesprzemy cię! Wierzymy tobie! Nie jesteś taki! Nie denerwuj się!
Nauczycielka nie potrafiła nad nimi zapanować, a wnerwienie Key osiągnęło apogeum. Chłopak gwałtownie wstał.
- Zamknijcie się wreszcie, jesteście głupie jak but! Mam już was wszystkich po dziurki w nosie. - pchnął ławkę i zabierając torbę oraz poduszkę pewnym krokiem wyszedł z klasy, zatrzaskując za sobą drzwi.
Idąc korytarzem natknął się na jakiegoś randomowego ucznia.
- Zejdź mi z drogi. - syknął.
Podszedł do automatu i kupił kawę. Lekcje nadal trwały, więc w budynku i poza panowała cisza. Chłopak wyszedł na zewnątrz i zaczął zmierzać w swoje miejsce. Gdy już dotarł do swojego cichego zaułku nieopodal boiska, którym była zwyczajna, maleńka polana otoczona niskimi drzewami, jeszcze bardziej się wkurzył. Leżał tam jakiś chłopak o blond włosach. Już chciał się wydrzeć, że zajmuje jego miejscówkę, jednak podchodząc bliżej zauważył, że ten śpi w najlepsze. Westchnął głęboko i zaczął się zastanawiać, gdzie jeszcze znajdzie jakieś zacisze.

W sumie, nie ważne... Tu jest cicho, a on śpi. Chyba nie będzie mi przeszkadzać. 

Key upił łyka gorącej kawy i usiadł na trawie, rozprostowując nogi.

- Dalej nie wiem, o co chodzi. Co za frajer wciągnął mnie w coś takiego. Jak tylko się dowiem, to powyrywam mu nogi z dupy. - zaczął prowadzić monolog, o czym zorientował się dopiero gdy kolega obok zaczął się wiercić.

Kurde, znowu za głośno myślę.

- Ehh... - jęknął blondyn i odwrócił się w stronę bruneta, podnosząc ciało do pozycji siedzącej. Przetarł oczy dłonią i ziewnął. - Uh. Nawet wyspać się nie można. Gdybyś chociaż gadał coś sensownego, a nie myślisz tylko o tym, żeby komuś zrobić krzywdę. - spojrzał na Key z wyrzutem.
- Eh? Co? Chcesz coś jeszcze dodać? Nie dość, że przesiadujesz w moim miejscu to jeszcze odzywasz się nie znając sytuacji. Kim ty w ogóle jesteś? - brunet zasypał go pytaniami, patrząc na niego z pogardą.
- Jestem Kim Jonghyun, z trzeciej klasy. A poza tym pytając kogoś o imię, sam najpierw powinieneś się przedstawić. To raz. A dwa, to złość piękności szkodzi, więc uważaj, bo kreski ci się rozmażą. A trzy, to może w takim razie opowiesz mi o tej całej sytuacji? - Jong zaczął mu się uważnie przyglądać. Był całkowicie rozluźniony, aż za bardzo. Usiadł po turecku i oparł łokcie o kolana, a o nie brodę. Miał czekoladowe oczy o głębokim spojrzeniu i malinowe, pełne usta. Wykrzywił je w przyjaznym uśmiechu.
- Yy. Kim Kibum, z drugiej klasy. Mów Key. Niby dlaczego miałbym ci o tym opowiadać? I jeszcze raz powiesz coś o moich kreskach, to nie ręczę za siebie. I w ogóle to powinieneś teraz być na lekcji, a nie wagarować. - odpowiedział młodszy z irytacją wymalowaną na buzi. Mimo tego, czuł się dziwnie komfortowo przy tym chłopaku, a dopiero co go poznał.
- I kto to mówi. Jeśli zamierzasz prawić mi morały, to powinieneś najpierw sprawić je sam sobie. Z tego co widzę, też tutaj jesteś. - zripostował starszy, nadal się uśmiechając.
- Boże, dobra, zamknij się już. Po prostu chciałem sobie zwyczajnie pospać na lekcji, a tu nagle wparowuje dyro, taki wściekły jak nigdy. Zaczyna wrzeszczeć, że zdewastowałem mu ten śmieszny pomnik. A ja nic o tym nie wiem. W dodatku ktoś podrzucił mu zdjęcia - ,,dowody zbrodni'', pewnie przerobione w Paintcie. Teraz muszę przez dwa tygodnie robić jakieś głupoty, nawet nie mogąc się wytłumaczyć. To jest jakaś paranoja. Chore. - powiedział Kibum na jednym wdechu i wyciągnął się na trawie, rozkładając ręce i obserwując niebo.
- Więc skoro to nie ty, to ktoś musiał ci zrobić głupi żart. Ale dlaczego? Wiesz może kto to może być? - przejął się Jonghyun.
- Nie mam zielonego pojęcia kto i nie wiem też dlaczego. Nikomu się nie naprzykrzam i mam wszystko głęboko w poważaniu. To cholernie wnerwiające. - odrzekł blondynowi. Key się nieco uspokoił i wyrównał oddech.
- No nic. Na pewno uda się go nakryć. Pomogę ci. Ale nie ma nic za darmo. - starszy przybliżył się na niebezpieczną odległość do twarzy Key, a ten momentalnie usiadł, dystansując Jonga.
- Co ty wyprawiasz? Nie potrzebuję twojej pomocy, dzięki. - chciał zakończyć młodszy Kim i odwrócił wzrok w bok.
- Weź wyluzuj, chłopcze. Poza tym wiem, że każda pomoc jest przydatna, a dyrektor bardzo mnie faworyzuje. - odpowiedział Kibumowi, a ten jedynie wybełkotał jakieś niezrozumiałe słowa. - Powiedziałeś, że to twoje miejsce. W takim razie od dzisiaj jest to też moje, bądź nasze miejsce. Jak się zgodzisz, znajdę tego kretyna. - Jonghyun wziął w dłoń kubek kawy Key i wypił do końca.
- Matko boska, czy ty musisz się wszędzie wtrącać. Dawaj mi ten kubek. I dobra, zgadzam się, bo i tak nie sądzę, że gdyby moja odpowiedź brzmiała inaczej, tak łatwo byś odpuścił przychodzenie tutaj. - brunet wyrwał mu z dłoni kubek, który niestety już był pusty. Zmarszczył brwi, a Jong zaśmiał się głośno i wstał.
- Umowa stoi. Teraz wracam na lekcje, możesz się napawać samotnością. Miło było cię poznać, do zobaczenia! Ki-bu-mmie! - niemalże wyśpiewał radośnie i zaczął się oddalać. - PS. Fajną masz poduszkę, straaaasznie męska! - krzyknął z daleka wystawiając język. Pomachał ręką i zniknął Kibumowi z oczu. Brunet uderzył się dłonią w czoło, w geście zażenowania.
- Rety, co za imbecyl. Na dodatek starszy, a głupszy i niższy. Eh. Ale... co tam. - powiedział cicho sam do siebie.

