czwartek, 7 maja 2015

I.w.t.b.y.o.A. ~ Rozdział 1


Dobry wieczorek~ Natchnęło mnie dzisiaj, więc umieszczam pierwszy rozdział. Za wszelkie błędy przepraszam mocno. Zapraszam do lektury (:

*

Skądś ją znałem. Nie potrafię sobie przypomnieć skąd, ale odnoszę wrażenie, że już kiedyś mieliśmy ze sobą do czynienia. Ta twarz utkwiła mi w głowie. I na tym się kończy. Właściwie to nie rozumiem, dlaczego wtedy spuściłem wzrok. Zrobiłem to zupełnie podświadomie. Przecież i tak się nie znamy i w zasadzie nie wiem nawet czy mógłbym powiedzieć, że mi się podoba. Czasem sam siebie nie rozumiem. Większość czasu zawsze spędzałem z chłopakami, więc nie wiem jak to jest gdy ktoś ci się podoba. A, moment... Za wyjątkiem czwartej klasy podstawówki, ale sam już prawie nic z tego nie pamiętam. Poza tym tego nie można nawet zaliczyć do jakiegoś uczucia czy coś w tym guście. Rety, czemu myślę o czymś takim, co ze mną nie tak? Po tej myśli ponownie spuściłem głowę, a jednocześnie na mojej twarzy pojawiły się rumieńce. Rety. Bez sensu się nad tym wszystkim zastanawiam, skoro i tak nic dla siebie nie znaczymy.