Kibummie... Głupek.


Key do końca dnia nie stawił się na żadnej z pozostałych lekcji. Poszedł jedynie po ulotki i ruszył w miasto. Był marzec, wczesna wiosna, więc mrok zapadał jeszcze dość szybko. Chłopak przez kilka godzin zaiwaniał po Seulu, żeby promować szkołę. Wysłannicy dyrektora co jakiś czas przychodzili sprawdzić, czy brunet przypadkiem się nie obija.
- Key? Co ty tutaj robisz? - z którejś strony do Kibuma dotarł znajomy głos. Był to jego o dwa lata młodszy przyjaciel Taemin. Miał pełną, okrągłą buźkę, bardzo duże usta i kasztanowe włosy. Key na dźwięk jego słów odwrócił się do niego. Na jego twarzy odruchowo zawitał uśmiech, który Tae zawsze wywoływał swoją uroczą postawą i kochanym charakterem.
- Nic... jakiś pajac ze szkoły wrobił mnie w jakieś głupoty i teraz muszę za to odpowiadać. Spoko, nie ujdzie mu to na sucho. Jak skończę to udowodnię temu staremu dziadowi, że to nie ja, a temu idiocie bardzo dobitnie wyperswaduję takie zabawne żarciki. - odparł Key.
- Boże, co to za frajer?! Ale mu nakopię!!! - wykrzyczał Tae. Gdy się złościł zaciskał mocno pięści i wykrzywiał brwi, co sprawiało, że wyglądał naprawdę przesłodko.
- Spokojnie Minnie. - Key aż się zaśmiał. W końcu był szczęśliwy tego dnia. Położył rękę na głowie przyjaciela i poczochrał go po włosach. -  Nie martw się, będzie dobrze. - dodał. Tae w grymasie wystawił dolną wargę na wierzch.
- Kiedy kończysz? - zapytał młody chłopak.
- Teraz. Jak weźmiesz tą ostatnią głupią ulotkę. A co? Chcesz mnie gdzieś porwać, hm? - zapytał Taemina.
- No, w końcu piątek dzisiaj! Moi rodzice i brat wyjechali na weekend, więc robię nockę w domu, będzie parę moich kumpli. Właściwie dlatego wyszedłem na miasto, zakupy i takie tam. No choooodź, nie daj się prosić! Bummie! - Tae nadął policzki i zawiesił się Kibumowi na szyi. Starszy zachichotał po cichu.
- No dobra, niech ci będzie. Jesteś uroczy i mówisz do mnie Bummie, tylko dlatego się zgadzam. I nie pijesz nic, pamiętaj. - odpowiedział z westchnieniem Key.
- Kocham cię, hyung! - złapał go za rękę. - To chodźmy. - dodał i pociągnął go za nadgarstek.
- No, ja cię też... - wymamrotał Key w plecy Taemina, bo ten zdążył już go za sobą powlec.

Po drodze do domu wstąpili do sklepu po pepero, jakieś chipsy, picie i soju dla Kibuma. Na zewnątrz zrobiło się nieprzyjemnie chłodno i ciemno. Chłopcy szli objęci ramieniem i przez całą drogę zawzięcie rozmawiali i się śmiali. Pół godziny później byli już przed drzwiami Tae.
- Kto tak właściwie będzie? - zapytał obojętnym tonem Key.
- Dwoje moich znajomych z klasy i jeden chłopak z trzeciej liceum. Chyba chodzi z tobą do szkoły. - odpowiedział Taemin i wszedł do mieszkania. - Chodź.

Ze mną do szkoły? Jak okaże się, że to Jonghyun, to chyba się załamię. 