~

- Eh? Zmęczona? Jasne... - wtrąciła się Seo, obracając się do tyłu. Przez chwilę milczała, ale zaraz pojawił się na jej ustach szyderczy uśmieszek.
- No to już wiem na co się tak zapatrzyłaś! A raczej... na kogo! - wykrzyczała, jakby dumna ze swoich umiejętności dedukcyjnych. Wow... jesteś taka bystra i spostrzegawcza, niesamowite. Zironizowałam odrobinę w myślach.
- Huh? Co? - spytałam, udając głupka i rozkładając przy tym dłonie.
- No nie wstydź się. Tam idzie grupka chłopaków z trzeciej klasy. Który to może być...Ten? Może tamten? A może to Kai... choć on jest w drugiej klasie. - zaczęła wskazywać na każdego po kolei palcem, następnie przyłożyła kciuk do brody w geście zamyślenia, nie spuszczając oczu z trzecioklasistów.
- Przykro mi, ale nie mam pojęcia, który z nich to on. - skwitowałam, równocześnie zmniejszając grono potencjalnych kandydatów, w których mogłam się zapatrzeć.
- Więc... Taeminnie? Naprawdę? Teraz jestem poważnie zaskoczona. Gdyby to był Kai, to bym zrozumiała, jest taki męski... Ale Tae? Czemu? - obsypała mnie masą bezsensownych pytań. Jeny... Co za uparta dziewczyna. - Taemin jest taki zniewieściały i w ogóle, co to za mężczy... - Weszłam jej w słowo. Nie mogłam się powstrzymać.
- Nie pojmuję dlaczego tak o nim mówisz, w ogóle go nie znasz. To jego sprawa jak wygląda i jaki jest. A ty nie powinnaś się w ogóle odzywać, zawsze musisz mieć coś negatywnego do powiedzenia. - uniosłam się z wyraźną pretensją i złością w oczach. Ale czemu tak zareagowałam? Chyba przesadziłam. Wszystkie dziewczyny zatrzymały się, otworzyły aż usta ze zdziwienia, na dodatek prawie wyszły im oczy. Zamilkły. Jednak ku mojemu zdziwieniu to nie Seo była najbardziej zszokowana, a Naeun. Na moje słowa aż zadrżała, zrobiła się niepokojąco dziwna i ciut smutna. Niemal od razu przestała utrzymywać ze mną kontakt wzrokowy. Po chwili się zreflektowałam i zaczęłam pospiesznie się usprawiedliwiać.
- Jeju, przepraszam cię Seo, nie chciałam być taka wredna. Przepraszam, nie chciałam się zdenerwować. Totalnie bez sensu mnie poniosło... - popatrzyłam na nią przepraszająco, czekając na jakiś ruch z jej strony. Zrobiło mi się trochę głupio.
- Nah, nic się nie stało. Mną także nieraz targają emocje, ale po prostu nie rozumiem takiej reakcji. - odpowiedziała bez konkretnych uczuć. Ale ja sama też nie rozumiem...
- Wiem, że nie. Ja sama też nie do końca... Po prostu poznałam go dawno temu przypadkiem, wydawał się miły i zauważyłam dziś, że bardzo się zmienił, dlatego tak się zagapiłam. Wybuchłam bez powodu. I tyle, poza tym nic nas nie łączy. Raz tylko rozmawialiśmy, pewnie już mnie nie pamięta. - wyjaśniłam na spokojnie, by nie powstały żadne insynuacje z jej strony. Oczywiście nie wspomniałam, jak bardzo mnie jego osoba zainteresowała. Zwyczajnie nie chcę zbędnych plotek.
- Mhm. Spoko, nic nie mówię. Jakbyś jednak chciała się czegoś o nim dowiedzieć lub go poznać jeszcze raz, to gadaj z Nae, oni się kiedyś przyjaźnili, ale stracili niedawno kontakt. - po wypowiedzeniu tych słów skupiła swój wzrok na Naeun i ponownie zaczęła iść.
- T-tak, mogę ci chętnie poopowiadać... - rzekła, w ogóle na mnie nie patrząc i wymuszając przy tym uśmiech. Słychać było w jej zachwianym głosie niepewność. Zastanawiałam się co się takiego stało, ale nie chciałam naciskać, więc nawet nic nie powiedziałam.
- Nie trzeba, naprawdę. Dzięki. - powiedziałam z lekkim uśmiechem.
- Ale... - wtrąciła się Seo. - To bardzo dziwne, że kompletnie się nie orientujesz.
- Niby w czym? - spojrzałam na nią pytająco, nieco zdezorientowana.
- No bo Taeminnie jest tu i w sumie nie tylko tu, dość sławny, dlatego gdy spostrzegłam, że w niego byłaś zapatrzona, zdziwiłam się. Pomyślałam, woah, ale wysoko mierzy. - przy tym ostatnim stwierdzeniu zaśmiała się. - Oczywiście to był żart, nie przejmuj się. - zarzuciła mi rękę przez ramię i zaczęła się do mnie przytulać. Meh, ona chyba zawsze taka będzie... Przynajmniej wiem, że wszystko z nią dobrze.
- A-aha... Czemu jest taki popularny? - spytałam. Nie spodziewałabym się, że mógłby być sławny. Nie wyglądał na kogoś nadto towarzyskiego.
- Jeny! - Seo wręcz to wykrzyczała. - Ty naprawdę jesteś jakimś jaskiniowcem! - poczochrała mi włosy, znowu oznajmiając, że to był niewinny żart. No przepraszam, że nie jestem na bieżąco i nie interesuję się życiem innych...
- Taemin jest najmłodszym członkiem tutejszego boysbandu kpopowego o nazwie SHINee. Tak zwany maknae. Zadebiutowali dwa lata temu. W sumie muzykę mają fajną. Zespół składa się z pięciu osób wraz z nim. Onew, Jonghyun, Minho, Key i on. Jako że są starsi nie chodzą razem do szkoły. Taemin jest głównym tancerzem. A tak na marginesie naprawdę świetnie tańczy, śpiewa też dobrze. Poza tym nic mnie w nim nie ujęło. Ale wracając. Gra też na pianinie i gitarze. - opowiedziała, zadowolona ze swojego szerokiego spektrum informacji, Seo. Ten chłopak... Taki skromny, delikatny... Kimś takim? To całkiem fascynujące. Ludzie nigdy nie przestaną mnie zaskakiwać.
- Niesamowite, że nie znasz Szajnich. - zakończyła, z lekką kpiną.
- No nie znam i nie pomyślałabym, że jest kimś takim uzdolnionym. - powiedziałam starając się nie ukazywać zbyt wielu emocji. Wygląda strasznie wyjątkowo i w dodatku zdaje się być wyjątkowy. Ugh.
- Pozory mylą. Właściwie to słyszałam, że czasem udaje się jego klasowym kumplom wyciągnąć go na karaoke, na którego teraz idziemy. Może też tam będzie. Może też będzie Kai, przecież się przyjaźnią... - złożyła ręce w piąstki, robiąc urocze aegyo. Ale się rozmarzyła.
- Może. - próbowałam urwać dyskusję o nim, na moment się udało. Zauważyłam, że Naeun widocznie posmutniała, szła w ciągłym milczeniu, jakby na skazanie, a to zupełnie do niej niepodobne. - Ne, co się stało Naeunnie? Wyglądasz na przybitą. Zanim zorientowała się, że do niej mówię, minęło kilka sekund. Wtedy spojrzała na mnie bez wyrazu.
- Eh? Nie, nic mi nie... - i tu znowu wtrąciła się mistrzyni, Seo.
- Naeun po prostu zadurzyła się w Minnie. - zaczęła. Nae spojrzała na nią z wymalowanym na twarzy wyrzutem. Minnie? Co to za śmieszne zdrobnienia... - Ale gdy mu o tym powiedziała, została jakby odrzucona. Tae stwierdził, że jest dla niego jak siostra i nie bardzo rozumie takie uczucia jak miłość i tak dalej. Chciał się przyjaźnić i zapomnieć o tym wyznaniu, ale on nie wiedział jak powinien się zachować, a Nae za bardzo cierpiała. Próbował wszystko naprawić, ale nie wyszło. Nae na razie nie potrafi. - skwitowała. Natychmiast w rozmowę włączyła się poszkodowana. Ja tylko błądziłam oczami po każdej z nas, zastanawiając się, o co tu chodzi. Kyo i Jin ani razu się jeszcze nie odezwały, wyraźnie były zajęte sobą.
- Hej, jestem tutaj i cały czas byłam. Nie musiałaś tego wszystkiego mówić. - powiedziała z zaszklonymi oczami. - Naprawdę nie wiesz kiedy zamknąć usta. Wracam do domu, nie mam już ochoty na zabawę. - dokończyła, mocno poirytowana i jawnie zraniona. Bez wahania się obróciła i bez słowa ruszyła w swoją stronę. Zerknęłam wtedy na Seo i zaczęłam trochę bronić Naeun. Tak chyba wypadało po prostu...
- Ona chyba ma rację, chyba nie powinnaś być taka bezpośrednia... - od razu spojrzała na mnie karcąco i wówczas wyszły mi z głowy jakiekolwiek myśli, by argumentować moje zdanie.
- Musiałam. I będę to robić cały czas. Za długo już ją pocieszam. A ona bez przerwy płacze i użala się nad sobą. Mam już dość. Ona na pewno też. Jesteśmy najlepszymi przyjaciółkami, nie zamierzam patrzeć jak nieustannie jest w dołku.  Chcę by stała się silna. W końcu jej przejdzie. Wierzę w nią i jej nie zostawię. Musi tylko pogodzić się z rzeczywistością i ruszyć naprzód. - powiedziała unosząc głowę do góry i przyspieszyła kroku, wyprzedzając mnie i dziewczyny. - No chodźcie, już nie mogę się doczekać śpiewania! Ami, pokażesz nam swój niebiański głos! - krzyknęła uśmiechając się szeroko, ale oczywiście nie zapominając o sarkastycznym wydźwięku. Niesamowita z niej dziewczyna. I naprawdę wartościowa przyjaciółka.

Dotarłyśmy na karaoke niedługo później. Po dwóch godzinach Kyohyun i Jinchae musiały iść, więc zostałyśmy same z Seoyeon. Jeny, ta dziewczyna ma w sobie tyle energii, w ogóle się nie zmęczyła i w dodatku nadal chciała śpiewać! Wykończysz mnie kiedyś... Mimo praktycznie braku tchu przez cały pobyt tutaj, naprawdę świetnie się bawię. Chyba nigdy nie czułam się tak rozluźniona, nieograniczona. Chyba warto było stworzyć jakąś silniejszą więź... 


Na dworze zaczyna się już ściemniać, a ja naprawdę już padam z nóg. Czas się zbierać. Dzisiaj więc nie był dzień na wyciąganie Taemina na karaoke...
- Seo, chodźmy już, jutro musimy wstać do szkoły, a ja jeszcze muszę zajrzeć do biblioteki. - powiedziałam do, nieco też już bez sił, dziewczyny. Podniosłam się i zaczęłam iść w stronę wyjścia.
- Czekaj na mnie jędzo! - zarzuciła na siebie kurtkę i rzuciła się na mnie obejmując ramieniem. - Świetnie się dziś bawiłam, mam nadzieję, że ty też. Musimy częściej się spotykać poza szkołą, nie sądzisz? To bardzo dobrze działa na przyjaźń. - pociągnęła mnie za policzek i wystawiła język. Odwróciłam twarz w jej stronę i zaczęłam się śmiać.
- Nie wystawiaj języka bo ci... - pstryknęłam ją w nos. - Tak, dzisiejszy dzień był bardzo udany, na pewno warto będzie go powtórzyć! I masz całkowitą rację, to naprawdę doskonale działa na... przyjaźń. - wyszczerzyłam zęby w pogodnym uśmiechu.
- Jesteś dziś taka szczęśliwa, aż mi się oczy cieszą! Do twarzy ci w szczęściu. - niemal mi to wyśpiewała. Nie wiedziałam co odpowiedzieć, więc po prostu uśmiechnęłam się tak mocno, aż przymknęły mi się oczy. Chciałam z nią chwilę pogadać na temat  Nae i Taemina.
- Słuchaj... Nae naprawdę aż tak kocha Taemina? - spoglądnęłam w jej stronę, a ona patrząc w niebo zaczęła mówić.
- Myślę, że tak. Ale myślę też, że nie powinna marnować czasu na niego. On na nią nie zasługuje. - rzekła bez namysłu. Dlatego go tak nie lubisz... - I tak nie będą razem. Musi jej minąć. Nie ma wyboru, inaczej będzie cierpieć cholernie długo. W końcu zakocha się w kimś innym. - spojrzała w moją stronę i uniosła kąciki ust ku górze.
- Rozumiem... Martwię się o nią, mogłabyś do niej pójść lub chociaż zadzwonić? Ja nie jestem z nią tak blisko... Więc wiesz... - zaczęłam bawić się opuszkami palców.
- Spokojna głowa, zawsze najpierw jej przemawiam do rozumu, a później do niej wracam.  Taka kolej rzeczy. Nie przejmuj się. - odpowiedziała głaszcząc mnie po głowie.
- Dobrze, teraz jestem spokojna. Ja tutaj skręcam, bo w tę stronę jest biblioteka. Do zobaczenia jutro w szkole i dziękuję za dzisiejszy dzień! - pomachałam jej ręką, a ona wtuliła się we mnie tak mocno, że prawie straciłam oddech. Rozstałyśmy się.