Key wszedł do mieszkania za swoim przyjacielem i ściągnął buty. Z tego co słyszał, już wszyscy na nich czekali. Poszedł do salonu i usiadł na kanapie.
- Cześć. - przywitał się z dwoma chłopakami. Jeden nazywał się Kai, a drugi Chen. Wyglądali na bardzo przyjaznych i dobrych ludzi, dlatego Kibumowi od razu ulżyło, w końcu na pewno traktowali Taemina tak jak należy.
Gospodarz domu zajął się swoimi kolegami i praktycznie bez przerwy grali na konsoli i objadali się chrupkami. Key mimo wszystko jest starszy i trochę się nudził, ale najwyraźniej nie przeszkadzało mu to aż tak bardzo, bo i tak czuł się tam jak u siebie. Jedyne co, to zastanawiał się co z tym trzecim chłopakiem. Skoro był z jego szkoły, mógłby się z nim jakoś dogadać.
- Minnie? Nie miało być kogoś jeszcze? - zapytał młodego.
- Yy.. No... Zaraz... No kurde, przegrałem!!!... Tak, zaraz powinien być... - wydukał zdenerwowany Tae, nadal zaaferowany grą. Key uśmiechnął się w duchu przez widok tego małego, uroczego chłopca.
Kibum poszedł do kuchni i zrobił sobie drinka, po czym wyszedł na balkon. Tak jak powiedział jego przyjaciel, za chwilę rozbrzmiał dzwonek do drzwi. Niezbyt chciało mu się wracać do pokoju, więc pomyślał, że jak ten chłopak będzie chciał się poznać to przyjdzie sam. Nie trzeba było wiele czasu, a na balkonie pojawił się ,,nieznajomy" i zasłonił Kibumowi oczy dłońmi. Brunet z zaskoczenia delikatnie podskoczył.
- Ki-bu-mmie! - wyrecytował mu sylabami do ucha. Key ściągnął jego ręce ze swoich powiek i odwrócił się w stronę nowej osoby, wytrzeszczył oczy na chwilę i parsknął śmiechem.

Tylko on mógł powiedzieć do mnie w ten sposób. 

wtorek, 1 września 2015

Love is so bad



One Shot
Tytuł: Love is so bad
Pairing: JongKey
Gatunek: mocny angst
Ostrzeżenia: brutalna scena, 
krótka scena erotyczna
+: polecam w kółko słuchać: 
Tablo - Bad bądź SHINee - Y.O.U





- Kibuuuuummie! - znajomy głos rozniósł się po całym pokoju. Zdążyłem lekko obrócić głowę w tył i poczułem na swoich plecach przylegające, umięśnione ciało. Chłopak wtulił się we mnie i oparł głowę na moim ramieniu przymykając przy tym powieki. Rozluźniłem się i pogłaskałem go dłonią po tych pięknych, dobrze znanych mi włosach. Uśmiechnąłem się w duchu. - Stęskniłem się za tobą. Kiedy w końcu znajdziesz dla mnie czas? Miesiąc temu przestaliśmy promować się z Dream Girl... A ty... dalej... - przestał na mnie napierać, więc się odwróciłem. Pierwsze co ujrzałem, to jego wielkie, błyszczące oczy pełne tęsknoty.
- Przepraszam. - uśmiechnąłem się szerzej i przejechałem ręką po jego policzku. - Byłem trochę nieobecny. Teraz możemy robić wszystko co chcesz. Więc co chcesz? - zapytałem. W jego oczach momentalnie ukazały się te znajome iskry radości. Brunet znowu rzucił mi się w ramiona, był szczęśliwy jak dziecko, które znalazło swoją matkę. Odwzajemniłem jego uścisk, jednak nieco delikatniej.
- Nic. Kocham cię. Chcę byśmy byli na zawsze razem. Chciałbym po prostu spędzić z tobą czas, nie musimy nawet rozmawiać... Chcę czuć twoją obecność. - po tych słowach musnął nosem moją szyję. Poczułem ukucie w klatce piersiowej. To ból towarzyszący mi od dłuższego czasu. Pod powiekami zaczęły zbierać mi się łzy. Nie potrafiłem dłużej go już ranić, ale nie potrafiłem też go jeszcze zostawić... Proszę, nie zachowuj się tak, wszystko utrudniasz...
Szybko się otrząsnąłem.
- Ja też cię kocham. I nigdy nie przestanę, nikt mnie nie powstrzyma, nawet jeśli będę musiał... - urwałem wypowiedź.
- Co? Co będziesz musiał? - twarz chłopaka znajdowała się teraz idealnie przed moją. Patrzył na mnie tymi psimi oczami, jakby zaraz miał się rozpłakać.
Przewróciłem oczami.
- Nic. Nie martw się, wszystko będzie dobrze. - ująłem jego piękną buzię w dłonie i złożyłem na jego malinowych ustach bardzo czuły pocałunek.
Skłamałem - pomyślałem.
Przepraszam.