Omo... Jednak marcowe wieczory okropnie dają się we znaki... Zamarzam. Obejmowałam się rękoma, bo zrobiło się tak nieznośnie zimno. Oprócz tego wezbrał się porywisty wiatr, który jednak przyniósł coś pożytecznego, a mianowicie rozwiał wszystkie chmury znajdujące się na nieboskłonie, ujawniając niezliczoną ilość gwiazd. Przestałam odczuwać chłód, bo nad moją głową rozpościerał się taki piękny widok. Nie wiem kiedy zaczęłam się uśmiechać sama do siebie. Szłam opustoszonym chodnikiem obok kwitnących drzew, od czasu do czasu mijał mnie jakiś samochód obok na ulicy. Gdy już praktycznie dotarłam do biblioteki, usłyszałam nieopodal grająca muzykę i ujrzałam ledwo widoczne światło. Ciekawość sprawiła, że zamiast wejść do biblioteki ruszyłam w stronę ów rozpraszających mnie rzeczy. Parę minut od mojego planowego celu podróży znajdowała się niewielka opuszczona świątynia, a tuż obok niej było kameralne, stare boisko. Pewnie należało niegdyś do tej świątyni. Może ktoś tu mieszkał. Nie ważne. Właśnie to miejsce było tak subtelnie oświetlone i stąd dobiegała muzyka. Nagle zauważyłam postać, więc odruchowo schowałam się za najbliższym drzewem. Musiałabym naprawdę wytężać wzrok, by cokolwiek zobaczyć, więc bezszelestnie przemknęłam na tył świątyni, stanęłam za ścianą i delikatnie wysunęłam głowę by coś widzieć. To jest chłopak... Średniego wzrostu, ciemne włosy. Stoi tyłem. Jest na boso? C-co on robi? Zaczyna tańczyć? Miał na sobie luźną koszulkę i dresy. Nagle zaczęła brzmieć muzyka. Była... spokojna, subtelna. Ale jednocześnie tak bardzo wyrazista i przepełniona uczuciami. Chłopak kompletnie oddał się rytmowi, poruszał się nienagannie. Jego ruchy były pełne gracji i wdzięku, ale też pewności siebie. Na pewno wkładał w taniec całe serce. Tańczył całym ciałem i duszą. W świetle księżyca i gwieździstego nieba. Wiatr synchronizował się z nim idealnie. Byłam oczarowana, nie potrafiłabym wypowiedzieć słowa. Kompletnie zatopiłam się w tym akcie pięknej sztuki. Fantastyczny... Momentalnie z nieba zaczęły kapać maleńkie krople nieskazitelnej cieczy, zwanej deszczem. Chłopak uniósł głowę, a twarz jego oświetliły lampy i blask księżyca. Zamarłam. Zobaczyłam dokładnie jego twarz. Lee... T-taemin... Czy on jest idealny? Czy on naprawdę jest aniołem? Jak go widzę, nie ma nic poza nim. Sprawia, że oczy skupiają się tylko na nim. Jak on to robi? Wspaniały. Pewnie dlatego nie był na karaoke. Z podziwu moje nogi odmówiły posłuszeństwa, musiałam przykucnąć i oprzeć się o ścianę. Teraz wirował wśród kropel deszczu, jakby był najszczęśliwszym człowiekiem na świecie. Nie był niczym ograniczony, był w stu procentach wolny. Zwolnił tempo... Koniec? Zakończył występ perfekcyjnie. Na jego twarzy malowały się tłumy emocji. Nie wiem co powiedzieć. Jak się ocknęłam i wróciłam do świata, zorientowałam się, że deszcz stał się silny i niemal ciężki, podniosłam się chcąc zejść na trawę i wtedy... Kaleka Ami pośliznęła się i przewróciła na ziemię, w dziwny sposób wykręcając sobie stopę. Brawo. Teraz na pewno zostaniesz incognito. Jeszcze sobie pomyśli, że go nawiedzam poza szkołą i w dodatku prawie nocą. Wtedy chłopak odruchowo obrócił się w stronę dobiegającego odgłosu i zaczął zmierzać w tym kierunku.
- Eh? Ktoś tu jest? - zapytał w przestrzeń wyraźnie zdezorientowany.
Aaaaa. Mehh... Skrzywiłam twarz w geście zdegustowania całą tą głupią sytuacją. Z bezradności rozłożyłam ręce i w całości walnęłam się na trawę. Chwilę później zobaczyłam go z bliska. - H-hej... - powiedziałam żałośnie się chichocząc, nie podnosząc się z ziemi.
Jak mnie tylko zobaczył instynktownie odskoczył wydając z siebie cichy, płochliwy dźwięk. Na początku wstrzymywałam śmiech, ale już dłużej nie mogłam, więc wybuchłam, mimo faktu, że moja sytuacja jest stokroć żałośniejsza. Przestraszył się...
- Przestraszyłam cię? Przepraszam. - powiedziałam przez śmiech, zakrywając usta dłonią. Podniosłam się do pozycji siedzącej.
- Co do... Co ty tu robisz?! - zapytał podniesionym głosem, nieco zmniejszając dystans między nami. Jednocześnie przykrył twarz ręką z załamania, uśmiechając się przy tym. Jeny, jaki uroczy!
- Wiesz, durna historia. - zaczęłam. To wszystko było takie głupie, że zapomniałam zupełnie o skrępowaniu czy braku komfortu. - Szłam sobie do biblioteki, gdy nagle usłyszałam niedaleko jakąś cichą muzykę i zobaczyłam prześwity światła. Więc, intuicyjnie poszłam w tamtą stronę, aż doszłam tutaj i zobaczyłam tańczącego chłopaka. Nie chciałam by mnie zobaczył, więc schowałam się przy świątyni. Potem okazało się, że to ty nim jesteś. Pośliznęłam się i spadłam. Brzmi jak jakieś tanie i nieprawdopodobne romansidło... - dokończyłam marszcząc brwi. Nie mogłam przestać się uśmiechać.
- Doprawdy durna. - zaśmiał się. - No może nie takie tanie. Długo tu byłaś? - podszedł bliżej i ukucnął naprzeciw mnie dziwnie się przyglądając, z uśmiechem na ustach.
- Ee.. No... - zaczęłam się zacinać. No to teraz będzie jeszcze bardziej głupio.- No, jak zaczął lecieć ten utwór, to jakieś... Siedem minut? - spojrzałam na niego zamykając powieki, a następnie uchylając jedną z nich, jakby z przerażenia.
Mina zrzedła mu mina błyskawicznie.
- Co? Nie. - wstał i zaczął iść do tyłu ukrywając buzię w dłoniach, przez których palce można było dostrzec uśmiech od ucha do ucha i przymknięte oczy. - Boże. - powiedział z chichotem żałości. Zaczął śmiać się sam z siebie, chyba czuł się zażenowany tak drastycznie, że wpełzły mu na lica rumieńce. Dalej trzymał dłoń na twarzy. Nie wytrzymam, tyle słodyczy w jednej istotce. W końcu zdecydował się wrócić do kucania naprzeciwko mnie i schować ręce. Jednak ten zawstydzony uśmiech nie schodził mu z twarzy. - To niedobrze, to niedobrze. - spuścił wzrok i spojrzał na mnie z tej perspektywy. - Widziałaś mój jedyny as w rękawie, taniec, który wyraża mnie bardziej niż jakikolwiek inny. Cały czas go doskonalę, poprawiam. Wkładam w nie całe serce. Ten występ jest w zupełności mój. Nikomu go nie pokazywałem jeszcze. Do teraz... - zaczął bawić się dolną wargą. - To bardzo zawstydzające, nie wiem co powinienem zrobić, a to dla mnie naprawdę ważne. - westchnął z uśmiechem. Wypowiada się tak samo jak tańczy... Tak jak wygląda. OMO. Bezwiednie usiadłam na kolanach i zaczęłam nawijać jak katarynka.