Tydzień później

Obudziłem się w środku nocy. Spojrzałem w bok - tuż przy mnie spał on. Pogrążony we śnie w stu procentach, nikt nie byłby w stanie go teraz obudzić... Jego nagie ciało jak zwykle było odkryte.
- W końcu się przeziębisz, głupku...
Usiadłem na łóżku. Pogładziłem dłonią jego pulchne policzki, potem przejechałem opuszkami palców po jego wargach. Chłopak uśmiechnął się nadal będąc w letargu.
- Ciekawe, co ci się śni... Błagam, niech szczęśliwe sny nie ustają, gdy już mnie przy tobie nie będzie... Błagam. - po policzkach ciurkiem spłynęły mi łzy.
Jestem żałosny. Jak mogę zrobić ci coś takiego?
Zlustrowałem uważnie całą jego sylwetkę. Jego umięśnione ramiona. Szyję, którą całowałem niezliczoną ilość razy. Klatkę piersiową, brzuch. Dłonie, szorstkie i niezbyt przyjemne, ale twoje. Plecy, nogi, pośladki... i to, co było dostępne tylko dla mnie. Od zawsze i na zawsze. Przykryłem go kołdrą.
Kiedyś się serio przeziębisz...
Przyjrzałem się starannie tej twarzy. Chcę ją pamiętać w każdym najmniejszym szczególe.
- Ja naprawdę tak strasznie, strasznie cię kocham... Strasznie, strasznie! Nie da się bardziej! - zacząłem zanosić się płaczem, próbując go stłumić, żeby się nie obudził. Poszedłem do łazienki, opłukałem twarz lodowatą wodą i spojrzałem w swoje żałosne odbicie. Przyłożyłem w lustro najmocniej jak potrafiłem. Pojawiły się na nim jedynie rzadkie pęknięcia, mały odłamek utkwił mi w pięści. Wyciągnąłem go i zostawiłem w zlewie.
- Nawet tego nie potrafię zrobić. - wściekłem się. Założyłem bieliznę, spodnie, koszulę i zarzuciłem bluzę, później nałożyłem buty. Poszedłem do sypialni, nachyliłem się nad śpiącym brunetem i pocałowałem jego czoło. Odchodząc od łóżka, poczułem pociągnięcie. Gdy się odwróciłem śpiąca królewna już nie była śpiąca. Trzymał kurczowo skrawek mojej bluzy.
- Gdzie idziesz? Jest środek nocy... - zapytał z ledwo otwartymi oczami.
- Idę się przejść... Spokojnie, przecież cię nie zostawię. Wrócę niedługo. Śpij skarbie. - ruszyłem w przód by jego ręka mimowolnie mnie puściła. Starszy zjechał wzrokiem na moją dłoń, z której wypływała mała strużka krwi.
- Co ci się... - podniósł się.
Nie odpowiedziałem. Wyszedłem i zatrzasnąłem za sobą drzwi.
Ta noc w Seulu była wyjątkowo mroźna. Z nieba spadały wielkie płaty śniegu, które ostatni raz widziałem jakiś miesiąc temu. Schowałem ręce w kieszeni i uniosłem głowę ku górze. Teraz każdy płatek, który mógł zatrzymywał się na mojej twarzy.
Jest jak dzieciak. Będzie mu bardzo ciężko.

Przemierzałem nocne ulice miasta przez kilka godzin. Nie wiem właściwie w jakim celu, to i tak nic nie zmieni. Chyba powinienem już wrócić do domu, Jonghyun albo śpi albo umiera ze strachu.
Wszedłem do mieszkania i ściągnąłem buty. W środku było ciemno, więc pewnie spał. Starałem się być bardzo cicho. Poszedłem do kuchni i zapaliłem światło. Prawie wyzionąłem ducha. Na krześle siedział on, w dresach i luźnej koszuli. Nie miał wyrazu.
- Co do... Boże, przestraszyłeś mnie. Czemu nie śpisz? Jest wcześnie ra... - nie mogłem skończyć. Brunet wstał i pchnął mnie na ścianę. Padłem na nią plecami tak mocno, że aż skrzywiłem usta.
- Co to jest? - złapał moją zakrwawioną dłoń. - Jesteś cały zmarznięty i czerwony, spójrz na swoją twarz! - drugą dłonią dotknął mojego lica. - A to? Wychodzisz w minus dwudziestu w samej bluzie na śnieg? - gwałtownie szarpnął mnie za rękę, aż na chwilę straciłem równowagę.
Byłem w szoku. Rzadko kiedy widuję go w takim stanie.
Pociągnąłem nosem.
- Masz gorączkę. Piekące poliki, wilgotne włosy i przemoknięte ciuchy. - badał całe moje ciało rękoma.
Wciąż przyparty do ściany, osłupiałem.
- Co ty wyprawiasz?! - wykrzyczał. - Myślisz, że nie zauważyłem, że zachowujesz się jak nawiedzony?! Co się z tobą dzieje?! - bez przerwy krzyczał i mną szarpał.
Łzy wezbrały się w jego oczach.
- Wiesz, to, że cię nie wypytuję co pięć minut, nie znaczy, że nic nie widzę! To znaczy, że ufam ci bezgranicznie i wiem, że jak będziesz chciał ze mną porozmawiać to to zrobisz! Tymczasem co ty robisz? - nieskalana ciecz spływała po jego twarzy.
- I co to za prośby? Jak to ,,gdy już mnie przy tobie nie będzie"? Słyszałem wszystko! Powiedz mi wreszcie o co chodzi, bo zwariuję! Mam już dość patrzenia jak cierpisz, nie rozumiesz? To boli. - zakończył łkając. Puścił mnie.
Osunąłem się na ziemię ze wzrokiem wbitym w okno i lekko rozchylonymi wargami. Nie umiałem na niego spojrzeć. Uroniłem łzę.
Chłopak kucnął na przeciw mnie i usiadł na moich kolanach. Złapał mnie za rękę. Krew była już zaschnięta.
- Proszę... Czy to nie ty powiedziałeś, że... że wszystko... będzie dobrze? - wydukał spazmatycznie. - Ja... ja chcę ci pomóc, a nie wiem jak! Proszę... - wtulił się we mnie nie puszczając mojej dłoni.
Poczułem jego włosy pod moją brodą. Pachniały jak zawsze wiśniami. Zaszlochałem i wyrwałem swoją rękę. Zamknąłem go szczelnie w swoich objęciach.
- Ja... ja cię tak bardzo przepraszam. Przepraszam za wszystko! Proszę, wybacz mi... Wybacz mi, bo... ja nie mogę teraz ci nic powiedzieć. Nie mogę, przepraszam! - skrzywiłem usta z lamentu i zamknąłem oczy.
- Jak to nie możesz... A kiedy będziesz mógł... Proszę, zachowuj się jak kiedyś i obiecaj mi teraz na pewno, że mnie nie zostawisz i będzie dobrze! - wykrzyczał z płaczem. - Jeśli to moja wina... jeśli nie jesteś wystarczająco szczęśliwy, powiedz mi! Zrobię wszystko, żebyś był szczęśliwy! Jeśli robię coś nie tak, zmienię to, zrobię wszystko... - nie przestawał mówić. Odchyliłem jego twarz od swojej klatki piersiowej i zamknąłem jego usta namiętnym pocałunkiem. Nasze łzy zetknęły się na wargach, dając słony posmak. Odsunąłem się i przylgnąłem czołem do jego czoła. Ręce bezwładnie opadły wzdłuż mojego ciała.
- Nie chodzi o ciebie. Jesteś idealny. Nie mógłbym być bardziej szczęśliwy. Chodzi o mnie. - powiedziałem ściszonym tonem. Opuszkami palców błądziłem od jego karku do ucha.
- Więc... jeśli nie możesz mi teraz powiedzieć... zapewnij mi, że zostaniesz... - wymamrotał niemal niesłyszalnie, błagalnym głosem.
- Dobrze. Na mały paluszek? - brunet odsunął się ode mnie i na jego twarzy zagościł uśmiech. Zacisnęliśmy swoje małe palce. Obiecałem mu, że będę na zawsze.
Skłamałem.
Znowu.

Miesiąc później

Poczułem jak od nadmiaru wody zatykają mi się uszy. Zamknąłem oczy i jedyne czego chciałem to już nigdy więcej ich nie otworzyć. Wszystko dookoła wyglądało inaczej niż zwykle, obraz rozmazywał się, zmieniał. Nareszcie rzeczywistość nie była zwyczajną rzeczywistością. Zanurzyłem się najgłębiej jak mogłem, z nadzieją, że nikt nie będzie w stanie mnie wyciągnąć.
Straciłem przytomność.
Ocknąłem się - niestety. Do moich uszu zaczęły docierać przerywane krzyki.
- Key! Kibummie! Proszę, obudź się! Key! - czyjeś łzy skapnęły mi na powieki.
Wykrztusiłem z siebie wodę i ledwo otworzyłem oczy. Poczułem na sobie jakieś gorące ciało. Zerknąłem na nie i ujrzałem Jonghyuna. Z trudem uniosłem ręce do góry i otuliłem nimi chłopaka.
- Żyjesz... Tak się cieszę... - brunet ścisnął mnie z całych sił. - Zdążyłem już nawet zadzwonić po pogotowie... - tak mocno mnie trzymał, że nie byłbym w stanie się wyrwać.
- Jak to się stało w ogóle... Błagam, tylko nie mów, że zrobiłeś to celowo. Proszę, nie wytrzymałbym tego. - chłopak ściągnął z krzesła obok ciuchy i mi podał. Trzęsły mu się ręce. - Ubierz się, jesteś lodowaty.
Bez ustanku płakał.
Uniosłem się do góry i zwyczajnie wtuliłem się w jego rozgrzane ciało.
- Zo-zostaw... Przytul mnie... - starszy wysłuchał mojej prośby. Zamknął mnie całego w swoim drżącym uścisku.
Nie mogę...