- Nie znam cię, ale to było cudowne! Byłeś kompletnie czarujący i urzekający. Biła od ciebie autentyczność, twoje wnętrze. Wiem, że jest to dla ciebie niezręczne i rozumiem to, ale nie powinieneś się przejmować, że widziałam ten taniec, bo był naprawdę... perfekcyjny. W szczególności jak byłeś obsypywany blaskiem nocnego nieba, potem deszczu, jak wiatr poruszał się razem z tobą... - gdybym się nie otrząsnęła to bym dalej recytowała jaki to nie był wspaniały. Boże, przesadziłam. Zaraz spalę się ze wstydu. Co ja wygaduję? Czemu on tak na mnie działa? Patrzył na mnie z lekko rozchylonymi wargami, a jego oczy wpatrywały się w moje z sekundy na sekundę coraz głębiej, przeszywał mnie dotkliwie swoim wzrokiem. Nic nie powiedział. Uśmiechnął się i kiwając głową znowu powędrował nią raz oczami na dół. Chyba się skrępował.
- No nic. A tak właściwie co ty teraz robisz? - zerknął i wskazał na mnie całą brudną w deszczowej ziemi, przemoczonych włosach. - Śmiesznie to brzmi, gdy mówisz mi takie rzeczy wyglądając w ten sposób. Ale przynajmniej jest nieszablonowo. - dokończył, nie mogąc utrzymać śmiechu na wodzy. Co za... W tym momencie uświadomiłam sobie jak wyglądam i co przed chwilą wygadywałam, strasznie się skonsternowałam, zaczęłam zasłaniać się rękami.
- Ej, to było strasznie niemiłe. Jesteś niemiły. - odchrząkałam z zakłopotaniem. - A tak nawiasem mówiąc, to i kto to mówi. Klęczysz tu przede mną w dresie i cały przemoczony. Jeszcze na boso. Jesteśmy vice versa. - dokończyłam marszcząc brwi z naburmuszenia. W głębi byłam zadowolona, że mu też dogadałam.
- Spokojnie, tylko żartowałem. - powiedział uśmiechając się bardzo pogodnie. Potem mozolnie się podniósł i wyciągnął do mnie nieśmiało rękę. - Wstawaj. Czy zamierzasz tu tak siedzieć i marznąć? - zapytał retorycznie. Ah. Faktycznie. Podałam mu rękę, a on nieporadnie pomógł mi wstać. I wtedy bum. Moja stopa. Przez to zamieszanie zapomniałam, że na nią upadłam.
- Auć, jestem kaleką. Poza tym, że jestem niezdarą, brudasem, chowam się przed ludźmi, potem ich podglądam, mówię zawstydzające rzeczy, to jeszcze jestem masochistką. Świetnie. - skwitowałam mocno załamana i wzruszyłam ramionami, wzdychając przy tym ciężko. - Jak się potknęłam, to w efekcie źle spadłam. Pewnie zwichnęłam kostkę albo coś w tym stylu. - oparłam się o drzewo, by przypadkiem znowu się nie przewrócić, tym bardziej, że nie mogłam normalnie iść.
- Wygląda, że wszystko co powiedziałaś to prawda. I już nie jesteśmy vice versa, wygrałem.  No trudno, to... Chyba odprowadzę cię teraz do domu. Możesz się mnie złapać za ramię czy coś... - powiedział ciut speszony. Co za niewinny chłopiec. W międzyczasie ubrał buty.
- Nie musisz tyle dla mnie robić, nie chcę ci więcej czasu zabierać... - popatrzyłam na niego, chyba przypadkiem zrobiłam litościwe oczka.
- Nie, to nic takiego. W końcu spadłaś przeze mnie, muszę się zrekompensować. - stwierdził, głupkowato się uśmiechając.
- Spadłam przez śliską podłogę, która była taka przez padający deszcz. Nie myśl sobie. To po prostu działo się w czasie gdy cię oglądałam. - zwróciłam się do niego tonem nieznoszącym jakiegokolwiek zakwestionowania.
- Niech będzie i tak. - poddał się. Złapałam go za ramię i zaczęliśmy iść.  - Tylko mów, w którą stronę. I możemy iść wolniej, jak boli cię noga. - dokończył. Na moment straciłam równowagę, więc złapał mnie za ramiona.
- Spokojnie, dam radę. - odpowiedziałam pewna siebie, ale odrobinę mocniej ścisnęłam go za ramię. - Teraz w prawo. - oznajmiłam.
- My się chyba kiedyś już poznaliśmy? Mam takie wrażenie. - spojrzał na mnie pytająco.
- Yah. Dokładnie. Nawet cię dziś widziałam na rozpoczęciu roku w szkole. - na te słowa spuścił ze mnie wzrok i zaczął patrzeć w niebo. - Zapewne mnie nie pamiętasz, jestem Ami Yuno. Więc ponownie miło mi cię poznać. - uśmiechnęłam się szczerze zerkając na niego. - Uprzedzam, pamiętam jak się nazywasz. A poza tym moje koleżanki o tobie huczą. - jeszcze bardziej powiększyłam uśmiech. - A poznaliśmy się bardzo dawno, gdy wpadłeś na mnie i poprosiłeś bym przekazała twojemu bratu śniadanie.
- Ah tak... To faktycznie ty. Wiedziałem, że skądś pamiętam twoją twarz. - zamyślił się na moment. - Ami Yuno? Więc Twoje imię to Yuno. - wtrąciłam się mu w zdanie.
- Nie, moje imię to Ami. Yuno to nazwisko, jestem pochodzenia japońskiego. Wyglądam ci na Koreankę?
- Poważnie? Łał, ciekawie. W sumie brzmisz tak trochę inaczej. Masz dość specyficzny akcent, ale oczywiście w pozytywnym sensie... No, jakby się zastanowić, to nie wyglądasz. - powiedział, wyglądał na lekko zafascynowanego, jakby nie poznał nigdy kogoś z Japonii czy innego kraju. Dziwnie swobodnie mi się z nim rozmawia...
Niestety rozmowa musiała dobiec końca, bo znaleźliśmy się pod moim domem.
- Przyjemnie mi się z tobą rozmawia, szkoda, że musimy przerwać tak w trakcie. Chciałabym to jeszcze powtórzyć. - znowu palnęłam bez zastanowienia i chwilę po tym spaliłam buraka. Wtedy spojrzał na mnie, trzymając ręce w kieszeni. I jak zwykle gdy się krępuje spuścił głowę z uśmiechem nic nie mówiąc. Teraz sama czuję się trochę zawstydzona...
- No nic, dzięki, że mi pomogłeś. To dobranoc. - czułam się głupio i po prostu się odwróciłam w stronę domu. Wtedy się odezwał. Jednocześnie zaczęło padać. Oboje popatrzeliśmy w górę, śmiejąc się jak dzieci, gdy boskie łzy zaczęły wpadać nam do oczu.
- H-hej, mówiłaś, że planowałaś iść do biblioteki, ale nie doszłaś tam... Możemy tam pójść jutro razem, ja też lubię książki. - powiedział nieco zachwianym głosem. Odwróciłam się w jego stronę.
- Pewnie! - krzyknęłam z istną radością na twarzy. - Spotkajmy się przy twoim tanecznym zaciszu o siedemnastej. Uśmiechnął się łagodnie, a ja mu pomachałam na pożegnanie.
- A i jeszcze jedno... dz... - przełknął głośno ślinę. - Dziękuję, za to co mi dzisiaj powiedziałaś. To było... - urwał w połowie, kiwając głową ze zrezygnowania i uśmiechnął się rumieniąc przy okazji. - Nic. Pójdź do pielęgniarki z tą kostką, widzimy się jutro. Tak przy okazji mieszkam niedaleko. To... Hej. - powiedział pospiesznie, gestykulując niezrozumiale rękoma. Uśmiechnął się raz jeszcze i poszedł w swoją stronę.
- Dobrze... - odpowiedziałam,  chociaż wiedząc, że już mnie nie słyszy. I znowu wpatrywałam się w jego plecy, jak wtedy. Zniknął mi z oczu, a ja dopiero wtedy przekroczyłam próg mieszkania. 