Kwiecień 2013

Z dnia na dzień czuję się coraz bardziej niepewnie. Zaczynam nie rozumieć otaczającego mnie świata. Powoli zatracam się w ciemności. Mam wrażenie, że moi bliscy oddalają się ode mnie. Że zatracam samego siebie. Nie potrafię być taki jak wcześniej. Nie mogę spać w spokoju, mam wahania nastrojów, nie wiem czego chcę, nie potrafię na siebie spojrzeć. Użalam się nad sobą i płaczę każdej nocy.
- Wychodzę z Taeminem na zakupy, będę wieczorem. Trzymaj się Bummie. - Jonghyun podszedł do mnie, ucałował moje czoło i przejechał dłonią po moim policzku.
Odprowadziłem go wzrokiem do drzwi. Wyszedł z tym swoim bezbronnym i kochanym uśmiechem. Wyciągnąłem rękę przed siebie, ale nie byłem w stanie go dosięgnąć. Nie potrafiłem już go dogonić, oczami wyobraźni widziałem jak odchodzi i znika.
Połknąłem kolejne kilkanaście tabletek i sparaliżowany opadłem na kanapę. Buteleczka z kapsułkami spadła na ziemię i poturlała pod mebel. Spojrzałem na zegarek - wskazywał jedenastą wieczorem.
- Miałeś być wieczorem, a nie w nocy. - pomyślałem na głos. - ,,Trzymaj się Bummie'' - parsknąłem śmiechem i oparłem przedramię na swoim czole. Mogłem odpowiedzieć ,,ty też się nie puszczaj" albo coś w tym guście. Przewróciłem się na bok i westchnąłem głośno. Kręciło mi się w głowie.
Usłyszałem jak ktoś przekręca zamek i wchodzi do mieszkania.
- Cześć skarbie, przepraszam, że się trochę spóźniłem... - przybliżył się do mnie i obdarzył delikatnym pocałunkiem.
Nie odwzajemniłem go. Chłopak stworzył między nami dystans i zmierzył mnie z konsternacją.
- Co jest? - zapytał. Do tej pory ani razu na niego nie spojrzałem.
- Dobrze się bawiliście? - podniosłem się do pozycji siedzącej. Jonghyun cały czas przyglądał mi się z osłupieniem stojąc naprzeciw. - Zauważyłem, że ostatnio bardzo dobrze się dogadujecie. - dodałem.
- Key, o czym ty...
- Może to z nim powinieneś być? On na pewno chętnie cię zerżnie. No chyba, że już zdążyliście to przerobić. - podniosłem ton i pociągnąłem go gwałtownie za koszulę. - Wcale nie byłbym zdziwiony. - odepchnąłem go od siebie. - Skoro wie o nas i od początku nie miał nic przeciwko, na pewno jest pedałem i kręci się przy tobie, żeby mi cię zabrać.
Brunet nie odezwał się ani słowem, a jego oczy zaczęły wilgotnieć.
- Jak chcesz to idź. - wstałem i pchnąłem go na drzwi balkonowe. - Idź! Idź, nie zabraniam ci! Rozumiesz?! - wrzasnąłem. - Wypierdalaj! - szarpnąłem nim z całych sił. Wziąłem z parapetu butelkę wódki, dopiłem do dna i rzuciłem o ziemię. Po pomieszczeniu rozniósł się dźwięk tłuczonego szkła.
- Człowieku o co ci chodzi?! Czy ty wiesz w ogóle o czym ty mówisz?! C-co ty robisz… – z początku krzyczał, jednak ostatnie słowa wypowiadał coraz ciszej, łkając. Złapałem go za szyję i zacisnąłem rękę.
- Przecież i tak już nic do mnie nie czujesz! Nie kochasz mnie już! Nie chcesz mnie! – krzyczałem. – Jesteś coraz dalej! W ogóle już ciebie przy mnie nie ma! Masz na mnie wyjebane! – dodałem. – Wolisz chodzić sobie na zakupy z tym dzieciakiem niż spędzać czas ze mną!
Łzy starszego zaczęły przedzierać się między moimi palcami. Próbował wyrwać się z uścisku, ale w końcu sobie odpuścił, a jego ręce osunęły się wzdłuż jego ciała.
- A-ale ja cię ko-kocham… - wykrztusił z trudem.
- Kochasz? Kochasz?! Jeszcze tak niedawno mówiłeś, że widzisz, że jest coś nie tak… Myślisz, że teraz wszystko jest już dobrze? Nic nie jest dobrze! Zrozum to wreszcie idioto! Myślisz tylko o sobie! Pewnie puszczasz się z każdym frajerem po kątach! - z wściekłości zrobiłem się cały czerwony. Jonghyun oddychał coraz ciężej, a jego ręce dygotały. – Kiedy ostatni raz się kochaliśmy? Pamiętasz w ogóle kiedy ostatni raz byliśmy jednością?!
- Nienawidzę cię! Nienawidzę cię z całego serca! Jesteś dziecinny, naiwny, głupi i myślisz, że życie to bajka! Uważasz, że będziemy mogli żyć razem szczęśliwie do końca naszych dni ukrywając się przed wszystkimi? Ja tak nie chcę! Mam dość tych kłamstw! Jesteś najgorszym, co spotkało mnie w całym życiu, zrobiłbym wszystko, żeby nigdy cię nie poznać! – i mnie zaczęły spływać łzy.
- Duszę się tobą! Przytłaczasz mnie, nie mogę na ciebie patrzeć! Wiesz co się stało? Chcesz wiedzieć? – zapytałem przez płacz.
- Zakochałem się. Kocham cię, to się stało! Jestem chory na ciebie, zdajesz sobie z tego sprawę? To przez to to wszystko! Ta pierdolona miłość jest chorobą, sam widzisz. Ja nie chcę cię już kochać! – wywrzeszczałem.
Chłopakowi przymknęły się powieki, a ręce przestawały drżeć. Jego oddech powoli ustawał.
Puściłem jego szyję i przeciągnąłem go za nadgarstek na kanapę.
- Proszę, pokaż mi jak mnie kochasz. – powiedziałem bez żadnych uczuć, mimo spływających łez.
Zszarpałem z niego spodnie, a potem bokserki. Przewróciłem go na brzuch, rozpiąłem sobie pasek i rozporek i wyciągnąłem swojego penisa.
- Prze… przestań… Proszę, bła-błagam… To nie jesteś Ty… nie… - Jonghyun ledwo dysząc szepnął w moją stronę. Całe jego ciało drżało.
- Zamknij się wreszcie. Taki silny i umięśniony, a taki uległy. Nie odzywaj się i będzie dobrze. – wraz z tymi słowami gwałtownie w niego wszedłem. – Miałeś mi skarbie udowodnić, że mnie kochasz. Teraz zerżnę cię jak kurwę. Tak jak zawsze chciałeś.
Targając go za włosy poruszałem się jak najszybciej i najmocniej. Gdy już zacząłem szczytować, spuściłem się w jego wnętrzu. Wyszedłem z niego, zapiąłem spodnie i zszedłem z łóżka.
- I gdzie ta twoja miłość… - powiedziałem z pogardą.
Sapiąc poszedłem do łazienki.
- Gdzie są te pierdolone pigułki… - przeszukiwałem wszystkie szafki, zrzucając z nich wszystko co na nich było. Ręce mi się trzęsły, a ja wpadłem w histerię. Stanąłem przed lustrem, na którym widać było niedawne pęknięcia.
- Kurwa! – znowu przyłożyłem w nie pięścią. Odkręciłem wodę i opłukałem twarz. Wpadłem w szał, ubrałem buty i wyszedłem z domu.
Do rana siedziałem w pobliskim pubie. Miałem wrażenie, że całkowicie wyzbyłem się uczuć. Gdy wróciłem do domu, był pusty. Rzuciłem klucze na stół i podniosłem kartkę, która na nim leżała.

Pewnie masz rację, ciężko byłoby żyć razem i ukrywać to przed resztą. Ale byliśmy w stanie to zrobić. Ty nie chciałeś. Ja zawsze chciałem ci pomóc, ale wierzyłem, że przyjdziesz do mnie gdy będziesz potrzebować pomocy. Nie zrobiłeś tego ani razu. Byłem przy tobie nieprzerwanie aż do teraz, starając się cię zrozumieć i bez ustanku cię wspierając. Robiłem wszystko, żebyś był szczęśliwy. Ale ty się zmieniłeś, jesteś… inny. Spójrz w odbiciu w swoje oczy. Są puste, bez wyrazu. Oczy, które niegdyś błyszczały i patrzyły na mnie z miłością, teraz straciły swój blask. Jak mogłem ci pomóc gdy mnie odrzucałeś? Nie umiałem tego zrobić. Pewnie jest to też moja wina. Wszystko co robiłem, było dla ciebie. Oddałem ci całe swoje serce, całego siebie. Zniszczyłeś siebie i zniszczyłeś mnie. Ty zawsze byłeś powodem, dla którego oddychałem. To dla ciebie codziennie otwierałem oczy. Tylko ty byłeś powodem mojego życia. Teraz już tego nie ma. To boli.

Po licach spłynęły mi łzy. W tym momencie odzyskałem zmysły.
- Co ja zrobiłem? – zapytałem sam siebie.
Wypuściłem z dłoni papier i osunąłem się na ziemię. Schowałem twarz w dłoniach i pogrążyłem się w płaczu.

*

Dwa dni później wróciłem do domu Kibuma by zabrać swoje rzeczy. Mieliśmy w tym czasie urlop, więc każdy z nas podziewał się w innym miejscu. Gdy wszedłem do środka nikogo w nim nie było – na szczęście. Pozbierałem wszystko co należało do mnie i na moment jeszcze usiadłem na fotelu. Pod kanapą leżała moja czapka, więc schyliłem się po nią. Poza nią znalazłem jeszcze buteleczkę z prochami i jakiś zeszyt.
- Key…
Zacząłem wertować w nim kartki.

Już nie mogę/ Nie dam rady/ Uzależniłem się/ Nie mogę znaleźć tabletek/ Nie umiem przestać/ Kocham go/ Nie potrafię żyć dłużej w kłamstwie/ To mnie przytłacza/ Kłamstwa/ Kłamstwa/ Chcę być z nim na zawsze. Kocham go najbardziej na świecie/ Miłość/ Cały czas go okłamuję/ Muszę od niegodejść/ Nie chcę by przeze mnie cierpiał/ Przez te prochy przewraca mi się w głowie/ Żyję w swoim świecie/ Nie odróżniam rzeczywistości od mojej wyobraźni/ Nie panuję nad tym/ Chcę przestać/ Nie mogę/ Kocham go/ Nie chcę go stracić/ Kłamstwa/ Mam dość bycia idolem/ Nie mam sił/ Chcę umrzeć/ Kocham go nad życie

Te słowa i zdania powtarzały się naprzemiennie w całym zeszycie. Próbowałem objąć to umysłem, ale nie mogłem. Wszystko, o co mnie zawsze osądzał działo się tylko w jego głowie.
- Czemu… Czemu mi nie powiedziałeś, że było ci ciężko?! Że nie dajesz już sobie rady?! Czemu nie powiedziałeś, że przez to zacząłeś brać prochy! Pomógłbym ci! Ja naprawdę myślałem, że mnie nienawidzisz! – wykrzyczałem w pusty pokój i cisnąłem zeszytem w kąt.
Do mieszkania nagle wparowali faceci w mundurach.
- Co pan tutaj robi? – jeden z nich zapytał mnie poważnym tonem.
- Słucham? Chyba ja powinienem o to zapytać. Pomieszkiwałem tutaj od dłuższego czasu, więc nie widzę w tym nic dziwnego. Może panowie policjanci powiedzą mi co tutaj robią? – zmarszczyłem brwi.
- Mamy nakaz przeszukania mieszkania. Mieszka tutaj niejaki Kim Kibum, wczoraj wylądował w szpitalu i z tego co wiemy brał narkotyki, więc przyszliśmy poszukać jakiś wskazówek.
Z szałem rzuciłem się na mężczyznę.
- Jak to w szpitalu? Żyje?! Jakie wskazówki? Żartujecie sobie?! – wykrzyczałem.
- Proszę się uspokoić! – odepchnął mnie od siebie. – Chłopak leży w najbliższym szpitalu i jest w ciężkim stanie. Żyje, ale nie wiemy jak długo. Przedawkował.
- Co.. - odsunąłem się do tyłu.
- Powiedział pan, że tutaj pan pomieszkiwał, co to znaczy? Kim jesteś dla tego chłopaka? Musimy zrobić przesłuchanie. – policjant wyciągnął notes z kieszeni i długopis. Jednym ruchem wytrąciłem obie rzeczy z jego ręki.
- Pierdolcie się! Pierdolę te przesłuchania, nie mam na to teraz czasu! – odepchnąłem ich i wybiegłem z domu. Kilka sekund później znalazłem się już na ulicy. Gnałem uliczkami miasta co chwilę się potykając. Wraz z wiatrem z moich oczu uciekały łzy i znikały za mną.
- Ty idioto… - powiedziałem do siebie i zaszlochałem.
Pięć minut później byłem już na miejscu.
- Kim Kibum! Gdzie? Gdzie leży?! - wparowałem do środka i zacząłem się rozglądać.
- Proszę nie krzy… - odezwała się jakaś kobieta.
- Jaki pokój?!
- 230…
Wbiegłem schodami na górę i szukałem wzrokiem pokoju. Wleciałem do środka i zobaczyłem Kibuma. Podszedłem do łóżka i usiadłem na nim.
Do całego ciała miał poprzyczepiane multum jakiś kabelków. Jego skóra była szara i zimna.
Drżącą dłonią złapałem go za policzek i oparłem głowę o jego klatkę piersiową.
- Ja wiem, że zrobiłeś mi nieodwracalną krzywdę, ale postaram się ci wybaczyć! Spróbujemy jeszcze raz od nowa, najpierw pomożemy tobie wrócić do poprzedniego życia, spróbujemy cię wyleczyć! Później będziemy każdego dnia pracować nad nami, spróbujemy odbudować wszystko od zera! Jak nie chcesz już być w zespole to… to nic, damy radę i wszyscy będziemy cię dalej wspierać… Ja wiem, że mnie kochasz, i że miałeś ciężko… Proszę, chcę byśmy dostali jeszcze jedną szansę, uporamy się z tym, tylko błagam… nie odchodź… Obiecałeś mi… na ,,mały paluszek”, pamiętasz? A jeśli nie chcesz mnie dalej krzywdzić i siebie i po prostu nie chcesz byśmy byli razem, to po prostu bądź… Musisz żyć… Masz tyle przed sobą, tyle marzeń i celów… Kocham cię nadal. Błagam cię, nie zostawiaj mnie. – powiedziałem niemal jednym tchem pochlipując.
Key położył rękę na mojej głowie i z trudem zaczął mówić.
- To moja wina. To ja nie chciałem złapać twojej pomocnej dłoni. Zamiast tego, tylko się pogrążałem. Pragnę, byśmy mogli znowu być razem. Nawet jeśli to toksyczne, spróbuję ci wszystko wynagrodzić z nawiązką, będę do końca życia dla ciebie. Jeśli z tego wyjdę to…
- Wyjdziesz! – uniosłem się ku górze i zacząłem obdarowywać jego usta i szyję niezliczonymi pocałunkami. Całowałem go tak zachłannie i czule, nie chciałem go stracić.  Blondyn próbował każdy jeden z nich odwzajemnić, ale nie miał dużo siły.
Splotłem nasze dłonie i desperacko badałem jego wargi swoimi.
- Tak mi tego brakowało… - wyszeptałem w jego usta. Teraz patrzyliśmy sobie prosto w oczy. Na jego policzki ściekały moje łzy.
- Kocham cię naprawdę i naprawdę przepraszam za wszystko… Przysięgam, że pójdę na terapię i zrobię wszystko… Tylko bądź przy mnie… - wymamrotał.
- Będę, obiecuję. – wyszeptałem ciągając nosem. Key uśmiechnął się lekko i zamknął oczy. Teraz leżąc na jego klatce piersiowej słyszałem dokładnie bicie jego serca. W duchu byłem szczęśliwy.
- Zostań dzisiaj ze mną tutaj… Nie chcę nocy spędzić sa… - nie skończył.