Wykąpałam się i położyłam na łóżku. Nie mogłam przestać o nim myśleć. I cały czas czułam ten jeden, nic nie znaczący dotyk jego ramienia na mojej dłoni. Patrząc przez pryzmat dzisiejszego dnia, a szczególnie wieczora na moje życie, nawet nie odczułam niemiłej atmosfery w domu i odpłynęłam jak dziecko, w objęcia Morfeusza.

*

I przepraszam po raz drugi, tym razem za to, że rozdział taki krótki ; -;'''' Następne będą dłuższe, obiecuję. Dobranoc ~

wtorek, 5 maja 2015

I want to be your only Ace ~ Wstęp


Annyeong! ~ (≧∇≦) Miałam cholerną ochotę na tworzenie. No i bum. To opowiadanie będzie o pairingu naszego uroczego maknae Taesia z SHINee z pewną dziewczyną o imieniu Ami, która jest wymysłem mojej wyobraźni. Dla fanów yaoi, JongKey, 2min, OnTae etc, spokojnie! Oneshoty na pewno się pojawią, a może nawet stworzę coś dłuższego. Kocham shipować szajniaków, ale najzwyczajniej w świecie chciałam zrobić coś długiego, a yaoice mi na dłuższą metę nie idą. Poza tym chcę wczuć się główną bohaterkę jak najbardziej się da. Priorytetem jest przewodni temat, Ami i Taem. Będę pisać głównie z perspektywy Amm i zastanawiam się też nad perspektywą Taemina. W końcu wtedy mogłabym detaliczniej opisywać jego uczucia. No zobaczymy, wyjdzie w praniu. Mam nadzieję, że wam się spodoba. Konstruktywna krytyka bardzo mile widziana. No to zapraszam misie!

***

Styczeń 2005, Seoul, Korea Południowa

Nazywam się Ami Yuno. Urodziłam się w Japonii w mieście Kobe, 23 grudnia całe dziesięć lat temu. Przez pierwsze dwa lata mojego życia mieszkałam z moim ojcem w niewielkim miasteczku, właściwie można by rzec, na wsi, o nazwie Shingõ. Tata miał tam kameralną świątynię, należącą niegdyś do naszej dalekiej rodziny. Otrzymał ją tak jakby w spadku. Oczywiście nie pamiętam nic z tego okresu, ośmielę się stwierdzić, że nie znam mojego staruszka, natomiast ów informacji dowiedziałam się całkowicie przypadkiem, od pewnej kobiety, która go znała. Niestety, więcej nie było dane mi usłyszeć, gdy tylko nieznajoma pani ujrzała obok mnie moją matkę, która momentalnie skarciła ją wzrokiem, niemalże od razu przestała mówić. Zaraz potem wtopiła się w tłum idących ludzi, nawet nie racząc na mnie spojrzeć. Więcej jej już nie zobaczyłam. Jak mniemam, nie mogłam, a raczej moja matka nie chciała bym poznała więcej szczegółów z mojego wczesnego dzieciństwa i życia ojca. Cóż. Ces't la vie, tak mówią. Nie próbowałam wyciągać z niej czegokolwiek. Z góry wiedziałam, że próby i tak poszły by na marne, ona nie potrafi rozmawiać z drugim człowiekiem. Gdyby się nad tym zastanowić, to jestem pewnie niechcianym dzieckiem. Zatem udajmy się dalej... Po dwóch latach spędzonych z moim ojcem, mama zabrała mnie do Polski ze swoim nowym wybrankiem, gdzie zostałam ochrzczona i noszę aktualnie drugie imię Joanna, do którego jednak rzadko kiedy się przyznaję, bo bardzo go nie lubię. Tak po prostu. A jak nie mam wyboru, to mówię, że jestem Jane albo Joan, no bo brzmi trochę lepiej. Z dwojga złego lepiej w tę stronę. Mieszkaliśmy tam osiem dobrych lat. Dobrych w znaczeniu przenośnym, nie dobrych w istocie. Gdy mama postanowiła rozwieść się z dotychczasowym mężem, urodziła sobie w głowie kolejne plany na przyszłość. Nawiasem mówiąc, ten mężczyzna miał na imię Jan, a z tego co wyczytałam moje imię ze chrztu jest żeńskim odpowiednikiem jego imienia. Nie lubiłam tego człowieka, więc już wiem skąd ten uraz do Joanny. Wracając. Rozwiedli się jak miałam osiem lat. Wtedy oznajmiła mi, że za dwa lata wyprowadzamy się do Korei Południowej, bo się zakochała i chce byśmy razem tam zamieszkali. Tak, ów obiekt miłości mojej mamy był powodem, dla którego rozwiodła się z poprzednim. I tak, ów człowiek był Koreańczykiem. Wobec tego miałyśmy dwa lata, by nauczyć się języka. Jako że nasz ojczysty jest także językiem wschodnioazjatyckim, koreański szedł jak po maśle. W wyznaczonym przez matkę czasie, potrafiłyśmy już perfekcyjnie operować wcześniej wspomnianym językiem, toteż swobodnie mogłyśmy wyjechać do Seoulu. W końcu jej nowy mąż czeka na nas już pełne dwa lata.

29 grudzień 2005, Seoul, Korea Południowa

Kilka dni temu dotarłyśmy. Mam już dziesięć lat. I znam już historię moją, mojego ojca, matki. Wiem o wszystkim. Jestem świadoma w stu procentach. Niestety nie mogę nic zrobić, muszę dalej istnieć. Istnieć, bo w zasadzie nie nazwę tego co mam życiem.

Rok 2006, Seoul, Korea Południowa

Czuję się tak obco, nijako. Dookoła mnie te same, powtarzające się szczęśliwe spojrzenia, uśmiechnięte buzie. Te fałszywe pozytywne emocje. Nie zaprzeczę, mam wiele koleżanek, kolegów, ale mimo to... czuję ogromną pustkę. Oni wszyscy są tacy sami. Nie mam nikogo. Ja chyba nie lubię ludzi.

Siedziałam w ławce na lekcji matematyki, zapatrzona w widok za oknem i jak zwykle kontemplując nad czymś innym niż nauka. Właściwie byłam jedną z wzorowych uczennic, to nie miałam się czym martwić. Meh... Za rok kończę szkołę podstawową, wówczas zacznie się okres gimnazjum. Nie... Jak o tym myślę, to mnie ściska w żołądku. Trzy lata istnej mordęgi, znowu z innymi ludźmi, w dodatku z głupimi w większości. Jeny... Niech to się wreszcie skończy. 

Moja szkoła podstawowa znajduje się w kompleksie dwóch budynków, podstawówka jest odłączona od gimnazjum i liceum, które mieszczą się w jednej szkole. Jakiś czas temu, coś sprawiło, że poczułam się lepiej. Nagle wzeszło słońce nad szarym horyzontem w mojej głowie i wnętrzu.

Kilka dni temu...

Przerwa na lunch. Na dworze panuje dotkliwy chłód, więc wszyscy zostają w sali. No poza mną.
- Amiiiiś, chodź do nas, zjemy razem lunch! Naprawdę się dziś postarałam... - usłyszałam głos rozweselonej Seoyeon gdy tylko podniosłam się z siedzenia. Seo jest bardzo fajną, dobrą dziewczyną. Nawet ją lubię. Ale mimo wszystko nie chcę się za bardzo spoufalać, nie chcę narażać jej na rozczarowanie, w razie gdyby okazało się, że jestem kompletnie inna niż myśli. Co by tu powiedzieć, żeby jednocześnie uwierzyła i nie poczuła się odtrącona...
- Przepraszam Seoś, ale dzisiaj chcę zjeść sama na zewnątrz. Mianhae... Oby przyjęła to szybko do wiadomości. 
 - Naprawdę zamierzasz jeść w taką pogodę na dworze? No... Dobra, jak chcesz. Ale jak zmienisz zdanie to zawsze jesteś mile widziana! - rzuciła w moją stronę nie zapominając o uśmiechu. Uff...
- Tak, wiem, dziękuję. - uśmiechnęłam się w geście podzięki i pomachałam opuszczając salę. Poszło łatwiej niż się spodziewałam. Dobrze, że jest taka wyrozumiała. To naprawdę genialna cecha. Przechadzając się szkolnymi korytarzami w stronę wyjścia zauważyłam rzeczywistą okropność dzisiejszej pogody. Ale i tak, ja lubię mrok i szarzyznę. Tak wolno idę, że zaraz mi się przerwa skończy. Muszę się pospieszyć, przynajmniej mam to szczęście, że jestem aspołeczna i nikt nie stanie mi na drodze. Wykrakałam, jak się okazało. Chwilę potem wpadłam na jakiegoś chłopaka, przy czym wypadło mi pudełko z jedzeniem. Niech to... Już prawie dotarłam do wyjścia. Jeszcze te dziurawe ręce. Podniosłam się, z naburmuszoną miną i nim się zorientowałam chłopak podniósł mój lunch.
- Rety, prze-przepraszam! Tak się spieszyłem, że nie zauważyłem cię. Naprawdę nie miałem złych intencji. Proszę, to twoje - praktycznie wysapał te słowa, słychać było, że się zmęczył. Wystawił nieśmiało ręce ku mnie podając moje jedzenie. Gdy uniosłam wzrok do góry doznałam lekkiego szoku. Może raczej, byłam tak zdziwiona, aż zaniemówiłam. Ten chłopak wyglądał jak anioł. Miał delikatną, dziewczęcą twarz, cerę jak niemowlę. Oczy czarne i tak głębokie, że można było w nich zatonąć. Jak gdyby bezdenny ocean. Jego usta były duże i jasno różowe. Czarne włosy obcięte niedbale gdzieś za uszy, bezładnie opadały mu na tą anielską twarz. Wyglądał tak niewinnie, nieporadnie, bezbronnie... Całkowicie bez skazy. Perfekcyjnie czysty, nietknięty. Jak zagubione dziecko. Byłam oszołomiona. Pierwszy raz ujrzałam kogoś takiego. Byłam zapatrzona tak jeszcze przez moment, nic nie mówiąc, dopóki nie zreflektowałam się, że podaje mi lunch i dopóki nie zauważyłam, że chłopak zaczyna się lekko peszyć i krępować, spoglądając na mnie trochę wstydliwie.
- Czy... c-coś się stało? - zapytał, jakby zmieszany.
- Nie, nie, nie, nic się nie stało, po prostu wyglądasz tak... inaczej. Onieśmieliłeś mnie. - uśmiechnęłam się delikatnie, a na moje słowa na jego twarzy pojawiły się subtelne rumieńce. Nic nie odpowiedział. Co ja teraz powiedziałam? Jenyyy! Ale wygląda teraz tak uroczo! 
- Ajj, i to ja przepraszam, powinnam patrzeć pod nogi. - kontynuowałam. Niekontrolowanie spuściłam wzrok, jedną ręką biorąc od niego pudełko, a drugą nieco zawstydzona gładząc włosy za uchem. Sama nie wiem czemu to zrobiłam. Moja reakcja zaskoczyła samą mnie. Tak jak niedawno wypowiedziane przeze mnie słowa.
- Nie ważne, zapomnijmy. Jestem Lee Taemin, mów mi po prostu Taemin. Chodzę obok w szkole do pierwszej gimnazjum, miło mi cię poznać... umm... - spojrzał na mnie oczekując odpowiedzi na to, jak powinien się do mnie zwracać.
- Jestem Ami Yuno, mi też jest miło. Chodzę do 5A w podstawówce. - odpowiedziałam, już trochę bardziej wyluzowana.
- Ami Yuno... O, chodzisz do klasy razem z moim młodszym bratem, Lee Taesun. Przenieśliśmy się tutaj niedawno. A to on jest bratem tego nowego chłopaka... Właśnie się zastanawiałam, po co przenosić się na rok przed zakończeniem szkoły. Pewnie mieli jakiś powód...
- To do niego tak spieszyłem, bo dzieciak zapomniał śniadania. Czy... mogłabyś mu je przekazać? Bo wiesz... za chwilę kończy się przerwa, a jeszcze muszę wrócić na lekcje do drugiego budynku. - uśmiechnął się tak szeroko, że aż przymknęły mu się oczy, a rumieńce nadal widniały na jego policzkach.
- Yy... No tak. Znaczy, tak, pewnie, nie ma problemu i tak właśnie wracałam do klasy. - na te słowa uśmiechnął się, a jego uśmiech mówił "wiem, że chciałaś iść zjeść, nie musisz udawać".
- No to... dziękuję bardzo i wybacz, że zabrałem ci czas. Naprawdę miło było cię poznać! - ostatnie zdanie praktycznie niesłyszalnie wydukał podając mi maleńkie pudełeczko dla brata, po czym odwrócił się i potruchtał w stronę wyjścia. A ja nadal stałam jak słup, uważnie przyglądając się jak odchodzi w dal. Był taki niski, chudy, krępy. Ale tak bardzo interesujący. Wróciłam do sali na równo z dzwonkiem, dałam Taesunowi pudełko mówiąc, że to od jego brata, wtenczas mi podziękował, a ja usiadłam na swoim miejscu. Oparłam brodę o rękę i jak zawsze, spoglądałam w niebo. Znowu zaczęło padać. Meh, jestem głodna. Ale jak dłużej nad tym myślę, to warto było głodować dla takiej osoby...