Słyszałem jedynie pikanie urządzenia w uszach. Spojrzałem na monitor, wszystkie podstawowe czynności życiowe zaczęły spadać. Tętno, ciśnienie. W końcu dźwięk stał się ciągły. Spanikowałem. Zacząłem nim szarpać. Krzyczałem panicznie. Próbowałem wpuścić mu swoje powietrze do płuc. Nic nie dało. Przybiegł lekarz z kilkoma innymi, kazali mi szybko wyjść. Ale ja nie chciałem puścić jego ręki. Trzymałem mocno. Płakałem. Wyłem. Nie byłem w stanie wydukać ani słowa. Wyrzucili mnie z sali i zamknęli ją na klucz. Przyległem ciałem do drzwi, położyłem dłonie na szybie i patrzyłem.
- Key! Kibum! Bummie! Proszę obudź się! Key! Kochasz mnie? Nie łam znowu danego słowa! – zdarłem sobie gardło na nic. Do pomieszczenia nie docierały żadne odgłosy z zewnątrz. Założyli mu respirator, chcieli przywrócić bicie serca. Bez skutku. W moją stronę odwróciła się jedna pielęgniarka i skinęła głową na bok, patrząc prosto w moje oczy z żalem. Jedyne co widziała, to nieustający ból. Chciałem wejść do środka, nie mogłem. Już nigdy więcej go nie dotknę. Nie zobaczę. Nie poczuję smaku jego ust. Tego drobnego ciała. Nie usłyszę irytującego „Jonghyun, znowu nasyfiłeś! Czy ty nie umiesz po sobie posprzątać? Jesteś taki dziecinny!”, głosu, który tak często i pieszczotliwie wymawiał moje imię. Śmiał się, płakał, krzyczał. Już nigdy nie powie mi, że mnie kocha. Gdybym wiedział, że tak to się skończy pozwoliłbym mu ranić się do końca życia. Byleby został. Teraz go nie ma. To wszystko nie ma najmniejszego sensu. Dlaczego to się stało? Dlaczego? 
Stałem tam przez kilka minut, dopóki lekarka nie podeszła do drzwi i nie przesunęła na nich zasłonki. Moment, w którym to robiła był ostatnią sekundą, w której go widziałem. Jednak ta sekunda zdawała się być dłuższa niż całe moje życie.

Ciemność. Nic nie byłem w stanie już dostrzec. Przesunąłem się do tyłu i oparłem o ścianę, dalej nie dowierzając w to, co się stało. Podbiegł do mnie Taemin z resztą, ale w ogóle nie zwróciłem na nich uwagi. W głowie słyszałem jedynie głos, który koił mnie odkąd pamiętam. Powoli zjechałem na dół i bez przerwy pustym wzrokiem patrzyłem w drzwi. Za którymi była osoba, dla której byłem w stanie zrobić wszystko. Wszystko. A to wszystko zniknęło w jednym momencie. Spojrzałem w korytarz i cała trójka skupiła swoją uwagę na mnie. Chciałem o coś zapytać. Wyszeptałem w przestrzeń: 
- Jak mogliśmy do tego dopuścić? Jak ja mogłem?

~~~~~~~~~~~~~~~~
LoL, mój pierwszy ff yaoi, kisnę X'D
Sorki, że ja taka niesłowna itd ;(
Dobranoc. ♥