Jako że jestem dzieckiem, musiałam wyrzucić go z głowy. Więcej go nie zobaczyłam. Do czasu...


3 marzec 2010 rok, Seoul, Korea Południowa, rozpoczęcie pierwszej klasy Cheongdam High School

- Teraz możecie się rozejść do domów. Od jutra plan lekcji wchodzi w życie. Do zobaczenia! - głos dyrektora wypowiadany przez mikrofon rozbrzmiewał na całej auli. Wszyscy byli szczęśliwi i zadowoleni. Z uśmiechem na twarzy dobrali się w grupki i poszli świętować rozpoczęcie szkoły średniej. Omo. Gimnazjum jakoś przeżyłam, ale w liceum ciężko będzie trzymać się na uboczu i dystansować od innych. Jeny, jakie to męczące. Chcę do domu. Zaraz, czekaj, nie, nie chcę. Nie chcę tam wracać. 
- Ami, idziesz z nami na karaoke? To znaczy, ze mną, Kyohyun,  Naeun i Jinchae. No chodź, chociaż raz, nie daj się prosić! - wrzasnęła z dala Seoyeon, nagabując mnie gestami rąk bym do nich podeszła. Nim jednak zdążyłam się zorientować, Soey pojawiła się obok mnie i biorąc pod rękę zaczęła prowadzić w stronę reszty dziewczyn.
- Ale, nieee, nie wiem... - zmarszczyłam brwi, niezbyt chętna do brania udziału w tym pomyśle, ale gdy tylko pomyślałam o wczesnym powrocie do domu odruchowo zmieniłam zdanie.
- T-to znaczy tak, chętnie z wami pójdę. - odpowiedziałam usiłując ukryć zniechęcenie pod delikatnym wydęciem kącików ust ku górze. Wtem intuicja rozkazała odwrócić głowę do tyłu, a to co zobaczyłam... Osłupiałam jeszcze bardziej niż ostatnim razem. Lee Taemin. Podświadomie wymruczałam pod nosem jego nazwisko i imię. Szedł z kolegami z klasy w naszą stronę. Nie sądziłam, że zostanie tu także w liceum. Teraz ma już 17 lat... Zmienił się trochę. Ma rudo brązowe, w zależności od światła, jasne lub ciemniejsze, włosy. Już nie są tak chaotycznie ułożone jak przedtem. Są w ładzie. Lśnią I kołyszą się niezauważalnie pod dyktandem lekkiego wiatru. Jest wyższy niż był...Dużo wyższy. I nadal chudziutki. Ale ma to swój niezastąpiony urok. I nadal jak... Anioł. Uśmiecha się. Ma taki piękny uśmiech. Jest taki...
- Ej, Amm, co ty tam mruczesz pod nosem? Mówisz do siebie? Rozdwojenie jaźni czy coś w tym guście? - z letargu wyrwał mnie głos Naeun.
- Coś ty tak zbladła i zwolniła? Źle się czujesz czy co? Nie... Czuję się dobrze. 
- Nie, wszystko w porządku, przepraszam, odpłynęłam. Wiecie, zmęczyłam się tym apelem po prostu... - spojrzałam w stronę dziewczyn, a zaraz potem jeszcze na moment się odwróciłam. Nasze spojrzenia przypadkiem się spotkały. Niemalże od razu spuścił wzrok. I wtedy na mojej twarzy pojawił się szczery uśmiech.

***

Troszkę długi wstęp. Ale naprawdę przyjemnie mi się pisało. Jeśli wena i chęci nadal będą tak mocno dodatnie to rozdział pojawi się niedługo :) Hwaiting!~

sobota, 2 maja 2015

Wieloczęściowe

TRWAJĄCE
I want to be your only Ace~
Pairing: Taemin + OC (original character)
Typ: hetero
Gatunek: wszystkie
Ostrzeżenia: na razie brak
Ami Yuno wiele przeżyła w swoim życiu. Urodziła się w Japonii i aktualnie mieszka w Seulu. Poznaje starszego chłopaka należącego do słynnego zespołu, który razem z nimi wywraca jej życie do góry nogami.

Wstęp
Rozdział drugi
________________________________________________________
ZAKOŃCZONE

Bez względu na wszystko
Pairing: JongKey
Gatunek: AU+smut
Ostrzeżenia: brak
+: Key zostaje oskarżony o coś, czego nie zrobił, ale i tak ponosi za to konsekwencje. Poznaje Jonghyuna, który pomaga mu znaleźć sprawcę. W międzyczasie zbliżają się do siebie, ale podejście Jonghyuna do Key wskazuje na to, że może nie przynieść to niczego dobrego.

One Shot